Renault Clio V

TEST: nowe Renault Clio 5. generacji – pierwsza jazda

Piąta generacja, czy w takim jest to auto na piątkę?

Nowe Renault Clio Intens TCE 100 z manualem w praktyce

No dobrze, skoro wiemy już tyle o najnowszej generacji Renault Clio, to jak właściwie się tym autem jeździ? Nasze jazdy testowe rozpoczęliśmy od 100-konnej wersji Renault Clio z silnikiem beznynowym TCe 100 i z manualną, 5-biegową skrzynią biegów w odmianie wyposażeniowej Intens.

Renault Clio V
Pierwszy z egzemplarzy testowych Renault Clio, wersja wyposażenia Intens z silnikiem TCE 100 i manualną 5-biegową skrzynią (fot. Wintermute/CHIP).

Auto okazało się zaskakująco żwawe, a silnik wykazał się bardzo dobrą elastycznością. Pod względem systemów elektronicznych, dysponowaliśmy wersją ze standardowym tempomatem i ogranicznikiem prędkości. Z zewnątrz auto prezentuje się dobrze, dużym plusem są pełne LED-y zarówno z tyłu (co już nikogo nie dziwi) jak i z przodu (wciąż rzadkość w tym segmencie aut).

Egzemplarz, który otrzymaliśmy jako pierwszy wyposażony był w system dookólnej (360 st.) obserwacji otoczenia, co dało się zauważyć dzięki obecności kamer w lusterkach bocznych. Kamera tylna schowana została wewnątrz logo marki umieszczonego na klapie bagażnika. Przez krótką chwilę miałem problem z… otwarciem bagażnika. Gdzie jest przycisk otwierający bagażnik? W końcu go znalazłem w tylnym zderzaku, bezpośrednio nad tablicą rejestracyjną, znacznie poniżej miejsca, gdzie zwykle się go poszukuje. Nie sposób też pominąć faktu, że w nowym Clio Renault zastosowało podobny stylistyczny zabieg z „agresywnymi”, niejako zazębiającymi się kloszami przednich świateł, jaki firma wcześniej już wykorzystała w wyżej pozycjonowanych modelach. Czas zajrzeć do środka.

To, co mnie zaskoczyło to naprawdę bardzo dobra jakość wykończenia – pamiętajmy, że mówimy o segmencie B. Miałem to na uwadze i absolutnie nie oczekiwałem cudów, tymczasem wnętrze okazało się bardzo miłym zaskoczeniem. Spasowanie poszczególnych elementów, użyte materiały wykończeniowe, przyjemne detale (np. faktura pokrywająca deskę rozdzielczą; to co na powyższych zdjęciach jest białe), wszystko to sprawiało wrażenie, że siedzimy może nie w limuzynie, ale pojeździe co najmniej o dwie klasy lepszym. Spójrzcie choćby na wykończenie przycisku Start/Stop na jednej z fotografii. Zgoda, to detal, ale jakże udany. Przy okazji, dodam, że użyczony nam egzemplarz (jak i pozostałe dwa modele) to auto wyposażone w bezkluczykowy system dostępu i rozruchu pojazdu. Na pokładowy system multimedialny składały się: ekran w konsoli środkowej (w wersji 9,3 cala), a także ekran pełniący rolę wirtualnej tablicy rozdzielczej. Oba ekrany były wyraźne, charakteryzowały się zauważalnie wysoką rozdzielczością i szczegółowym obrazem o dobrej jakości. Miałem już do czynienia z systemem multimedialnym starszej wersji Clio i muszę przyznać, że to co Renault przygotował w piątej generacji jest daleko bardziej intuicyjne i prostsze w obsłudze. Np. aktywowanie poszczególnych systemów asysty kierowcy to po prostu włączanie ich jednym dotknięciem na ekranie „Asystent jazdy”. Dało się zauważyć też, że ekrany pokryte zostały powłoką antyodblaskową, dzięki czemu nawet w pełnym słońcu pozostają one bardzo czytelne.

Intuicyjne jest również sterowanie klimatyzacją (tradycyjne pokrętła z ciekawie zaprojektowanymi niewielkimi wyświetlaczami LCD wewnątrz). Tradycjonaliści docenią, że nie wszystko włącza się ekranem dotykowym. Za pomocą zestawu przycisków nad panelem klimatyzacji uruchamiamy m.in. asystenta parkowania, czy kamerę 360 st. Ekran „domowy” pokładowego systemu multimedialnego jest konfigurowalny i domyślnie wyświetlał w naszym pojeździe mapę nawigacji, moduł połączeń telefonicznych (ze sparowanego via Bluetooth smartfonu) czy odtwarzanie multimediów (również ze smartfonu). Dodam, że próba połączenia dwóch smartfonów via Bluetooth z pokładowym systemem inforozrywki się nie powiodła – nowe Clio połączy się bezprzewodowo (przez interfejs Bluetooth) tylko z jednym smartfonem. Oczywiście w pamięci może przechowywać dane o parowaniu wielu urządzeń, niemniej w danym momencie z Easy Link może być sparowany jeden smartfon. Szkoda też, że mimo połączenia auta z internetem, pokładowe łącze mobilne nie może być udostępniane np. pasażerom jako hotspot. Cóż, pamiętajmy, że to jednak segment B – nie można mieć wszystkiego.

