Pół niebiesko-biały schemat konstrukcyjny, pół telefon Samsunga, obok na drewnianym stole filiżanka z czarną kawą.

Smartfon idealny

Zaspokojenie oczekiwań użytkowników nie jest proste. Nie tylko dlatego, że często nie wiedzą, czego dokładnie chcą albo ich oczekiwania są sprzeczne. Podstawowy problem polega na tym, że przeważnie rozwiązanie jednego problemu generuje kolejny. Jak sobie z nimi poradzić?

Wycięcie do wycięcia, czyli problem z selfie

Dolna część obudowy smartfonu została podbita i przeznaczona do wykorzystania na rozrastający się ekran.  Co jednak z górną częścią obudowy? Co działo się tymczasem nad wyświetlaczem?

Nad wyświetlaczem niepodzielnie królował głośnik, pozwalający prowadzić rozmowy telefoniczne, zestaw czujników, dzięki którym między innymi telefon wygaszał ekran kiedy prowadziliśmy rozmowę oraz aparat do selfie. Ktokolwiek wpadł na pomysł, żeby ułatwić użytkownikom robienie autoportretów, z pewnością jest błogosławiony przez rzesze młodych ciałem i duchem ludzi, pstrykających miliony fotek „z dziubkiem”, a przeklinany przez projektantów smartfonów. Szybko okazało się bowiem, że o ile przeprojektowanie głośnika i przeniesienie czujników nie stanowi większego wyzwania, o tyle z punktu widzenia powiększania powierzchni ekranu przedni aparat jest poważnym problemem inżynieryjnym.

Mniej lub bardziej skuteczne, ale nigdy faktycznie użyteczne rozwiązania tegoż problemu zostały wyparte przez pomysł, który szybko podzielił użytkowników. Jedni uważali, że umieszczenie obiektywu przedniej kamery w szerokim wycięciu-zatoce wcinającym się w pociągnięty najdalej jak się da w górę wyświetlacz nie wygląda może zbyt estetycznie, ale lepiej mieć choć trochę więcej wyświetlacza, niż nie mieć go wcale. Inni nie mogli na notcha patrzeć, uznając że jego zalety praktyczne są co najmniej wątpliwe, za to bez wątpienia jest po prostu paskudny. W niektórych przypadkach wycięcia przybierały iście gargantuiczne rozmiary, zostawiając po bokach tak niewiele miejsce, że stawiało to całą koncepcję pod znakiem zapytania. Samsung nie był przekonany do notcha. Kiedy inne firmy wypuszczały kolejne telefony z wycięciem, koreańscy projektanci zdecydowali się zachować gładką linię ekranu w ich flagowym Galaxy S9 i poszukiwali lepszego rozwiązania.

Reklama

Patrząc po wchodzących na rynek telefonach Samsung, poszukiwania i eksperymenty trwają i prowadzą w bardzo ciekawych kierunkach. Dlatego w tegorocznym superflagowcu, Galaxy S10, zastosowano rozwiązanie, które wydaje się być naprawdę sensownym kompromisem. Mówimy tu o umieszczeniu aparatu przedniego w okrągłym wycięciu w ekranie, zlokalizowanym tak, żeby nie przeszkadzać w odbiorze treści i zminimalizować zajętą przez obiektyw powierzchnię. Otwór ten, nazywany po angielsku punch hole, wygląda też zdecydowanie estetyczniej. Przynajmniej dla nas.

Kwadraty kontra prostokąty

Kiedy ekrany zaczęły rosnąć, pojawił się nowy problem: jak taki telefon trzymać w ręku? W miarę powiększania przekątnej wyświetlacza rosła nie tylko długość, ale też jego szerokość. I o ile długością urządzenia można się (w pewnych granicach) nie przejmować, o tyle szerokość ma bardzo mocne przełożenie na ergonomię. Najzwyczajniej, po przekroczeniu pewnej granicy smartfon nie mieści się w przeciętnej dłoni. Rozwiązanie okazało się nie tylko proste, ale także eleganckie, ponieważ łączyło kilka przybierających na sile trendów: pozwalało zwiększać przekątną ekranów, dając użytkownikom to, czego oczekiwali, bez odbierania im wygody użytkowania, a jednocześnie umożliwiało wykorzystanie przestrzeni, która zwolniła się dzięki zastąpieniu przycisków nawigacyjnych ich wirtualnymi odpowiednikami. Oczywiście, mam na myśli zmianę proporcji ekranu.

