zestrzelonym rosyjskim Ka-52, Ka-52

Ukraińcy przejęli wrak Ka-52, a teraz walczą z Rosją przywróconą do działania wyrzutnią helikoptera

Ministerstwo Obrony Ukrainy przypomniało na swoim Twitterze o ciągłym oczekiwaniu na amerykańskie wyrzutnie wieloprowadnicowe HIMARS i M270 (ponoć pierwsze trafiły już do kraju przed kilkoma godzinami). Z tej okazji pokazali, jak radzą sobie bez tych systemów, bo choć Ukraińcy mają własne wieloprowadnicowe systemy (Grad-21, przekazane z Czech RM-70), to idą też w bardziej prowizoryczne klimaty, wykorzystując zdobyczne sprzęty.

Po zestrzeleniu rosyjskiego Ka-52, Ukraińcy mieli przejąć jego uzbrojenie i wykorzystać je w formie lądowej wyrzutni

Na poniższym nagraniu możecie obejrzeć efekt tego, kiedy to „rosyjska broń wreszcie wpadnie w dobre ręce”. Wedle bardzo marketingowego wpisu pokrzepiającego serca Ukraińców oraz wszystkich wspierających ciągle broniącego się państwa, Ukraińcy zdołali przejąć wyrzutnie rakiet ze zestrzelonego rosyjskiego helikoptera szturmowego Ka-52 Aligator. Jednak na samym zabezpieczeniu sprzętu się nie skończyło, bo następnie postanowiono jakoś wykorzystać jego uzbrojenie w trwającej wojnie.

Czytaj też: Obejrzyjcie, jak Rosjanie pierzchają przed ukraińskim ogniem, który unieruchomił czołg T-72 i transporter

W efekcie powstało… uzbrojone Mitsubishi L200, czyli terenowy pickup, który ukraińskiej armii przekazali „wolontariusze”. Na jego przestrzeni do załadunku zamontowano właśnie samą (w domniemaniu) przejętą wyrzutnię wieloprowadnicową, która została zapewne osadzona na stosownym uchwycie, umożliwiającym regulację kąta ostrzału. Nie ma co jednak liczyć na specjalnie spektakularne efekty ostrzeliwań z wykorzystaniem tego połączenia.

Czytaj też: Poradzieckie systemy Toczka. Opisujemy zestawy rakietowe, które niedawno zyskały wiele uwagi

Powodem tego jest wykorzystywanie najpewniej konkretnej wersji niekierowanych pocisków S-8 kalibru 80 milimetrów (z nich korzysta m.in. Su-25, czy Mi-8), które nadają się głównie do zmasowanego ataku na stacjonarne cele. O ile ich zasięg z poziomu platform powietrznych w przypadku ognia prowadzonego bezpośrednio wynosi do 5 kilometrów, tak przeniesienie wyrzutni na ziemię i unieruchomienie jej w celu wykorzystania do ostrzału stromotorowego z całą pewnością znacząco wpłynął na sam zasięg i osiągane prędkości pocisków.