Kindżał, pocisk Kindżał

Kindżał w Ukrainie. Rosja pochwaliła się użyciem hipersonicznego pocisku

Rzecznik ministerstwa obrony Rosji oficjalnie pochwalił się użyciem hipersonicznego pocisku Kindżał w Ukrainie. Ten miał zniszczyć skład amunicji we zachodniej części broniącego się państwa i jest przejawem wykorzystania w tej inwazji kolejnej bardzo nowoczesnej i zaawansowanej technologicznie broni Rosji.

Rosja ma już wiele za skórą po tym, jak wykorzystała w Ukrainie broń termobaryczną, zapalające bomby fosforowe i kasetowe oraz poniekąd również pocisk balistyczny Iskander. Ten ostatni ma w przypadku tej wiadomości spore znaczenie, a jeśli ciekawią Was szczegóły przedstawionych informacji, to znajdziecie je poniżej:

Co potrafi pocisk Kindżał?

Wchodząc od razu w szczegóły, pocisk Kindżał, a dokładniej mówiąc Ch-47M2 Kindżał, to część rosyjskiego arsenału zaprezentowanego przez Władimira Putina w dniu 1 marca 2018 roku. Poza słowami samego rzecznika, nie posiadamy twardych dowodów jego użycia, a zważywszy na propagandową naturę Rosji, równie dobrze sam pocisk mógł… nigdy nie zostać wystrzelony. Zostańmy jednak przy tym, że rzeczywiście Rosja wykorzystała Kindżał w Ukrainie – co ten pocisk teoretycznie mógłby zrobić?

Czytaj też: Akumulatory dla okrętów podwodnych projektu U212 NFS już po przeglądzie projektu

Obrona przed pociskami Kindżał jest w dużej mierze prosta, o ile broniący się mogą zapanować w powietrzu. Wystarczy dbać o to, aby zestrzeliwać zarówno MiGi-31, jak i bombowce Tu-22M3, czyli jedyne samoloty mogące latać z Kindżałami. Nie jest to jednak takie proste, bo wedle doniesień (trudno o rzetelne informacje) te pociski o wadze 4-4,5 ton mogą uderzać w cele oddalone o 3000 kilometrów i rozpędzać się do maksymalnie 12 Mach, czyli w uproszczeniu i przeliczeniu 14700 km/h.

Czytaj też: Pierwszy dron zasilany syntetycznym paliwem przetestowany. Lotnictwo brytyjskie wspomogli naukowcy z USA

Wspomniany zasięg dotyczy jednak nie wyłącznie samego pocisku, ale również nosiciela, dlatego w przypadku połączenia Kindżała z myśliwcem MiG-31K można liczyć na zasięg ponad 2000 km, a po połączeniu z Tu-22M3 na wspomniane 3000 km. Zważywszy na wpływ wagi pocisku na zasięg obu samolotów, trudno jednoznacznie określić zasięg samych pocisków.

Czytaj też: Dlaczego zdalnie sterowane miny Goliath nie opłaciły się nazistom?

To, co jednak jest pewne, to to, że mogą uderzać w cele z precyzją do 1 metra głowicami o wadze 500 kilogramów, jeśli idzie o te konwencjonalne i o mocy 500 kiloton, jeśli mowa o głowicach nuklearnych. Wedle doniesień mogą być po prostu lotniczym wariantem pocisków 9M723 Iskander, kierują się na cel z wykorzystaniem nawigacji inercyjnej wspomaganej danymi GLONASS, inercyjnego autopilota, systemu automatycznego sterowania i najpewniej głowicy radarowej lub optoelektronicznej w końcowej fazie lotu.