Miały zwalczać okręty, a pełnią funkcję pocisków manewrujących,

Miały zwalczać okręty, a pełnią funkcję pocisków manewrujących. Rosji kurczy się arsenał?

Agresja Rosji na Ukrainę przyniosła nam całą masę informacji na temat rzeczywistego stanu tego domniemanego mocarstwa, z którym Chiny i USA muszą się liczyć. Właśnie pojawiła się kolejna ciekawostka na temat „potęgi armii Putina”, która najwyraźniej nie ma dostępu do odpowiedniej broni i dlatego wykorzystuje pociski przeciwokrętowe w roli pocisków manewrujących do atakowania celów lądowych.

Wygląda na to, że Rosjanie desperacko szukają sposobów rażenia celów w Ukrainie. Pociski Bał w roli lądowych pocisków manewrujących są tego świetnym przykładem

Zanim wejdziemy w szczegóły warto wyjaśnić, dlaczego tak często widzimy informacje na temat tego, że rosyjskie siły używają albo nieodpowiedniej, albo przestarzałej amunicji. Nagłaśniane jest to z jednego prostego powodu – ukazuje to stan rosyjskiej armii, która straciła znacznie w oczach każdego państwa od inwazji rozpoczętej 24 lutego 2022 roku. Kolejnym przejawem tego, że widzieliśmy już znacznie lepiej doposażone armie w historii, jest wykorzystywanie przez Rosję nadbrzeżnego kompleksu rakietowego Bał w roli pocisków manewrujących do atakowania celów lądowych.

Czytaj też: Ukraińskie wojsko chce wymienić przeciwlotnicze systemy Buk na NASAMS w imię lepszej obrony powietrznej

System rakietowy Bał powstał z myślą o zwalczaniu nawodnych jednostek pływających i ma dostęp do łącznie czterech wyrzutni kołowych z 8 pociskami każdy. Tymi pociskami są przeciwrakietowe Ch-35 „Uran”, które rozwijają prędkości 0,85 Mach i są w stanie uderzać w cele oddalone od 120 do 260 km.

Swoje możliwości zawdzięczają głowicy naprowadzającej poprzez aktywną stację radiolokacyjną albo pasywną głowicę naprowadzaną na podczerwień. Dodatkowo są zapewne wyposażone w drogi radiowysokościomierz dający możliwość lotu na niewielkiej wysokości nad falami, aby omijać systemy obrony powietrznej.

Czytaj też: Rosja boi się ukraińskiej obrony przeciwlotniczej na tyle, że próbują ją zmylić testowymi dronami

Wspominamy o tym nie bez powodu, bo tak imponujące wyposażenie swoje kosztuje i nie jest zupełnie potrzebne tradycyjnym pociskom ziemia-ziemia. Te są na dodatek zwykle mniejsze i wymagają mniej paliwa, dlatego właśnie są tańsze (np. rosyjskie Iskandery) i bardziej sensowne w użyciu (o ile uznamy, że wojny i ataki rakietowe mają jakikolwiek sens). To sprawia, że wykorzystywanie pocisków Uran w roli Iskanderów całkowicie mija się z celem, bo nie tylko latają z mniejszą głowicą bojową (450 vs 200 kg), ale też mają znacznie niższy zasięg, idący w setki, a nie tysiące kilometrów.

Czytaj też: Obejrzyjcie jak pociski Stugna-P niszczą rosyjskie czołgi T-72

Jest to jednak jednoznaczny sygnał, że Rosji kończą się pociski i dotychczas zupełnie niepotrzebne w walce z Ukrainą uzbrojenie zaczęło wchodzić do użytku. Na całe szczęście obrońcy mogą spać spokojnie, bo zestrzelenie pocisku Uran jest znacznie łatwiejsze z racji ich niskiej prędkości, która nie jest aż takim problemem w walkach na wodzie.