najlepsze gry na ps4

Najlepsze gry 2018 roku na PS4

Jeżeli planujecie kupno PlayStation 4 lub niedawno staliście się jej użytkownikami, prawdopodobnie zastanawiacie się, w jakie tytuły warto na niej zagrać. W porównaniu z pecetami oferta nie jest tak bogata, ale gry na konsole mają pewną przewagę - większość z nich jest wyjątkowo dobrej jakości, zarówno pod względem mechaniki, jak i przemyślanej fabuły.

Rynek gier rozwija się jak szalony. Szczególnie tych na pecety. Od wielu lat Steam zalewany jest niezależnymi produkcjami o jakości pozostawiającej sporo do życzenia (tylko w ubiegłym roku zadebiutowało w serwisie ponad 7600 gier!). Tymczasem na konsolach takiego natłoku nowości nie ma. Powód jest bardzo prosty. Tytuły konsolowe przechodzą zdecydowanie staranniejszą selekcję. Na przykład Sony bardzo dba o to, by powstawały gry wyłącznie na PS4, ponieważ to właśnie one najczęściej definiują wybór platformy. Jeśli więc producent chce zachęcić do zakupu jego konsoli, nie może sobie pozwolić, by produkcje na nią przeznaczone były byle jakie. Specjalnie dla Was wybraliśmy produkcje na PS4 najbardziej godne polecenia.

God of War (PS4)

Zacznijmy od tytułu, który towarzyszy konsolom PlayStation od 13 lat. Wysokobudżetowa, kładąca nacisk na walkę i filmowe starcia z mitologicznymi przeciwnikami seria doczekała się w tym roku sequela, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Początkowo przeniesienie Kratosa, spartańskiego wojownika, który został bogiem wojny ze starożytnej Grecji do Skandynawii wydawało się kontrowersyjną decyzją. Szybko jednak gracze przyznali, że zmiana wyszła całej serii na dobre.

Fabuła gry została tak przygotowana, by osoby, które nie znały poprzednich części nie poczuły się zagubione. Historia obraca się tym razem wokół trudnej relacji ojca i syna. Ojciec ukrywa przed synem swoje boskie moce. Jak wiadomo sekrety i kłamstwa nie sprzyjają rodzinnym związkom. Śmierć bliskiej osoby powoduje jednak, że wyruszają na wyprawę, podczas której obydwaj przejdą przemianę. Obecność chłopca umożliwiła zmianę mechaniki gry. To bowiem on pomaga graczowi w walce, np. strzelając z łuku na komendę lub rozwiązując zagadki logiczne. Atreus nie jest więc tylko tylko ozdobnikiem, ale żywą i inteligentną, jak na wirtualne standardy, postacią.

„God of War” to ponad 50 godzin gry pełnej fantastycznych przygód, filmowych ujęć, nieoczekiwanych zwrotów akcji i oprawy wizualnej będącej ucztą dla oczu. Nie można także nie pochwalić oprawy muzycznej z symfonicznymi utworami na czele i bardzo dobrym, polskim dubbingiem. 94/100 w serwisie Metacritic mówią same za siebie.

Shadow of the Colossus (PS4)

Najbardziej melancholijna gra z całego zestawienia, która udowadnia, że produkcje z otwartym światem wcale nie muszą być wypełnione aktywnościami, by mogły urzekać. Oryginalny „Shadow of the Colossus” został wydany w 2005 roku na PS2 i z miejsca stał się jedną z najlepszych gier tamtej generacji. Zachwycająca, jak na ówczesne możliwości techniczne, grafika, pomysłowa mechanika i wciągająca historia sprawiły, że do dzisiaj gracze z sentymentem myślą o tytule. Gdy w tym roku Sony zdecydowało się wypuścić remake gry, on także okazał się strzałem w dziesiątkę.

Po lewej kadr z 2005 roku, po prawej kadr z wersji gry z 2018 roku (fot. Sylwia Zimowska)

Nowa edycja to nie tylko tekstury w wyższej rozdzielczości. To całkowicie przemodelowane obiekty, dodane cienie, a także tryb fotograficzny pozwalający zatrzymać grę w dowolnym momencie i obejrzeć scenę z innej perspektywy. Mimo to ostrzegam – to nie jest poziom „Uncharted” czy wspomnianego już „God of Wara”. Gra ma bardzo surową oprawę, która jednak pasuje do klimatu tej opowieści. Młodszych graczy może jednak drażnić archaiczna już praca kamery. Jeśli jednak się do niej przyzwyczają, to odkryją urodę „Shadow of the Colossus”.

Mocnym punktem „Shadow of the Colossus” jest tajemnica. Historia rozpoczyna się od sekwencji, w której widzimy jak młody chłopak, po długiej podróży przez góry i doliny, składa na ołtarzu pewnej świątyni ciało swojej ukochanej. W tym miejscu przywołuje on mityczną istotę, Dormina, który według legendy ma moc wskrzeszania zmarłych. Nasz bohater zawiera z nim pakt – jeżeli zniszczy szesnaście Kolosów, w których ukryte są cząstki Dormina, bóstwo ożywi wybrankę jego serca.

