Rosyjski myśliwiec Su-57 na ukraińskim niebie, Rosyjski myśliwiec Su-57, myśliwiec Su-57

Rosyjski myśliwiec Su-57 na ukraińskim niebie potwierdza kolejną nieudolność agresora

12 kwietnia zastanawialiśmy się, gdzie podziewa się rosyjski myśliwiec Su-57, którego nie zauważono do tej pory na ukraińskim niebie. Okazało się jednak, że Rosja rzeczywiście je wykorzystuje, ale dowiedzieliśmy się o tym dopiero teraz za sprawą raportu w Defence Express.

Według najnowszych informacji, rosyjski myśliwiec Su-57 przeprowadził już ataki na Ukrainę

Su-57 jest dla Rosji arcyważnym sprzętem. Nie bez powodu, bo to w rzeczywistości pierwszy w historii kraju myśliwiec piątej generacji, który został zaprojektowany od zera w myśl technik stealth. Jego odpowiednikami są chiński J-20 i amerykański F-22 czy F-35, ale w przeciwieństwie do tej trójki, myśliwców Su-57 do tej pory powstało (oficjalnie) niewiele, bo w praktyce tylko 15, z czego 10 egzemplarzy zalicza się do tych testowych, a jedynie 5 do seryjnych.

Czytaj też: Polska amunicja krążąca Warmate. Jeśli kojarzycie drony Switchblade, to ten materiał jest dla Was

Jest to o tyle dziwne, że pierwszy egzemplarz Su-57 powstał dopiero w 2004 roku, a jego oblot miał miejsce 6 lat później. Równie źle wypadło też jego zastosowanie w praktyce, bo pierwsze ważniejsze sprawdziany miały miejsce w 2018 i 2019 roku, ale nie obejmowały zadań bojowych. Gdyby tego było mało, w 2019 roku doszło do rozbicia seryjnej wersji Su-57, co opóźniło wejście odrzutowca do służby w rosyjskich siłach powietrznych, w których znajduje się od grudnia 2020 roku. Ogólnie jednak trudno powiedzieć, że Su-57 jest jakimkolwiek sukcesem rosyjskiego przemysłu.

Najważniejsze cechy? Obecność dwóch silników turbowentylatorowych Saturn AŁ-41F o ciągu nawet 196,2 kN każdy, możliwość lotu z uzbrojeniem podwieszonym na łącznie 12 węzłach (6 zewnętrznych i 6 wewnętrznych), czy rozwijanie prędkości maksymalnej 2 Mach. Teoretycznie taki myśliwiec piątej generacji jest dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej cierniem w oku, ale w praktyce Rosja boi się go wykorzystywać i jego pierwsza udokumentowana misja w tej wojnie to potwierdza.

Czytaj też: Osy na Ukrainę od NATO. Systemy rakietowe 9K33 Osa zasiliły arsenał obrońców

Według Defense Express, rosyjski myśliwiec Su-57 został dwukrotnie wykorzystany do przeprowadzenia ataku rakietowego na Ukrainę, znajdując się w bezpiecznej dla siebie sferze powietrznej, aby nie ryzykować jego zestrzelenia. Miało to miejsce 8 kwietnia i objęło atak na cele w obwodzie Kirowohradzkim oraz na port morski w Odessie z wykorzystaniem pocisków Kh-59. Właśnie tak – kilkudziesięcioletnich pocisków produkcji sowieckiej.

Czytaj też: Ze schronu do Iła, czyli ostatni ratunek Putina. Opowiadamy o samolocie Ił-80

To wskazuje, że Rosja prezentuje sobą nieudolny poziom na dwóch frontach, jeśli idzie o Su-57. Z jednej strony nie zadbała o jego odpowiednią produkcję i wprowadzenie na służbę, a z drugiej nie postarała się nawet o zapewnienie tym myśliwcom 5. generacji nowoczesnych, precyzyjnie naprowadzanych pocisków. To wyjaśnia, dlaczego tak niewiele wiemy na temat uzbrojenia Su-57 (zwyczajnie go nie ma), a w rzeczywistości tak naprawdę nigdy nie widzieliśmy nawet tego, czy jego wewnętrzne komory w rzeczywistości działają.