Przeciwpancerne, przeciwlotnicze uzbrojenie w rękach Ukrainy, Javeliny, Pioruny i Stingery

Przeciwpancerne i przeciwlotnicze uzbrojenie w rękach Ukrainy. To już nie tylko Javeliny, Pioruny i Stingery

Na długo przed rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę słyszeliśmy o dostarczanych do kraju przewodzonego przez Wołodymyra Zełenskiego różnego rodzaju uzbrojenia. Najczęściej mogliśmy usłyszeć o amerykańskich Javelinach i Stingerach oraz polskich Piorunach, ale do tej pory Ukraina otrzymała już znacznie więcej uzbrojenia tego typu. Dlatego też poniżej opisujemy przeciwpancerne i przeciwlotnicze uzbrojenie w rękach Ukrainy.

Uzbrojenie przeciwlotnicze

Dostawy na Ukrainę dotyczą głównie tak zwanych PPZR, które określa się też mianem angielskiego MANPADS lub MPADS. Oznacza to po przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy, którego obsługę może opanować nawet pojedynczy żołnierz, mogąc zniszczyć nisko lecący wrogi helikopter, samolot lub drona jednym celnym wystrzałem. Przyjmują postać wyrzutni i pocisku rakietowego, którego głowica jest naprowadzana na cel zwykle systemem na podczerwień.

Przed takimi atakami stosunkowo łatwo jednak się obronić, bo przeciwrakietowe systemy na pokładzie celów powietrznych posiadają możliwość zrzucenia flar, które generują ciepło same w sobie, wprowadzając systemy naprowadzające pocisku w błąd. Świetny przykład tego możecie obejrzeć powyżej.

PPZR Piorun, czyli GROM-M

Zacznijmy może od rodzimego dzieła, czyli przenośnego przeciwlotniczego zestawu rakietowego Piorun, który wyewoluował z również PPZR Grom, dlatego zamiennie zestaw Piorun określa się mianem GROM-M. Pierwsza wersja tego uzbrojenia powstawała już w XX wieku, bo do służby weszły już w 1995 roku, jako odpowiedź na nisko lecące samoloty i śmigłowce. Wystrzelony w ich stronę jednostopniowy pocisk rakietowy kierował się na cel wykorzystując podczerwień i finalnie detonował swoją 1,35-kilogramową głowicę bojową.

Czytaj też: [Aktualizacja] Co otrzymała Ukraina od sojuszników? Wśród ogromnych dostaw amunicji i sprzętu obrony osobistej są też bronie

Produkowane przez firmę Mesko PPZR Grom przeszły jednak modernizację w latach 2010-2015. Na służbę trafiły w 2019 roku, znacząco rozwijając możliwości oryginału. Dlatego właśnie określa się je najczęściej mianem PPZR Piorun, aby podkreślić zakres modernizacji, bo rzeczywiście ta była rozległa. Dotknęła przede wszystkim mechanizm startowy, celownik oraz bojową głowicę samonaprowadzającą przy zachowaniu jej systemu naprowadzania na źródło ciepła, czyli m.in. silnik. Dodano też zapalnik zbliżeniowy obok uderzeniowego, aby pociski lepiej radziły sobie z UAV.

Finalnie Polska weszła w posiadanie wyrzutni przeciwlotniczej, którą jest w stanie obsłużyć jedna osoba, wystrzeliwując w stronę wrogiego samolotu lub helikoptera pocisk z kierunkową głowicą bojową o okazalszym zasięgu naprowadzania względem oryginału. W praktyce pocisk rakietowy wystrzelony z PPZR Piorun leci na cel z prędkością 660 m/s, będąc w stanie uderzyć w obiekty poruszające się z prędkością 400 lub 320 m/s (zależnie od pozycji względem strzelca). Zasięg pocisku wynosi od 500 do ponad 6000 metrów, o ile wycelowany zostanie w statki powietrzne lecące na wysokości od 10 do 4000 metrów. Ceny niestety nie znamy.

FIM-92 Stinger

Przechodząc już do amerykańskiego dzieła, za Stingery, a oficjalnie FIM-92 Stinger, musimy podziękować producentowi General Dynamics, choć produkuje je Raytheon Missile Systems. Porównanie ich z naszymi Piorunami od razu zdradza, że różnice między nimi nie są wielkie, ale Stingery powstały znacznie wcześniej, bo projektowanie zakończono w 1967 roku, a do służby weszły w 1981 roku. Obecnie ich cena wynosi około 515000 zł, a w ciągu ostatnich dekad powstało kilka wersji.

walkę z rosyjskimi śmigłowcami, Stinger,

Długie na 1,52 metra pociski Stinger są naprowadzane dokładnie w ten sam sposób, jak Piorun, czyli na podczerwień, kierując się na elementy emitujące promienie cieplne danego helikoptera, drona czy samolotu. Rozwijają jednak całe 725 m/s prędkości, dzięki dwustopniowemu silnikowi rakietowemu, choć ich zasięg jest na papierze mniejszy, jako że są skuteczne przeciwko obiektom oddalonym o 4800 metrów i na wysokości do 3800 metrów. Posiadają też mniej okazałą głowicę z 1 kilogramem materiału HTA-3 z zapalnikiem uderzeniowym i trybem samozniszczenia po 18 sekundach od wystrzelenia.

