fitbit versa lite

TEST: Fitbit Versa Lite – smartwatch dla mało wymagających

Okrojona wersja bestsellerowego modelu w nieznacznie niższej od niego cenie.

Funkcje sportowe

Chociaż Versa Lite promowana jest jako smartwatch, a nie opaska fitness, to nie brakuje w niej opcji pomagających utrzymać zdrowy tryb życia. Standardowo dla takich urządzeń znajdziemy tutaj licznik kroków, przebytego dystansu, spalonych kalorii i minut spędzonych na aktywności. Ponieważ urządzenie nie ma wbudowanego wysokościomierza nie zarejestruje nam konkretnej liczby schodów, choć wchodzenie po schodach jest jednym z trybów aktywności. Zegarkowi brakuje także GPS-a. To oznacza, że jeżeli zależy Wam na dokładnym pomiarze przebytych kilometrów i zapisywaniu mapek tras, nie obejdziecie się bez targania ze sobą smartfonu i wykorzystywaniu jego modułu.

versa lite

Nie brakuje na szczęście pulsometru, który przyda się osobom poważniej podchodzącym do ćwiczeń. Pomiar tętna możemy ustawić na odczyt ciągły i nie wpływa to zauważalnie na stan baterii. Jeżeli chodzi o braki w funkach sportowych, smartwatch został też pozbawiony integracji z Fitbit Coach – aplikacji pomagającej w różnego rodzaju treningach, posiadającej też dostęp do stacji radiowych. Nie jest to jakiś duży mankament, zwłaszcza, że normalnie i tak jest to usługa premium, za którą należy opłacać abonament.

Versa Lite można także powiązać z aplikacjami fitness – Endomondo, Stravą, MyFitnessPal. Choć tutaj bez konieczności integracji kont za pośrednictwem webowej apki się nie obejdzie. Najbardziej męczyłam się z powiązaniem Stravy. Bez wyszukania na forum specjalnego linku, z poziomu smartfonu nijak nie mogłam wskazać, by dane z Versy Lite, były przekazywane do wspomnianego oprogramowania. Warto za to pochwalić Fitbit, że wszystkie zgromadzone dane można bez trudu wyeksportować do postaci CSV lub pliku Excela.

versa lite

Smartwatch rozpoznaje automatycznie rodzaj aktywności, ale z dokładnością jest już różnie. Czasami nie zaliczy w ogóle spaceru, czasem jazdę samochodem potraktuje jako bieg. Na szczęście nie jest to jakoś uciążliwe, bo wadliwy pomiar można usunąć z dziennika aplikacji. Z kolei jeżeli planujemy rozpocząć jakieś ćwiczenie, z pozycji zegarka możemy wybrać do 7 skrótów z ponad 15 różnych aktywności (bieganie, rower, wspinaczka górska, golf, tenis, joga, trening obwodowy itp.). Do pomiarów manualnych nie można się przyczepić.

Aplikacja

Pierwsze parowanie ze smartfonem przebiegło bez najmniejszego problemu. Jeżeli ktoś nie ma jeszcze konta Fitbit, to w pierwszej kolejności będzie się musiał zarejestrować. Aplikacja niestety nie wspiera języka polskiego. Przez niecały miesiąc testów oprogramowanie, jak i sam smartwatch pracowały stabilnie. Dopiero pod koniec testów, nagle aplikacja nie była w stanie zsynchronizować danych ze smartwatcha. Usunęłam zatem Versa Lite z aplikacji i próbowałam powiązać ją ponownie, ale nadal oprogramowanie nie widziało urządzenia. Pomógł najbardziej drastyczny krok, czyli całkowite usunięcie aplikacji ze smartfonu i zainstalowanie jej ponownie.

fitbit versa lite

Podstawowy ekran Fitbita przedstawia nam zebrane w ciągu dnia pomiary dotyczące aktywności – kilometrów, kalorii, minut spędzonych w ruchu, kroków, tętna, snu, cyklu miesiączkowego, wypitej wody i zjedzonego jedzenia. Te trzy ostatnie uzupełniamy samemu. Już przy okazji testów Fitbit Charge 3 miałam zarzuty do kwestii prezentacji danych. Na ekranie głównym nie ma możliwości wyświetlenia przedziału czasowego. Jeżeli chcemy sprawdzić ile kroków przeszliśmy tygodniowo, czy też w ciągu miesiąca, musimy kliknąć ikonkę kroków i dopiero tam wybrać interesujący nas okres. Wszystkich danych kompleksowo na jednym ekranie nie znajdziemy.

