Ukraińskie przeciwpancerne zestawy Stugna i Skif,

Obejrzyjcie z pierwszej osoby zniszczenie czterech rosyjskich czołgów i bojowego wozu piechoty

Na najnowszych nagraniach bezpośrednio z frontu ukazano, jak w ciągu ledwie kilku minut ukraiński oddział zdołał znacząco uszczuplić arsenał Rosji. Pozbył się ze swoich terenów aż czterech rosyjskich czołgów i bojowego wozu piechoty z wykorzystaniem doskonale znanej nam broni – przeciwpancernego zestawu pocisków kierowanych Skif. Wszystko zostało uwiecznione na krótkich filmach, ukazujących to, co akurat widzi operator.

Na nagraniu uwieczniono zniszczenie czterech rosyjskich czołgów „jeden po drugim” i jednego BMP z tej samej wyrzutni Skif

Przeciwpancerne zestawy Skif na froncie ukraińskim zawsze wywołują wiele pytań i trudno się temu dziwić, patrząc na ich oznaczenia na ekranie przeznaczonym dla operatora. Arabskie oznaczenia nie są jednak przypadkiem, bo ppk Skif to w rzeczywistości przeznaczony na eksport, zmodyfikowany nieco zestaw Stugna produkcji ukraińskiej. Jedyna różnica między nimi sprowadza się do lakieru (Skif jest wykończony w kamuflażu pustynnym), oznaczeń oraz wykorzystanego modułu naprowadzania (ukraiński moduł PN-I vs białoruski PN-S w Skif).

Czytaj też: Pierwszy morski atak w wykonaniu tureckiego drona AKINCI firmy Baykar

Oba zestawy mogą wykorzystywać pociski RK-2S z kumulacyjną głowicą tandemową o możliwości penetracji ponad 800 mm stali, odłamkowo-burzącą RK-20F, czy nowsze przeciwpancerne rakiety RK-2M. Te ostatnie są już w stanie spenetrować do 1100 mm pancerza RHA i razić cele w odległości do 5500 metrów, więc jedynym ratunkiem dla ostrzeliwanego czołgu czy bojowego wozu piechoty jest albo aktywny system obrony, który zestrzeli pocisk przed jego uderzeniem w czołg, albo pomyłka operatora. Widać to na nagraniach, na których każde trafienie powoduje ogromny wybuch, jednoznacznie podkreślający skuteczność pocisków.

Czytaj też: Rosyjskie BMP-1AM Basurmanin już na froncie. To najnowsza odmiana bojowego wozu piechoty

Nie bez powodu wspominam ciągle o „operatorze”, a nie „strzelcu”, bo zestaw Skif przyjmuje postać rozłożonej na podstawie, zdalnie sterowanej wyrzutni. Tą steruje się z niewielkiej odległości z wykorzystaniem aparatury wyposażonej w kontroler i ekran, który w czasie rzeczywistym pokazuje to, co aktualnie „widzi” aparat wyrzutni. Dzięki temu, po rozstawieniu zestawu np. na wzgórzu w krzakach, oddział może schować się za nim i mniej ryzykować, choć ryzyko zawsze podejmują ci, którzy odpowiadają za przeładowanie wyrzutni kolejnym pociskiem.

Odpowiadające za zestawy Skif kijowskie biuro konstrukcyjne Łucz wyeliminowało jednak największy problem podobnych ppk naprowadzanych laserowo, pozwalając operatorowi śledzić cel właśnie z poziomu wyrzutni, a nie wymagać od niego naświetlania celu we własnej linii wzroku. To jest konieczne przy innych ręcznych zestawach, przy których strzelec musi wycelować mniej więcej w cel, nacisnąć spust i następnie wytrzymać presję, utrzymując wskaźnik laserowy wyrzutni na np. czołgu.

Czytaj też: Każdy może dozbroić Ukrainę. Pentagon ogłosił nietypowy program

Ten proces możecie zobaczyć powyżej, właśnie z perspektywy operatora i nawet zaobserwować interesującą taktykę wystrzeliwania pocisku „w górę”, aby po chwili sprowadzić celownik z powrotem na cel. To zarówno jest działaniem prewencyjnym w razie jakichkolwiek systemów bezpieczeństwa (np. wykrywającego laser), który mógłby ostrzec załogę i zmusić ją do dynamicznego manewru, na który operator mógłby nie odpowiedzieć, jak i sposobem na to, aby uderzyć w czołg „z góry”, gdzie jego pancerz jest zwykle najsłabszy.