Ci z was, którzy mają zamiłowanie do matematyki i zwracają uwagę na szczegóły, zauważyli pewnie, że porównanie rozmiaru ekranów Galaxy S (który stanowi świetny punkt odniesienia w przeszłości) ze współcześnie zaprojektowanym Galaxy S10+ nie jest do końca w porządku. Rzecz w tym, że prapradziadek dzisiejszych smartfonów był wyposażony w ekran o proporcjach długości boków 5:4, podczas gdy dzisiejszy supersmartfon ma wyświetlacz, którego boki mają się do siebie jak 19:9. Genezą tej zmiany są trendy, o których napisałem wyżej, a jej skutki to między innymi trudność w bezpośrednim porównywaniu długości przekątnych starych i nowych telefonów. W przypadku rodziny Galaxy S10 można powiedzieć, że inżynierom Samsunga udało się osiągnąć doskonałe połączenie wygody używania oraz wielkości dostępnej dla użytkownika powierzchni ekranu.

Problem kciuka – ewolucja potrzebuje pomocy

Jednak jak to zwykle ma miejsce w przypadku nieustającego postępu, pojawienie się smukłego wyświetlacza 19:9, dzięki któremu nawet największy z rodziny Galaxy S10, S10+ mogący pochwalić się ekranem o przekątnej długości 6,4″ wciąż wygodnie daje trzymać się w ręku wzmocniło inny problem, z którym projektanci borykali się od jakiegoś czasu. Problem kciuka.

Jak wskazują badania, pokolenie dorastające w epoce telefonów komórkowych ma dużo sprawniejsze kciuki, pozwalające szybciej i bardziej precyzyjnie operować miniaturową klawiaturą czy innymi elementami interfejsu – zarówno fizycznego, jak i dotykowego. Nie jest to oczywiście cecha dziedziczna, a jedynie efekt intensywnego treningu odbywanego od najmłodszych lat. Nie można więc mówić o ewolucji inaczej niż tylko w żartach, jednak stojący za tym żartem fakt pozostaje niezmienny: sprawne kciuki dają przewagę i ułatwiają życie. Niestety, większość producentów smartfonów stara się, żeby nie było zbyt łatwo. No dobrze, jestem niesprawiedliwy. Tak naprawdę, to nikt nie próbuje zrobić nam na złość – projektanci po prostu starają się dać nam to, czego sobie życzymy i na co głosujemy portfelami. Tak, zgadliście: większy ekran.

W Galaxy S10 znajdziemy nakładkę One UI (graf. Samsung)

Już sam fakt, że ekrany stawały się coraz większe i większe sprawiał, że użytkownikom było coraz trudniej dosięgnąć do różnych elementów interfejsu. Wraz z doskonałym dla ergonomii korzystania ze smartfonów przejściem na węższe, ale za to długie wyświetlacze 19:9 kłopot stał się niestety bardziej zauważalny. Nawet osoby o dużych dłoniach i długich palcach nie były w stanie sięgnąć do ikonek, kontrolek czy linków umieszczonych powyżej 2/3 wysokości ekranu. A tak się składa, że w Androidzie w tej części wyświetlacza dzieje się bardzo dużo. Konieczne stało się więc sięgnięcie po jedno z najbardziej niedocenianych przez projektantów smartfonów narzędzi: zmianę oprogramowania.

Reklama

Samsung ma długą tradycję i ogromne doświadczenie w opracowywaniu własnego oprogramowania modyfikującego i udoskonalającego Androida. Także i tym razem podjął rękawicę, tworząc własny interfejs o nazwie One UI, który został zastosowany w Galaxy S10. One UI jest szczególnie interesujący, ponieważ odwraca trend powiększania funkcjonalności i dobudowywania dodatków do systemu operacyjnego, koncentrując się na maksymalnym uproszczeniu, zwiększeniu czytelności i zmniejszeniu przeładowania informacyjnego użytkownika. Ponadto, jego podstawowym założeniem jest takie rozmieszczenie elementów, z którymi użytkownik może wchodzić w interakcję, żeby rzeczone wchodzenie w interakcję było fizycznie możliwe i przede wszystkim, wygodne i intuicyjne. | CHIP


Materiał powstał we współpracy z firmą Samsung.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.