fitbit versa lite

W aplikacji znajdziemy także funkcje społecznościowe w rodzaju wyzwań motywujących do treningu, zapraszania znajomych, dzielenia się swoimi osiągnięciami w wyselekcjonowanych grupach etc. Oprogramowanie pozwala także zarządzać smartwatchem. Poza standardowymi ustawieniami dotyczącymi notyfikacji, celi dziennych czy przypomnień o ruchu znajdziemy tu dwie dość istotne rzeczy.

fitbit versa lite

Pierwsza to tarcze zegarka. W bibliotece znajdziemy ich całe mnóstwo. Podzielono je na kilka kategorii – te, które poleca Fitbit, takie, które mają „analogowy” wygląd, tarcze animowane, czy też takie, które na jednym ekranie zawierają mnóstwo informacji. Część z nich jest płatna dodatkowo np. za inny wariant kolorystyczny, ale nawet jeżeli zostaniemy przy darmowych to będziemy mieli i tak z czego wybierać. Tu przypominam, że jeżeli zależy Wam na dłużej pracy baterii, to nie warto rzucać się na te najbardziej kolorowe i animowane.

fitbit versa lite

Druga to aplikacje. Versa Lite nie działa na Androidzie Wear, ale na własnym systemie operacyjnym. To zaś oznacza, że wybór aplikacji zewnętrznych producentów jest zdecydowanie skromniejszy niż w przypadku OS-a Google’a. Szczerze mówiąc, ja nie znalazłam tu dla siebie niczego przydatnego, poza zdalnym odtwarzaczem Spotify. Są tutaj gry takie jak Pong, czy Flappy Bird, jest The New York Times, Uber czy Philips Hue. Moim zdaniem dalej wygodniej obsługuje się takie rzeczy prosto ze smartfonu, a nie niewielkiego ekraniku.

Wrażenia z użytkowania

Versa Lite to smartwatch, który wygodnie się nosi i obsługuje. Jest lekki, zatem nie męczy nadgarstka. Silikonowe paski czyści się o wiele łatwiej niż skórzane, czy materiałowe. Ekran jest czytelny i responsywny. Wiele rodzajów tarcz pozwala spersonalizować wygląd smartwatcha do swoich preferencji. Nie jestem sportowcem, więc nie brakowało mi specjalnie GPS-u czy wysokościomierza. Najbardziej zależało mi na pulsometrze i obsłudze notyfikacji – pod tym względem Fitbit spełnił moje oczekiwania. Możliwość odczytywania powiadomień ze wszystkich możliwych aplikacji zainstalowanych na smartfonie bardzo ułatwia pracę, bo nie trzeba ciągle sięgać po dodatkowe urządzenie. Gdyby jeszcze Versa Lite pokazywała numer lub kontakt osoby dzwoniącej, nie miałabym się pod tym względem do niczego przyczepić.

fitbit versa lite

Monitoring snu także dostarczał mi kompleksowych informacji, chociaż bardziej przydatne w kontekście zdrowego wypoczynku okazały się przypomnienia o tym, by położyć się spać o danej godzinie, bo z tym mam ciągle problem. Wciąż brakuje mi w aplikacji funkcji budzenia w najbardziej optymalnej fazie snu. To jednak można sobie zrekompensować używając np. google’owej aplikacji Sleep, do której bez problemu można podpiąć większość smartwatchy, w tym i opisywanego Fitbita.

fitbit versa lite

Szkoda natomiast, że Versa Lite nie ma wbudowanego odtwarzacza muzyki i pamięci zdolnej pomieścić ulubione kawałki albo chociaż pełnej integracji z usługami muzycznymi pokroju Spotify czy Deezera. To opcja, która przydałaby się na siłowni czy treningach, gdzie noszenie ze sobą smartfonu jest po prostu uciążliwe.

Wracając do początku artykułu, nie da się ukryć, że cena urządzenia w stosunku do jego możliwości jest wygórowana. Za jedyne 100 zł więcej możemy nabyć bardzo dobrego Huawei Watcha, który nie tylko wygląda znacznie lepiej, ale też ma wbudowany GPS, wydajniejszą baterię i NFC, któremu Fitbitowi brakuje. Osobiście nie zdecydowałabym się wydać 699 zł na smartwatch, który poza czytelniejszym ekranem i szybkimi odpowiedziami na notyfikacje w żadnym innym aspekcie, nie przebija taniej opaski fitness pokroju Mi Banda 3. | CHIP

Tutaj znajdziecie ranking zegarków i opasek sportowych