ukraiński system przeciwlotniczy w akcji, S-300PT

Ciężko uwierzyć, że Rosja jest w takich tarapatach. Te pociski jednak to potwierdzają

W kwietniu świat obiegła wiadomość, jak to Rosja wykorzystuje pociski przeciwokrętowe przeciwko celom lądowym i najwyraźniej teraz agresor poszedł o krok dalej. Dowiedzieliśmy się, że rosyjskie wojska wykorzystują radzieckie pociski ziemia-powietrze S-300 do niszczenia celów naziemnych na Ukrainie.

Rosji brakuje odpowiedniego uzbrojenia. Rozwiązanie? Wykorzystywanie S-300 w roli Iskanderów/Gradów

Tak przynajmniej twierdzi w swoich najnowszych raportach brytyjski wywiad wojskowy, wedle którego rosyjskie wojska wykorzystują radzieckie pociski ziemia-powietrze S-300 do angażowania celów naziemnych w Ukrainie. Mówi to nam o dwóch rzeczach. Przede wszystkim o tym, że zaprojektowane do niszczenia samolotów i śmigłowców pociski systemy S-300 mogą atakować cele naziemne, ale też o tym, że Rosji brakuje obecnie pocisków ziemia-ziemia.

Czytaj też: Modernizacja Basurmanin, czyli próba reanimowania rosyjskiego BMP-1

Rosja zwiększyła wykorzystanie pocisków obrony powietrznej w trybie wtórnego ataku naziemnego z powodu krytycznych braków pocisków przeznaczonych do ataku naziemnego – podał w piątek brytyjski wywiad wojskowy.

Teoretycznie może się wydawać, że nie jest to problemem. Pociski działają? Działają. Niszczą? Zapewne tak. Problem w tym, że używanie S-300 do atakowania celów naziemnych, to jak jedzenie spaghetti łyżką – można, ale do zbyt wydajnego procesu zdecydowanie nie będzie to należeć. Wszystko przez to, że przy projekcie pocisków przeciwlotniczych wychodzi się z założenia, że samo trafienie jest już sukcesem i przez to niewielka głowica bojowa wystarczy, żeby strącić pocisk, samolot lub helikopter.

Czytaj też: Najpotężniejszy niszczyciel świata cierniem w oku Tajwanu. Opisujemy chiński typ 055

Są więc małe szanse, że przy ostrzale umocnionych ukraińskich pozycji, pociski wystrzeliwane z S-300 będą skuteczne. W praktyce jest to więc strata broni i to nawet ze względu na to, że celność pocisków jest z pewnością znacznie niższa (co generuje ryzyko trafienia w niepożądane cele), a one same są znacznie droższe w porównaniu do pocisków ziemia-ziemia o podobnej sile niszczenia i zasięgu. To jednak nie przeszkodziło Rosji w wykorzystaniu pocisków S-300 typu ziemia-powietrze do ataku na cele lądowe w Mykołowie, a później w Charkowie.

Czytaj też: Czym jest wyrzutnia rakiet Buriewij? Opisujemy ukraińską wersję BM-27 Uragan

Analitycy twierdzą, że Rosja zdecydowała się na użycie nieskutecznych i droższych pocisków S-300 z powodu braku pocisków manewrujących i dronów szturmowych. Jednym z celów agresora jest demoralizacja i zastraszenie miejscowej ludności.