Renault Clio wyposażony jest również w rozwiązanie, które producent określa jako Multi-Sense. Chodzi o rozbudowane możliwości personalizacji wielu ustawień pojazdu, konfiguracji systemów multimedialnych, oświetlenia wnętrza, komfortu itp. Do naszej dyspozycji są trzy tryby ustawień: Eco, Sport oraz domyślnie wybrany tryb MySense. Pierwsze ustawienie to oczywiście konfiguracja mająca na celu obniżenie zużycia paliwa, drugie to maksymalizacja szybkości reakcji na pedał przyśpieszenia czy pracę układu kierowniczego. Tryb MySense to po prostu tryb, w którym wiele różnych opcji możemy dostosować pod siebie. Np. w trybie Eco na wirtualnej tablicy rozdzielczej zobaczymy bieżące zużycie paliwa, a w trybie Sport wykres mocy i momentu obrotowego.

Nowe Renault Clio – wersja R.S. Line z automatem i diesel z manualem

Kolejnym modelem, jakim mieliśmy okazję pokonywać górskie serpentyny w Karkonoszach był Renault Clio w topowej wersji R.S. Line z silnikiem TCe 130. Jak już pisałem, 100-konny silnik jest dobry, efektywny i elastyczny. A 130-konny? Jest świetny! W zestawieniu z bardzo dobrze pracującą automatyczną skrzynią EDC, dobrze zestrojonym zawieszeniem auto dostarcza naprawdę frajdy z prowadzenia, a przy tym okazuje się również oszczędne – uzyskanie średniego spalania na poziomie ok. 6 litrów/100 km nie jest bardzo trudne.

Optycznie wersję R.S. Line wyróżniają czerwone akcenty w nadwoziu (np. charakterystyczna listwa z przodu, czy też na tylnym zderzaku). Wewnątrz również charakterystyczne czerwone akcenty. Jest też nieźle grający system nagłośnieniowy BOSE Premium wyposażony w dziewięć (w poprzednim Clio było siedem) głośników. Co ciekawe, subwoofer został tak rozlokowany, że nie zmniejsza przestrzeni bagażowej w kufrze auta. Celowo nie wspominałem wcześniej o wielofunkcyjnej kierownicy nowego Renault Clio, przyjrzyjmy się jej niżej.

W naszym testowym egzemplarzu na lewym ramieniu trójramiennej kierownicy wielofunkcyjnej odnaleźliśmy przyciski aktywujące tempomat (klasyczny, nie adaptacyjny), a także umożliwiające regulację ustawionej prędkości. Oprócz tego można było aktywować ogranicznik prędkości. Widoczne w środkowym rzędzie przycisków (na lewym ramieniu) zaślepki odpowiadają prawdopodobnie za sterowanie odległością od poprzedzającego pojazdu przy zainstalowanym w aucie tempomacie adaptacyjnym. Choć testowe Clio ACC nie miało, to odległość od aut poprzedzających mierzyło, stosowna wartość (wyrażona w sekundach, a nie w metrach – przy zmiennej prędkości metry nie mają sensu, sekundy – jak najbardziej, bo określają czas potrzebny na reakcję w sytuacji awaryjnej) wyświetlana była na wirtualnych zegarach tablicy rozdzielczej, w którą R.S. Line również był wyposażony. Z kolei na prawym ramieniu wielofunkcyjnej kierownicy mogliśmy sterować połączeniami telefonicznymi, czy zmieniać ustawienia wirtualnych zegarów na tablicy rozdzielczej. Przycisk sterowania głosem jest – póki co – w polskojęzycznej wersji nieprzydatny. Nie wspominałem wcześniej o punktach ładowania urządzeń mobilnych, we wszystkich trzech wersjach znalazłem w konsoli środkowej z przodu dwa gniazdka USB, a oprócz tego gniazdo wejściowe audio (AUX-in) oraz złącze 12V

Ostatnim modelem, jakim mieliśmy okazję pokonywać górskie drogi w Karkonoszach było Clio z silnikiem wysokoprężnym o mocy 115 koni. Silnik ten charakteryzuje się zauważalnie większą mocą od wersji 100-konnej, miałem też wrażenie, że lepiej zbiera się „od dołu” od wersji 130-konnej, choć ostatecznie to właśnie 130-konna R.S. Line okazała się dynamiczniejsza. Zapomniałem jednak o czymś bardziej istotnym dla kogoś, kto z Clio będzie korzystać codziennie – mowa o wyciszeniu wnętrza. W wersjach benzynowych dźwięk silnika jest pomijalny na tle szumu powietrza opływającego nadwozie i toczących się po drodze opon. W dieslu jest… inaczej. Tutaj silnik, choć wciąż nie jest głośny, to już nie daje się tak bardzo zignorować. Pod względem wyposażenia, wersja z silnikiem wysokoprężnym odpowiadała wcześniej opisanej wersji 100-konnej, może z wyjątkiem tego, że tu mieliśmy do czynienia z sześciobiegową, a nie pięciobiegową skrzynią manualną. No i to spalanie – średnie w naszym teście wynosiło zaledwie nieco ponad 4 litry na 100 km.

Chyba po raz pierwszy w historii modelu Clio Renault zdecydowało się zmienić stosunkowo niewiele z zewnątrz wprowadzając jednocześnie znaczne zmiany (zdecydowanie na lepsze) w środku. Zmiany z zewnątrz mogę zrozumieć – to casus Golfa – po co zmieniać coś, co się podoba? Clio 4. generacji jest ładne, piąta generacja – nie psuje tego. Ale to co Francuzi zmienili w środku sprawia, że nie mam najmniejszych wątpliwości, iż nowe Renault Clio będzie cieszyło się nie mniejszym powodzeniem niż dotychczasowe generacje. Ideał? Na pewno nie, ale to naprawdę przemyślany pojazd. | CHIP

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News