Krzyczący człowiek trzyma się za głowę, do której od góry wpływa duży strumień bitów, a przez usta, uszy i oczy wypływają mniejsze.

Informacje nas zabiją

A może wzmocnią?

Zupełne nowości, czyli mózg i maszyna

Kiedy Elon Musk za coś się bierze, to zawsze jest to pomysł spektakularny. Jednym z najbardziej futurystycznych projektów jest Neuralink, czyli interfejs łączący bezpośrednio ludzki układ nerwowy z, krótko mówiąc, komputerem. Samo to zagadnienie to fantastyczny temat na obszerny artykuł – choć informacji nadal jest mało, a pytań wiele. Potencjał tego pomysłu oczywiście jest ogromny, przede wszystkim to ogromna nadzieja dla osób sparaliżowanych. Druga sprawa to rozwiązanie wielu problemów z dzisiejszymi interfejsami. Jeśli pomysł „wypali”, to może się okazać (a jestem wręcz przekonany, że się tak stanie), że myszy, klawiatury, touchpady odejdą do lamusa. Być może zniknie też konieczność używania wyświetlaczy, zamiast generowania obrazu na naszej siatkówce możliwe będzie generowanie go poprzez stymulację nerwu wzrokowego. Fantastyczne! Owszem, do momentu powstania pierwszych exploitów na takie łączące człowieka z komputerem urządzenie i dopóki nie pojawi się pierwszy wirus. Pytanie brzmi nawet nie, czy powstaną, lecz kiedy.

Neuralink pokazał w San Francisco interfejs mózg-komputer

Psychika szwankuje

Schorzenia fizyczne związane z użytkowaniem nowoczesnych urządzeń elektronicznych są generalnie rzecz biorąc już całkiem dobrze rozpoznane i znane. Oczywiście wciąż można się spodziewać nowych dolegliwości, które ujawnią się za kilka lat. Niemniej jednak nie postrzegałbym problemów fizycznych jako największego zagrożenia dla ludzi związanych z nowoczesną technologią. Tym zagrożeniem są zmiany w psychice i socjalizacji, a co zatem idzie również w kulturze.

Polacy w Internecie
Raport „Polska.Jest.Mobi 2018”, oprac. M. Mikowska (źr. MobiRank)

Zastanówmy się przez chwilę, jak codziennie używamy naszych smartfonów, komputerów i tabletów. Ile razy dziennie sprawdzamy status na Facebooku? Ile odbieramy wiadomości, maili. Ile razy przesunęliśmy w prawo lub lewo naszym kciukiem? Okazuje się, że przynajmniej w ujęciu statystycznym prawdopodobnie bardzo dużo. To nałóg, taki sam jak palenie papierosów.

Mobilne vs tradycyjne
Raport „Polska.Jest.Mobi 2018”, oprac. M. Mikowska (źr. MobiRank)

Obecnie przeprowadzane są badania na temat wpływu użytkowania mediów społecznościowych na pracę mózgu. Wyniki są niepokojące. Badania na studentach Uniwersytetu Stanowego California wskazały, że studenci sprawdzający statusy Facebooka częściej niż co 15 minut zwykle osiągają gorsze wyniki w nauce od swoich kolegów, którzy nie sięgają po telefon przy każdej nadarzającej się okazji. Co więcej, sama chęć nie wynikała z powiadomień aplikacji, była niewymuszoną reakcją użytkownika.

Użytkownicy Facebooka mają mniej szarych komórek

Zmiany technologiczne wpływają również na poczucie wartości i poszukiwanie treści, które będą stymulowały w mózgu ośrodek nagrody. Wraz z rozwojem nasza cierpliwość zaczyna się skracać. Według naukowców z UMass Amherst (University of Massachusetts) użytkownicy rezygnują z oglądania filmów na YouTubie jeśli ładują się one dłużej niż… dwie sekundy (sic!). Natomiast firma analityczna Nielsen przebadała sposób przeglądania treści na stronach www. Czas przeglądania danej witryny pozwalał przeciętnemu internaucie na zapoznanie się tylko z około 20 procentami opublikowanych treści. Generalnie ciągłe komentowanie, dodawanie postów, lajkowanie wzmaga potrzebę otrzymania pozytywnej oceny przez naszych znajomych. Przyzwyczajamy się do tego i potrzebujemy tych zwrotnych informacji coraz więcej i więcej. Dlatego wciąż patrzymy na ekran. Ta pętla powoduje zmianę postrzegania świata realnego, zakłócając jego rozumienie, mogąc spowodować wypaczenie postrzegania, a w konsekwencji doprowadzając do złych wyborów i frustracji.

