Predator w moro Helikon-Tex z odsłoniętą głową i działkiem na ramieniu.

Sztuka bycia niewidzialnym

Fot. Piotr Sokołowski
Fani filmów SF wiedzą, jak powinien wyglądać kamuflaż prawie idealny. Taki, w jaki wyposażeni byli wojowniczy Predatorzy. Humanoidalna rasa korzystała ze specjalnego urządzenia, które przez maksymalnie 10 minut czyniło łowcę niewidzialnym. Niestety, nie było odporne na wodę. Ziemskie pomysły na to, jak uczynić żołnierza niewidzialnym są może mniej zaawansowane, ale za to deszcz im nie straszny.

Kamuflaż? Jak to działa?

Projektowanie wzoru kamuflażu „na wyczucie” to już przeszłość – teraz zajmują się tym laboratoria badawcze uzbrojone w naukową wiedzę o tym, jak działa nasze postrzeganie i jak można je oszukać. Należy jednak wiedzieć, że wykrycie celu nie oznacza jeszcze rozpoznania. Kiedy podczas rozglądania się po okolicy dostrzeżemy coś, co z jakiegoś względu „odstaje” od otoczenia czy do niego nie pasuje, możemy mówić o wykryciu. To jednak dopiero początek – być może to co zauważyliśmy jest warte uwagi, a może to tylko „fałszywy alarm”? To okaże się dopiero, kiedy zrozumiemy na co patrzymy, czyli będziemy w stanie stwierdzić, że to zaczajony nieprzyjaciel, albo że to tylko dziwnie wygięte drzewo. Co ciekawe, za wykrywanie i rozpoznawanie odpowiedzialne są różne rejony mózgu. Zadaniem kamuflażu jest maksymalne opóźnienie zarówno wykrycia, jak i rozpoznania zamaskowanego obiektu. Musi więc wyglądać tak by, jak najbardziej być podobnym do otoczenia, w którym się znajduje i po drugie – jak najmniej będzie przypominał to, czym naprawdę jest. W ten oto naukowy sposób doszliśmy do rzeczy oczywistej dla każdego: skuteczny kamuflaż powinien mieć kolor otoczenia żołnierza.

Autor tekstu w wersji cywilnej. Dżinsy i czarna kurtka? Kolor od razu zwraca uwagę, a wyraźna sylwetka nie pozostawia wątpliwości.

Dalsze wnioski są już jednak znacznie mniej banalne. Otóż niezależnie od tego, jak dobrze uda się projektantom dopasować barwę munduru do miejsca, w którym będzie używany, to jeśli będzie on jednolity, będzie też w zasadzie „jednorazowy”. Oczywiście, utrudni wykrycie noszącej go osoby, ale kiedy cokolwiek zwróci uwagę obserwatora na właściwe miejsce, to bez problemu zauważy on, że ma do czynienia z próbującym się schować człowiekiem. Tak się bowiem składa, że jesteśmy przez naturę doskonale zaprogramowani do odnajdywania wśród otaczających nas kształtów charakterystycznych linii składających się na ludzką sylwetkę. Nasze „oprogramowanie” jest tak czułe, że dostrzegamy „ludzi” nawet tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Nasz nadgorliwy umysł „wypatrzy” człowieka tam, gdzie w rzeczywistości będą drzewa, skała czy cień rzucany przez krzewy. Właśnie z tego względu jeszcze ważniejsze, niż kolorystyczne wtopienie się w krajobraz, jest optyczne rozbicie kształtu człowieka, którego próbujemy ukryć. O sukcesie można więc mówić wtedy, gdy obserwator wprawdzie coś zauważy, ale nie zatrzyma na tym wzroku dłużej i wróci do poszukiwań. Aby ukryć więc ludzką sylwetkę stosuje się kamuflaż składający się z wielu barwnych plam, które jednak muszą ze sobą w pewien sposób kontrastować. A to już rzecz niełatwa. Dlatego właśnie mówimy o sztuce kamuflażu.

Zmiana koloru na dwa odcienie zieleni trochę pomogła, ale sylwetka wciąż jest wyraźnie rozpoznawalna. Do Predatora jeszcze daleko.

To jednak nie koniec problemów. Kiedy próbujemy się schować przed kimś, kto znajduje się daleko od nas, optymalne będzie pokrycie munduru dużymi, wyraźnymi kształtami, które świetnie zamaskują naszą sylwetkę, jednocześnie stapiając się ze zlewającymi się dla naszych oczu w większe plamy elementami otoczenia. Kiedy jednak dystans się zmniejszy, duży wzór kamuflażu zaczyna przeszkadzać – jego jednolite powierzchnie zbyt mocno odstają od otoczenia, które z bliska staje się mniej jednorodne, pełne detali. W tym przypadku przydałoby się, żeby plamy na mundurze były zdecydowanie mniejsze, odpowiadając wielkością liściom, gałązkom czy kamieniom. Duże, kontrastowe plamy pokrywające mundur to w kamuflażu tak zwany makrowzór, zaś drobne plamki, pomagające w ukrywaniu się przy obserwacji z niedużej odległości to mikrowzór. Patrząc na żołnierzy wielu armii łatwo zaobserwować, który rodzaj wzoru był dla projektującego ich mundury istotniejszy. Jednak naprawdę dobrze zaprojektowane kamuflaże to te, w których zastosowano jednocześnie makro- i mikrowzór.

Nowoczesny kamuflaż PenCott WildWood pokazuje jak działa makrowzór. Poszczególne części wzoru optycznie łączą się z tłem, rozbijając sylwetkę (Spodnie Helikon-Tex OTP i kurtka Helikon-Tex Windrunner)

Sztuczka polega na zastosowaniu w praktyce wzorów opartych na fraktalach, czyli figurach, w których ten sam wzór powtarza się w dużej i małej skali, sprawiając jednocześnie wrażenie losowego doboru plam. W nowoczesnych mundurach maskujących drobne plamy dobrze imitujące teksturę otoczenia i stanowiące mikrowzór układają się w zbiory, które oglądane z większej odległości tworzą większe plamy, czyli makrowzór. Napisałem „nowoczesnych”? Poprawka – takie mundury powstawały już w latach II Wojny Światowej! Były to noszone przez Waffen SS kamuflaże z rodziny Platanenmuster, Eichenlaubmuster czy Erbsentarnmuster, projektowane przez profesora Johanna Georga Otto Schicka, które do dziś pozostają jednymi z najskuteczniejszych wzorów maskujących.

10
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.