systemy Toczka-U w Ukrainie, systemy Toczka-U

Obejrzyjcie piekło, jakie Ukraińcy zgotowali Rosjanom. Pociski balistyczne zniszczyły ogromny magazyn amunicji okupanta

Piekło. Tak jednym słowem można opisać to, co Ukraińcy zgotowali Rosjanom pociskami balistycznymi Toczka-U, które przedarły się przez obronę przeciwlotniczą i trafiły prosto w rosyjski magazyn amunicji. Ten znajdował się w mieście Chrustalny, czyli na ukraińskim terenie, choć dosyć szczególnym, bo znajdującym się od 2014 roku pod kontrolą samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. 

Świadkowie zniszczenia rosyjskiego składu amunicji pokazali nagranie, które ukazuje piekło rozpętane przez ukraińskie pociski balistyczne Toczka

Nie jest to pierwszy raz, kiedy słyszymy o tej akcji. W rzeczywistości opisywaliśmy Wam ją już kilka dni temu, ale z racji nowego materiału i szczegółów, wracamy do tego samego tematu z 16 czerwca. To właśnie wtedy ukraińskie pociski Toczka – ze swoimi 482-kilogramami materiału wybuchowego każdy – w ulepszonej wersji doprowadziły do całkowitego zniszczenia rosyjskiego składowiska amunicji.

Czytaj też: Opisujemy Caesar, czyli francuskie samobieżne haubicoarmaty walczące o wolność Ukrainy

To oznacza, że pojazd jadący z tą rakietą balistyczną musiał znaleźć się do 120 km od celu, bo właśnie tyle wynosi maksymalny zasięg systemu Toczka-U z pociskami 9M79F, 9M79K lub 9M79B. Warto też wspomnieć, że celność tych rakiet wynosi do 95 metrów (wskaźnik CEP), co oznacza, że w najgorszym wypadku pocisk spadają o 95 metrów od celu.

Czytaj też: Rosja straciła SU-25SM na własnym terenie. To już kolejna lotnicza katastrofa

Powyższe nagranie zostało wykonane przez jednego z prorosyjskich działaczy/żołnierzy, który wraz ze swoim oddziałem znajdował się w okolicy magazynu w chwili ataku. Zaczął się tuż po pierwszym celnym trafieniu ukraińskiego pocisku, ale jak wskazuje moment w 48 sekundzie (charakterystyczny świst lecącego pocisku zakończony eksplozją), Ukraińcy wystrzelili z pewnością kilka Toczek-U (jedna bateria ma dostęp do łącznie 4 pocisków).

Czytaj też: Prorosyjscy separatyści chcieli pokazać się z dobrej strony. Wyszło… żałośnie i z przestarzałym sprzętem w rękach

Po tych atakach oddział schował się w samochodzie transportowym, ale najwyraźniej nie uciekł w nim. Zamiast tego zaparkowali nieopodal i zaczęli uciekać pieszo. Wtedy skala zniszczeń sięgnęła apogeum, które utrzymywało się przez wiele minut, na co jednoznacznie wskazuje liczba i siła wybuchów. Sami żołnierze nie wykazali się specjalną wyobraźnią, bo szereg eksplozji rozsiał amunicję dookoła, zmuszając ich finalnie do ucieczki dalej i dalej – aż do nieokreślonego budynku, w którym i tak nie mogli czuć się bezpiecznie.