Kolejną zaletą gry jest mechanika związana z odkrywaniem słabych punktów tytułowych bestii. Kolosy nie tylko są olbrzymie, ale też zachowują się inaczej – jest np. potwór, który lata; jest taki, który porusza się w wodzie, albo taki, który szarżuje niczym byk. Za każdym razem gracz musi samodzielnie odkryć, w jaki sposób należy pokonać giganta. Całości dopełnia nastrojowa, chóralna muzyka.

Detroit: Become Human (PS4)

Fabularna gra, którą możemy też określić mianem filmu interaktywnego, to pozycja, która ze względu na swoją tematykę powinna najbardziej zainteresować czytelników CHIP-a. Przenosimy do Detroit roku 2038. Androidy pod względem wizualnym tak mocno przypominają już ludzi, jak to tylko możliwe. Pewnego dnia potulne dotąd maszyny zaczynają stawiać opór swoim właścicielom – dostrzegają zło, jakie dzieje się dookoła i reagują na nie tak, jak zareagowałby żywy człowiek. Odnotowuje się pojedyncze przypadki ucieczek, bójek, a nawet morderstwa. W pościg za zbuntowanymi maszynami rusza najlepszy detektyw wśród ludzi i najlepszy wśród androidów.

Dzięki rozbiciu akcji na trzy wątki fabularne możemy poznać całą historię nie tylko z perspektywy Connora, czyli wspomnianego łowcy androidów, ale też Kary, która sprzeciwiając się przemocy właściciela ucieka z jego córką, oraz Markusa, pomocnika znanego malarza, który szuka drogi do wolności swojej i jemu podobnych. Każda z tych opowieści porusza różnorodne problemy etyczne i stara się zmusić gracza do refleksji na temat istoty człowieczeństwa. Gdyby zekranizowano „Detroit: Become Human” wyszłoby dzieło na miarę „A.I Sztucznej Inteligencji”, „Stalowego Giganta”, czy „Franka i Robota”.

Podgląd ścieżki decyzyjnej, pojawiający się po każdym rozdziale (fot. Sylwia Zimowska)

Kluczową cechą tej gry jest mechanika skupiająca się na podejmowaniu decyzji. W niesamowity sposób rozbudowano tutaj ścieżki fabularne. Po każdym rozdziale sami zobaczycie, że jakiś problem można było rozwiązać na kilka sposobów. Każdy wybór ma znaczenie, niekiedy będzie to drobiazg, jak usłyszenie innego dialogu, ale niekiedy kilka takich drobiazgów sprawi, że odblokujecie zupełnie inne zakończenie rozdziału, co wpłynie na ostateczny finał.

Marvel’s Spider-Man (PS4)

Niektóre gry nie muszą mieć ambitnej fabuły, by można się było przy nich dobrze bawić. Takim bestsellerem okazał się w tym roku „Marvel’s Spider-Man” – wysokobudżetowa gra akcji opowiadająca o przygodach popularnego superbohatera. Insomniac Games postawiło na autorską historię, w której znajdują się mimo to liczne nawiązania do legendarnych wrogów Petera Parkera oraz znanych temu uniwersum postaci, jak chociażby ciocia May czy Mary Jane.

Ponieważ gra otrzymała oznaczenie PEGI-16, nie ma się tutaj co spodziewać krwistych momentów czy scen przeznaczonych dla dorosłych widzów. Ale w połączeniu z lekkim sposobem bycia Człowieka-Pająka, ta infantylność tutaj nie przeszkadza. Całość jest bardzo filmowa, napakowana sekwencjami, które od razu kojarzą się z kinowym blockbusterem, ale największe wrażenie w grze robi wirtualny Nowy Jork. Tak wiernie przeniesionego i pięknego Wielkiego Jabłka nie zobaczycie w żadnej innej produkcji.

„Marvel’s Spider-Man” to także tytuł o bardzo przyjemnej mechanice. Już sam sposób sterowania Człowiekiem-Pająkiem, jego swoboda ruchów, gracja, możliwość bujania się na sieci pomiędzy wieżowcami, wchodzenie po ścianach i rozbudowane animacje walki sprawiają, że jest to idealna pozycja na wieczorny relaks z padem.

Astro Bot: Rescue Mission (PS VR)

Sony bardzo aktywnie promuje wirtualną rzeczywistość. Obecnie w sklepie PS Store znajduje się około 250 gier. Jedną z najlepszych wydano całkiem niedawno. Chociaż VR kojarzy się głównie z tytułami FPP to Sony udowodniło, że doskonale nadaje się także do gier platformowych, w których kontrolujemy bohatera znajdującego się dookoła nas. „Astro Bot: Rescue Mission” to bez wątpienia jedna z najładniej wydanych gier na gogle VR.

Tytuł został tak zaprojektowany, by zmuszać gracza do ciągłego pozostawania w ruchu. Musi on uważnie obserwować otoczenie, by kontrolowany przez niego bohater przeskakiwał nad zapadniami, korzystał z ramp i ukrytych przełączników. Sam pad zdaje się przenikać do środka gry, stając się a to wyrzutnią haka z liną, a to sikawkę z wodą czy karabinem na kulki. Pomysłowo wykorzystano także sam headset, do rozbijania ścian głową lub zdmuchiwaniem przez wbudowany mikrofon płatków dmuchawca. Jeżeli tylko macie PlayStation VR, to ta pozycja jest obowiązkowa.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.