Zazdrość o internetowych znajomych pograsza samopoczucie

Obserwuje się ogromny wzrost narcyzmu spowodowanego wprost serwisami Facebook oraz Instagram. Badacze z Western Illinois University dzielą go na narcyzm ekshibicjonistyczny i narcyzm związany z drobiazgowością. Ten pierwszy wiąże się z prowadzeniem na portalach społecznościowych akcji promowania własnej osoby, pokazywania swoich zdjęć w wyszukanych pozach, publikowania pochwalnych postów. To jak przesycony jest takimi zdjęciami celebrytów Facebook oraz Instagram przyprawia współczesnych psychologów o zawrót głowy. Na ten temat prowadzili badania także naukowcy z Uniwersytetu Nowojorskiego i Uniwersytetu Stanforda:

Chcesz być szczęśliwy? Skasuj konto na Facebooku

Drugi typ narcyzmu przejawia się poprzez działania antyspołeczne, krytykę znajomych, wytykanie ich wad, nieudolności w celu wewnętrznego przekonania o własnej wyższości czy w końcu prześladowanie i hejt. Według wielu psychologów media społecznościowe działają jak szkło powiększające, które wyzwala i jest katalizatorem rozwoju negatywnych przypadłości.

Zauważa się wśród badanych przez Uniwersytet Stanford dziewcząt w wieku 8-12 lat skupionych na intensywnym użytkowaniu mediów społecznościowych problemy z oceną własnej wartości oraz większe trudności z socjalizacją w środowisku rówieśników, porównując je z grupą korzystającą z tych mediów sporadycznie.

Generalnie rzecz biorąc psychologowie szykują się po cichu na poważne zmiany. Trudno jednak oceniać jak będą one wyglądały za kilka, czy kilkanaście lat.

Zbyt daleko posunięta wolność słowa, czyli patostreaming

Rozwój technologii i przede wszystkim Internetu umożliwił milionom ludzi wypowiadanie się, bardzo często zgodnie z niepisaną zasadą „nie znam się, ale się wypowiem”. A jednym z częściej używanych jest zwrot „moim zdaniem”. Przy czym to owo „moje zdanie” nie jest już opinią, lecz wyrocznią i prawdą objawioną. Z punktu widzenia socjologicznego i psychologicznego pojawiają się (niestety) nowe wzorce, które są biegunowo odmienne od tego, co do tej pory serwowała nam kultura, czy nawet napiszę przekornie „popkultura”.

Ludzie domagają się wolności słowa jako rekompensaty za wolność myślenia, której rzadko używają
Søren Kierkegaard

Patologiczne zachowania przerzucają się z „performerów” na firmy, które tworzą równie „ciekawe” aplikacje. Dają one możliwość tworzenia zdjęć i filmów tzw. deepfake, czyli tak bardzo zmanipulowanych, że zwykły odbiorca nie jest w stanie ocenić ich autentyczności. Ogromną moc technologii sieci neuronowych wykorzystuje się do niesmacznych żartów, które mogą stać się źródłem nieprzyjemnych manipulacji, czy w ekstremalnych przypadkach szantażu. Aplikacje, typu modny ostatnio FaceApp, również napędzane sztuczną inteligencją potrafią zmienić portret sfotografowanej osoby w dowolny sposób. I wykorzystać takie zdjęcie w dowolny, nie zawsze legalny przecież sposób.

Patostreamerzy – zaraza sieci [18+]

Co nas ostatecznie wykończy?

Rozwój technologii informacyjnych jest dla człowieka jako gatunku bardzo problematyczny. Wpływa na fizyczną i psychiczną stronę ludzkiej egzystencji. I jest to w zasadzie oczywiste. Oswojenie wilka, wynalezienie koła, pisma i sposobu obróbki metali itd. też nas zmieniło. Ale na mieliśmy czas na dorośnięcie do tych zmian. Teraz ich tempo jest niewyobrażalne. Rozwojowi technologii towarzyszą więc niebywałe korzyści, jak i olbrzymie zagrożenia. Emisja promieniowania, wymuszona pozycja siedząca, garbienie się nad smartfonem, destrukcyjny wpływ mediów na psychikę pojedynczych osób oraz grup społecznych – to pierwsze z brzegu przykłady.  I o ile fizycznie zapewne jakoś się dostosujemy, to olbrzymim problemem mogą być emocjonalne skutki cyfrowej ewolucji. W dalszym ciągu jesteśmy przecież stworzeniami stadnymi, a sieć pozwala nam funkcjonować w coraz większym stadzie. Tyle że wcale nie zapewnia lojalności tego stada. Dzisiejsza rzeczywistość cyfrowa prowadzi do alienacji i spłycania prawdziwych relacji do poziomu lajków i pochlebnych komentarzy.

Pozostaje jeszcze kwestia rozwoju wspomnianych interfejsów neuronowych i oprogramowania, które będzie nim sterować. Jeśli kiedyś do tego dojdzie, to wyłącznie kwestią czasu jest powstanie wirusów na takie implanty. Skoro pewien zdolny człowiek w warunkach laboratoryjnych wykazał, że odpowiednio zhakowaną drukarką uda się wzniecić pożar w biurze (co udowodnił), to może innemu zechce się zdalnie wywołać „pożar” w czyimś mózgu. To jest ogromne zagrożenie. Czy wówczas filmy o zombie nie nabiorą proroczego znaczenia?

Znane powiedzenie mówi: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ale czy na pewno? | CHIP

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News