Sprawdzamy, czy da się wygodnie grać w terenie

Ma ledwie kilkanaście milimetrów grubości, nie waży nawet 2 kilogramów a pozwala na uruchomienie "Total War: Warhammer II" w maksymalnych ustawieniach. Laptop z grafiką Max-Q to połączenie dwóch światów: wydajności w grach i mobilności. Nadaje się na wyjazd?

A co z wydajnością?

Różnice są stosunkowo niewielkie, ale odchudzony komputer jest jednak nieco wolniejszy od bardziej prądożernego odpowiednika. Zwykle nieznacznie przekraczają 10 procent. Być może brzmi groźnie, ale przekładając na liczby, laptop wyposażony w kartę GeForce GTX 1070 Max-Q osiągnął w „Battlefield 1”, w maksymalnych ustawieniach obrazu, średnio 90 klatek na sekundę, a minimalnie 71. Ciekawostką jest, że MSI GE73VR Raider z GeForce’em GTX 1070 (bez Max-Q, z procesorem 7 generacji) miał niemal identyczne wyniki: średnio 94 klatki, a minimalnie tylko 64. To ostatnie zrzucam raczej na karb starszych sterowników. Znaczenie też zapewne miał silniejszy CPU w lekkim modelu z serii GS.

Złożony wygląda jak konstrukcja biznesowa a nie laptop gamingowy (fot. Krzysztof Bogacki)

Co to oznacza w praktyce? Gry nawet najbardziej wymagające nadal działają w pełni płynnie, podczas gdy zużycie prądu i przekształcanie go na energię cieplną wyraźnie spadło. Skoro trzymamy się przykładu GTX-a 1070: wersja z dużych laptopów ma TDP na poziomie 115 W, wersja desktopowa – 150 W, natomiast wersja Max-Q od 80 do 90 W (NVIDIA zostawia tu producentom laptopów pewien zakres doboru). Dość znacząco w przypadku GTX-a 1070 Max-Q obniżone zostały również częstotliwości GPU, co nie przekłada się drastycznie na wydajność. Liczy się głównie konstrukcja GPU i liczba rdzeni CUDA, a ta ostatnia pozostała niemal taka sama.

Spód testowanego urządzenia (fot. Krzysztof Bogacki)

NVIDIA wymusza na producentach laptopów, którzy chcą wyposażyć swoje komputery w karty Max-Q, aby głośność układu chłodzenia nie przekraczała 40 dB. Gdyby więc np. Razer Blade 14 otrzymał GeForce’a GTX 1060, ale w wersji Max-Q, lepiej pasującej do jego eleganckiej, kompaktowej formy, zapewne nie byłby tak hałaśliwy. Nie zrozumcie mnie źle, Blade 14 to wspaniała maszyna. Ale głośna. Gdyby Razer wrzucił tam GTX-a 1060 w wersji Max-Q byłoby wyraźnie ciszej.

Reklama

Ale karty Max-Q mają i wady. Są, jak wspomniałem, nieco wolniejsze, ale zwykle oznacza to spadek wydajności, wskutek którego nie tracimy płynności w grze. Jednakże trzeba dobrze sprecyzować swoje oczekiwania. Na rynku funkcjonują np. laptopy z kartami graficznymi GeForce GTX 1050Ti Max-Q czy nawet GeForce GTX 1050 Max-Q. W takim przypadku dostajemy naprawdę energooszczędne GPU, ale niestety ich wydajność jest ograniczona względem pierwowzorów. Miłośnicy najbardziej wymagających gier powinni raczej spojrzeć w stronę modeli z mocniejszymi kartami, zwykle też komputerów nieco większych. Z drugiej strony, karty z Max-Q mają naprawdę niskie TDP i ktoś, kto grywa w mniej wymagające tytuły, ale potrzebuje sprzętu lekkiego i mobilnego powinien być zadowolony. Sam przemieszczam się z laptopem niemało, a gdy gram, to zwykle w „World of Warships” lub cRPG-i z grafiką w rzucie izometrycznym, a więc gry zbyt trudne dla zintegrowanych układów Intela. Natomiast GTX 1050 Max-Q radzi sobie, a to układ, który z powodzeniem może działać w ultrabooku.

Karty z dopiskiem Max-Q to takie nieco odchudzone wersje, które wydzielają mniej ciepła, pobierają mniej prądu, ale też generują (bardzo nieznacznie) mniej klatek w grach. Jeśli dopuszczacie kompromisy, dzięki tym kartom graficznym możecie grać na sprzęcie, który wygląda, jakby miał w środku “integrę”. A zwykłe GeForce’y w cienkich konstrukcjach wydzielałyby zbyt dużo ciepła. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.