Nietypowe elementy prowadzenia wojny na Ukrainie, Agresorzy na Tinderze, Mapy Google, rozpoznawanie lokacji SI i konsumenckie drony

Nietypowe elementy prowadzenia działań na Ukrainie. Agresorzy na Tinderze, Mapy Google, rozpoznawanie lokacji SI i konsumenckie drony

Po raz pierwszy jesteśmy bezpośrednimi świadkami wojny na tak dużą skalę w tak zaawansowany technologicznie sposób. Wprawdzie skala wojny jest nadal daleka od zimnej wojny, a tym bardziej II wojny światowej, ale i tak jest na tyle duża, że zapewnia szereg ciekawostek na temat tego, jakie niecodzienne ruchy i narzędzia są obecnie wykorzystywane przez atakujących Rosjan i broniących się Ukraińców. Dziś przygotowaliśmy dla Was nietypowe elementy prowadzenia wojny na Ukrainie.

Technologia otaczająca nas na każdym kroku zaczęła dawać o sobie znać już w pierwszym dniu inwazji. Pisałem o tym w artykule zatytułowanym: Hakerzy na wojnie. Ich działalność w imię dobra i praworządności jest nieoceniona, skupiając się na sferze propagandy i działalności cyberprzestępców, których gros chce pomóc właśnie Ukrainie, uprzykrzając życie Rosjanom. Jednak to nie jedyne przejawy wykorzystania technologii w tym konflikcie.

Mapy Google w służbie Ukrainie. Sens blokady stoi jednak pod znakiem zapytania w momencie, kiedy Rosjanie napadają Ukraińców i kradną ich smartfony

Historia Map Google w wojnie w Ukrainie sięga aż do zespołu naukowców z Kalifornii, którym przewodniczył Jeffery Lewis, profesor na Middlebury Institute of International Studies. Ten zespół monitorując dane z Google Maps w Rosji, dostrzegł we wczesnych godzinach rannych w czwartek (dzień inwazji) korek na drodze w Biełogrodzie, czyli jakieś 40 km od granicy z Ukrainą. Nastąpiło to dzień po tym, jak ci sami badacze zauważyli za pomocą radaru dużą rosyjską jednostkę wojskową.

Czytaj też: Skrzydlaci bohaterzy filmów – IAI Kfir aka F-21 Lion

Następne ruchy były już doskonale nam znane. Wojska rosyjskie ustawiły się wzdłuż drogi i zaczęły zmierzać w kierunku Ukrainy, aby przeprowadzić atak. To jednak nie tak, że wszyscy rosyjscy żołnierze jechali na wojnę ze smartfonami w kieszeniach, bo ruch ten zdradzili również zwyczajni obywatele, którym życie utrudniła kolumna wojskowa, generując zatory uliczne. Dlatego właśnie Google słusznie postąpiło z zamknięciem dostępu do danych o ruchu drogowym na Ukrainie.

Wszystko po to, aby uniemożliwić Rosjanom prosty dostęp do tych informacji i wykorzystywania ich w bestialskich celach, ułatwiając tym samym ucieczkę Ukraińców w kierunku zachodniej granicy. Warto jednocześnie zaznaczyć, że Google pozostawiło funkcję informowania o natężeniu ruchu dla samych użytkowników w Ukrainie, aby nie uniemożliwiać im korzystania z najpopularniejszej nawigacji na świecie. Decyzja ta nie została podjęta jednostronnie, ale po konsultacjach z przedstawicielami władz Ukrainy.

Tinder bronią przeciwko Rosji. Najeźdźcy chcieli poflirtować, a trafiali w zasadzki

Te informacje obiegły świat tak naprawdę w pierwszym dniu inwazji, choć przeszły bez echa i nic dziwnego, bo aż trudno w nie uwierzyć. Wedle raportu The Sun, rosyjscy żołnierze po wkroczeniu na Ukrainę najwyraźniej mieli przy sobie ciągle smartfony z zainstalowaną aplikacją Tinder do randkowania. Następnie żołnierze mieli dostać rozkaz ich wyłączenia.