9K32 Strela-2, czyli poradzieckie Strzały-2 od Niemiec

Nieoczekiwanie Niemcy po zmianie podejścia do wojny Rosji z Ukrainą, przekazały broniącym się siłom 2700 egzemplarzy ręcznych przeciwlotniczych pocisków rakietowych 9K32 Strela-2. Chociaż na tle wcześniejszych systemów ich możliwości nie zachwycają, to i tak z pewnością przydadzą się obrońcom przed nalotami znacznie potężniejszego rosyjskiego lotnictwa. Tak jak wcześniejsze PPZR, Strela-2 jest przeznaczony do namierzania statków powietrznych na małych wysokościach za pomocą pasywnego naprowadzania w podczerwieni i niszczenia ich za pomocą głowicy z ładunkiem wybuchowym.

W przypadku pocisków wykorzystywanych w tych wyrzutniach, przedawnienie technologiczne jest widoczne gołym okiem. Potwierdza to ładunek wybuchowy, a raczej jego skromna ilość, sięgająca 370 gramom TNT w łącznie 1,15-kilogramowej głowicy bojowej, która eksploduje w chwili uderzenia lub do 17 sekund po wystrzeleniu. Poza tym maksymalna prędkość rzędu 500 m/s oraz zasięg do 4200 metrów w wersji Strela-2M również może utrudnić zestrzelenie wrogich celów.

Czytaj też: Nietypowe elementy prowadzenia działań na Ukrainie. Agresorzy na Tinderze, Mapy Google, rozpoznawanie lokacji SI i konsumenckie drony

Największą wadą jest jednak ograniczony system naprowadzający, który wyszukuje wyłącznie bardzo aktywne źródła ciepła, przez co zachowuje skuteczność głównie wtedy, kiedy statek powietrzny się oddala, a to rodzi kolejny problem z prędkością.

Uzbrojenie przeciwpancerne, czyli przeciwpancerne pociski kierowane i granatniki przeciwpancerne

Z przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych wracamy na ziemię, przechodząc do przeciwpancernych pocisków i towarzyszących im wyrzutni. Różnice między nimi są znaczące, ale podstawowa zasada działania pozostaje ta sama, tyle że dotyczy celów naziemnych. Nie zabraknie też mniej imponujących technologicznie, ale niekoniecznie nieskutecznych przeciwpancernych granatników.

FGM-148 Javelin

Kolejnym kultowym wręcz systemem, o którym trąbi się od tygodni, jest FGM-148 Javelin produkowany od 1996 roku. To przykład zaawansowanego przeciwpancernego pocisku kierowanego typu „wystrzel i zapomnij”, co oznacza, że po namierzeniu i wybraniu celu, strzelec musi tylko nacisnąć spust, a systemy zrobią wszystko za niego, doprowadzając pocisk do celu z wykorzystaniem systemu naprowadzania na podczerwień. Za napęd odpowiada dwustopniowy silnik rakietowy, rozpędzający pocisk do 300 m/s.

Nie jest to jednocześnie byle jaki pocisk, bo może trafiać w cele oddalone o 4000 metrów (w wersji ręcznej) w dwóch trybach – albo bezpośrednio, albo po uprzednim wzniesieniu się na maksymalnie 150 metrów, aby uderzyć cel „z góry”. Ten drugi tryb jest o tyle ważny, że pojazdy opancerzone na czele z czołgami posiadają najczęściej najmocniejszy pancerz z przodu, a najsłabszy właśnie na górze.

Swoją skuteczność pociski zawdzięczają też 8,4-kilogramowej głowicy kumulacyjnej, dzięki której radzą sobie nawet z pancerzem reaktywnym. Sprowadza się to do detonacji tak naprawdę dwóch głowic, bo pierwsza z nich toruje drogę drugiej przez pancerz, a druga sieje największe zniszczenie celowi po wybuchu ze stosownym opóźnieniem. Dzięki temu przebija pancerz do ponad 750 mm bez reaktywnej powłoki i ponad 600 mm z nią.

