Adresy, numery telefonów, prywatna korespondencja, a nawet dane z kart kredytowych publikowane były w sieci od grudnia, ale ich wyciek został odkryty dopiero wczoraj wieczorem. Wśród opublikowanych dokumentów znalazły się umowy o pracę i listy członków niemieckich partii. Prawdziwa skala szkód spowodowanych wyciekiem nie jest jeszcze znana, chociaż minister sprawiedliwości Katarina Barley powiedziała, że był to „poważny atak”.

Niemiecki federalny urząd ds. bezpieczeństwa informacji (BSI) potwierdził, że prowadzi dochodzenie w sprawie włamania i że o ile mu wiadomo, samo włamanie nie ma wpływu na sieci rządowe.