Informacje na ten temat udzieliła jedna z użytkowniczek, Dasha Synelnikova, która po zmienieniu lokalizacji z Kijowa na Charków, dostawała liczne wiadomości, nagrania i zdjęcia „wojaków” zza wschodniej granicy. Rosjanie wysyłali jej liczne zdjęcia, pozowali z bronią i nieudolnie filtrowali, a wedle ukraińskiego wywiadu, część z nich zdradzała zarówno sprzęt wojskowy, jak i swoje pozycje, podczas gdy wojska rosyjskie zgromadzone na północ od Charkowa przygotowywały się do samego ataku.

Czytaj też: Czy leci z nami pilot? Kiedy pojawią się autonomiczne samoloty pasażerskie?

Informacje z Tindera nie zostały jednak (najpewniej) wykorzystane przez ukraińskie wojsko. Wymiana „pikantnych wiadomości” miała miejsce w pierwszym dniu, kiedy atak zszokował Ukrainę, jak zresztą również cały świat, więc wojsko ukraińskie nie było w stanie wykorzystać tych informacji. Czasu na kontratak zwyczajnie nie mieli, ale pewne jest, że gdyby do takich incydentów doszło w momencie wysokiej gotowości i z lotnictwem w pogotowiu, zdradzone przez Rosjan na Tinderze pozycje posłużyłyby np. bombowcom do przeprowadzenia ataku.

Konsumenckie drony w służbie ukraińskiej armii

W piątek Ministerstwo Obrony Ukrainy wezwało wszystkich mieszkańców Kijowa, którzy posiadają drony, aby przywieźli je i pomogli w monitorowaniu miasta podczas inwazji Rosji. Nawoływali do „oddania drona do użytku doświadczonym operatorom”, a nawet wstąpienia do 122. brygady, jeśli potrafią je obsługiwać. Czy to ma sens? Jak pokazuje szereg incydentów z dronami w roli głównej, ma… i to ogromny.

Drony Reaper dla Polski, Polska Reaper, drony Reaper
Dron Bayraktar TB2

Zacznijmy od tego, że nawet mały dron do tysiąca złotych może zapewnić podgląd wideo w czasie rzeczywistym, pozwalając żołnierzom lepiej przygotować się na atak i prowadzić obserwacje tam, gdzie nie chcieliby ryzykować własnego życia. Te większe, za kilka tysięcy, posiadają z kolei możliwość latania do 30 minut na jednym ładowaniu, znacznie lepszą kamerę i okazalszy zasięg, a przede wszystkim mogą przyjąć na pokład prowizoryczny materiał wybuchowy, z którym mogłyby po prostu atakować pojazdy wroga w samobójczych misjach.

Domniemania o takim wykorzystaniu konsumenckich dronów przez Ukrainę ucichły i nie wiemy, czy kiedykolwiek do nich doszło, ale pewne jest, że nie m co liczyć np. na zrobienie z typowego DJI maszyny tak skutecznej, jak np. Bayraktara TB2. Po więcej zapraszam do wpisu: Tureckie drony na Ukrainie pokazały wojnę przyszłości. Bayraktar TB2 wyrządzają ogromne szkody.

Aplikacja zmieniała twarz dla zabawy. Teraz Reface stworzony w Ukrainie walczy z propagandą oraz informuje

Twórcy aplikacji Reface postanowili zawalczyć z propagandą prowadzoną przez Rosję, zmieniając całkowicie profil swojej działalności. Do tej pory oferowała głównie wysyłanie wiadomości i m.in. podmienianie twarzy użytkowników na inne z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, a teraz informuje swoich użytkowników (jest ich około 200 mln) o tym, co naprawdę dzieje się na Ukrainie. To o tyle ważne, że propaganda rosyjska jest już realizowana nawet na poletku technologii, którą ledwie co opisywał cały świat, bo dotyczy nieistniejących osób, których twarzami „potwierdza się” informacje będące Rosjanom na rękę:

Czytaj też: [Aktualizacja] Co otrzymała Ukraina od sojuszników? Wśród ogromnych dostaw amunicji i sprzętu obrony osobistej są też bronie

Nawołuje do wsparcia, szerzy prawdę i „atakuje” użytkowników z Rosji materiałami, które mają otworzyć im oczy, cierpiąc jednocześnie na masowe ataki nieprzychylnych recenzji od przeciwników. Dodatkowo Reface opracowało też algorytm, który ma być w stanie rozpoznawać lokalizacje rosyjskiego wojska w czasie rzeczywistym, co idealnie połączyłoby się z tymi jegomościami, którzy szukali miłości na Tinderze.