NLAW, czyli tańsze, lżejsze, ale równie skuteczne odpowiedniki Javelinów

Następnie na tapet weźmy brytyjsko-szwedzkie MBT LAW, zwane też pod nazwą NLAW, bo to uzbrojenie opracowane przez Saab Bofors Dynamics jest bardzo podobne do Javelinów. To również przykład przeciwpancernego pocisku kierowanego typu „wystrzel i zapomnij”, ale o mniejszych możliwościach względem amerykańskiego dzieła, choć przynajmniej znacznie tańszym. Pocisk do NLAW kosztuje bowiem 20000 funtów, podczas gdy ten do Javelina całe 80000$, ale jest ku temu powód i nie tylko przez to, że NLAW jest wyrzutnią jednorazowego użytku.

Czytaj też: Rosjanie zniszczyli największy samolot świata. Czym był An-225 Mrija i co z jego następcą?

Wystrzelony przez NLAW pocisk kieruje się na cel z wykorzystaniem systemu nawigacji inercyjnej lub Predicted Line of Sight (PLOS), co wystarcza mu z nawiązką, bo jego efektywny zasięg wynosi tylko od 20 do 800 metrów. Jednak nawet pomimo tego pocisk może kierować się na czołg albo bezpośrednio, albo „z góry”, jak w przypadku toru lotu Javelinów, rozwijając prędkości do 200 m/s. Chociaż trafienie z NLAW ma również przebijać pancerz reaktywny, to jego skuteczność jest znacznie mniejsza (penetracja do 500 mm pancerza).

RPG Milan

W podobnym tnie można opisać niemiecko-francuski przeciwpancerny pocisk kierowany Milan, za którego odpowiada MBDA. Jego produkcja trwa od 1972 roku, ale do tej pory doczekał się łącznie pięciu wersji z czego ta najnowsza, Milan ER, obejmuje podwójną głowicę kumulacyjną z zapłonem w momencie uderzenia i wydłużony zasięg do 3000 metrów. To najpewniej ta została dostarczona Ukrainie od Niemców w nakładzie 400 egzemplarzy, które wymagają rozstawienia trójnogu przed wstrzeleniem.

Jest to spowodowane faktem, że RPG Milan, to przykład pocisku naprowadzanego przewodowo, co oznacza, że celownik wyrzutni musi być skierowany na cel, aby naprowadzić pocisk dokładnie na wroga (to przykład naprowadzania SACLOS). Dlatego też te wyrzutnie mogą być wyposażone w celowniki termowizyjne, co zapewnia pociskom zdolność do prowadzenia ognia w nocy. Pociski wedle specyfikacji rozwijają prędkości do 200 m/s i mogą uderzać w cele oddalone o wspomniane 3000 metrów. Napędza je silnik rakietowy na paliwo stałe.

Panzerfaust 3

Sferę granatników otwieramy niemieckim Panzerfaustem 3, którego produkcja trwała od 1990 roku. To system jednorazowego użytku, którego pociski rozwijają prędkości do 250 m/s i uderzają w cel swoją prostą, bo nienaprowadzaną w żaden sposób, głowicą bojową, która w wersji IT600 radzi sobie nawet z 900 mm opancerzeniem.

Dzięki temu zwalcza opancerzone wozy bojowe z odległości od 300 do 600 metrów, ale jego skuteczność zależy przede wszystkim od umiejętności żołnierza. Jako ciekawostkę warto wspomnieć o tym, że w czasach II wojny światowej alianci kontrowali Panzerfausty… sieciami, zwyczajnie łapiąc w nie pociski.

Granatniki przeciwpancerne M72

2000 granatników przeciwpancernych M72 – taką ilość Norwegia wysłała do Ukrainy, czyszcząc zapewne magazyny z tak naprawdę amerykańskiej broni, która zastąpiła kultową Bazookę. M72 LAW sięgają lat 60. ubiegłego wieku, a w najnowszej wersji M72-ILAW przebijają pancerze o grubości do 355 mm i rozwijają prędkości do 230 km/h, będąc w stanie skutecznie zneutralizować cele ruchome w odległości 250 metrów i nieruchome oddalone o 350 metrów.

Czytaj też: Tureckie drony na Ukrainie pokazały wojnę przyszłości. Bayraktar TB2 wyrządzają ogromne szkody

SMAW-D, czyli jednorazowa broń do niszczenia bunkrów od USA

Stany Zjednoczone postanowiły podesłać Ukrainie coś niekonwencjonalnego względem innych dostaw, bo granatnik z 1999 roku, służący głównie do niszczenia umocnień wroga. Chociaż na zasięg do ponad 1000 metrów i prędkość 220 m/s nie można narzekać, to sama głowica wybuchowa typu HEDP powstała po to, aby niszczyć nie czołgi, a wzmocnione struktury (worki z piachem, beton, cegły). Ponoć jednak radzi sobie równie dobrze z lekko opancerzonymi pojazdami.