Były ozdobą, ale zawalczyły o wolność Ukrainy. Czołgi T-54 i T-64A z Mariupola skończyły jednak źle

Kojarzycie scenę z ostatniej części Harry’ego Pottera, w której to szkoły zaczęły bronić kamienne figury? W osławionym, z oczywistych względów, mieście Mariupol okupowanym obecnie przez Rosję znajdowały się imponujące pomniki składające się po prostu z rzeczywistych czołgów, które zostały wykorzystane przez ukraińskie siły zbrojne do heroicznej obrony swojego terytorium.

Wystawowe czołgi T-54 i T-64A wróciły na krótko do czynnej służby w obronie Ukrainy

Pierwsza wieść na ten temat pojawiła się w sieci na początku maja. Wtedy okazało się, że walczący jeszcze czynnie o miasto Mariupol obrońcy, przywrócili do działania T-64A z wystawy. Ta znajdowała się na terenie huty żelaza i stali Illich, będącej poniekąd siostrzaną fabryką dla Azowstalu, przypominając pracownikom o tym, co mogą stworzyć wspólnymi siłami.

Czytaj też: Rosyjski czołg T-72B3 zaczął uciekać. Ukraińcy nie dali mu na to szans

Niestety historia czołgu widzianego powyżej nie jest pozytywna, bo Ukraińcy wykorzystali go w próbie przebicia się przez siły rosyjskie, które skutecznie temu przeciwdziałały. Są jednak szanse, że lepiej skończy się historia innego czołgu – antycznego wręcz i zabytkowego T-54, który znajdował się w fabrykach Azowstal.

Czytaj też: Czym jest ta tajemnicza broń w rękach Ukraińców? Wyjaśniamy

Z tego co wiadomo na ten moment, T-54 został wykorzystany w heroicznej wręcz obronie fabryki. Nie wiadomo, czy rzeczywiście był w pełni sprawny, czy może tylko w niewielkim stopniu, ale ukraińskie siły wykorzystały go w roli pozycji obronnej. Teraz z oczywistych względów jest w rękach Rosjan okupujących Mariupol i nie wiemy, w jak dużym stopniu przysłużył się Ukrainie.