Ch-22

Miejsce tych pocisków jest w muzeum, ale Rosja i tak ich używa. Co jest nie tak z Ch-22?

Wcześniej informowaliśmy Was o tym, jak to „Rosji kończą się pociski” zważywszy na bezsensowne wykorzystanie przeciwokrętowego systemu rakietowego Bał do ostrzeliwania celów lądowych. Dziś mamy coś z goła innego, choć w podobnym tonie, bo okazało się, że Rosja sięgnęła po archaiczne wręcz pociski przeciwokrętowe Ch-22, które dla każdej normalnie działającej armii byłyby ostateczną deską ratunku.

Wykorzystywanie pocisków Ch-22 w wojnie jest jak próba odkręcenia śrubki młotkiem, czyli bardzo „rosyjska”

Rozpoczęta przez Rosję wojna w Ukrainie miała przejść sprawnie, szybko i z wykorzystaniem możliwie jak najmniejszego arsenału. Osławiona 3-dniowa operacja specjalna przerodziła się jednak w pełnoprawny konflikt na wyniszczenie i najwyraźniej Rosja nie przygotowała się na taką ewentualność i to w większym stopniu, niż myśleliśmy. Wykorzystywanie pocisków Ch-22 jest tego świetnym przykładem, bo choć te miały odejść do historii po rozpoczęciu produkcji znacznie nowszych Ch-032 w 2018 roku, stały się na początku maja podstawą do atakowania ukraińskich miast.

Czytaj też: Potęga ukraińskiej artylerii na nagraniu. Rosjanie ukryli się w polskim gospodarstwie i zostali rozgromieni

Pociski Ch-22 nie bez powodu wycofano z użytku i uznano za przestarzałe. Są ogromne i tak ciężkie (ważą 5780 kg), że wykorzystanie ich wymaga zaangażowania bombowców strategicznych Tu-22, z którymi Ukraina nie ma sobie jak poradzić. To zresztą świetny przykład tego, jak ważne jest odbijanie coraz to kolejnych miast i obszarów, bo im więcej terenu ma w swoich rękach Rosja (zwłaszcza tego z lotniskami), tym więcej tego typu archiwalnych broni może wykorzystać. Wszystko przez skomplikowaną procedurę startową tych bombowców.

Czytaj też: Były ozdobą, ale zawalczyły o wolność Ukrainy. Czołgi T-54 i T-64A z Mariupola skończyły jednak źle

Do tej pory pociski Ch-22 Rosja wykorzystała do atakowania celów w obwodzie donieckim. Doniesienia wskazują na użycie sześciu z nich z głowicami konwencjonalnymi, które do tej pory znajdowały się głęboko w magazynach i najpewniej nie miały nigdy zostać ponownie użyte. Wskazuje na to nawet wykorzystywane w rakiecie Ch-22 płynne paliwo, które jest tak toksyczne i niebezpieczne, że znacząco komplikuje procedurę przygotowania misji przez wymóg m.in. wyposażenia się w specjalne kombinezony ochronne.

Czytaj też: Czym jest ta tajemnicza broń w rękach Ukraińców? Wyjaśniamy

To jednak nie największy problem tych pocisków, bo tym jest zdecydowanie ich bardzo niska celność. Ch-22 rozpędzający się do prędkości rzędu 4 Mach w swoim locie nurkowym do celu jest w stanie chybić nie o kilkadziesiąt metrów, a nawet nie kilkaset, a ponad 5 km. Zrzucenie tego na konkretny cel jest więc głupotą… chyba że plan obejmuje zniszczenie możliwie największego skrawka ziemi, o co chyba właśnie chodzi Rosji.