Nowy wróg rosyjskiego wojska to linie wysokiego napięcia. Kolejny rosyjski śmigłowiec Ka-52 rozbity

Wypadki się zdarzają, pomyłki to rzecz ludzka, a niedopatrzenia mają miejsce nawet w zawodowej armii. Jednak czy tego już, aby nie za wiele? Rosja ma od groma sprzętu, to pewne, ale poza regularnymi sukcesami Ukrainy w wojnie, agresor „niszczy się sam” dosyć skutecznie, czego przykładem jest kolejny rozbity rosyjski śmigłowiec Ka-52, którego największym wrogiem okazały się… linie wysokiego napięcia.

Linie wysokiego napięcia pogrążyły rosyjski śmigłowiec Ka-52

Ka-52 o kryptonimie Aligator nie jest byle jakim śmigłowcem szturmowym, a przykładem tego najbardziej zaawansowanego, jaki jest wykorzystywany przez Rosję przeciwko Ukrainie. W 2020 roku liczbę Ka-52 w rosyjskiej armii szacowano na 127 egzemplarzy (od 2022 roku wskazuje się 116), a od początku wojny agresor utracił już przynajmniej 16 z nich (wedle stuprocentowo pewnych danych od OryxSpioenkop). Rosja ma więc ich jeszcze sporo w zanadrzu, ale utrata każdego jednego z nich jest równoznaczna ze „spaleniem” około 15 mln dolarów, bo na tyle szacuje się cenę Ka-52.

Czytaj też: Ukraiński sprzęt ostrzeliwujący Wyspę Węży. Rosja wycofała się nie bez powodu

Tyle tym samym kosztował niedawny błąd rosyjskiego pilota. Ten, wedle ukraińskich informacji, rozbił swojego Ka-52 podczas lotu na małych wysokościach za rosyjskimi pozycjami. Miało to miejsce w obwodzie chersońskim niedaleko wsi Nowohryhorówka tuż po tym, jak śmigłowiec zahaczył o linie wysokiego napięcia.

Czytaj też: Oto nowy czołg Armii USA. Znamy zwycięzcę programu MPF i projekt lekkiego czołgu

Nie jest to pierwszy taki przypadek, w którym rosyjski sprzęt jest niszczony przez samych Rosjan. Wcześniej donoszono o znacznym uszkodzeniu również Ka-52 po uderzeniu w korony drzew oraz zniszczeniu samolotów odrzutowych podczas ćwiczeń lotu na niskim pułapie. Nie jest to przypadkowe, bo tego typu loty mają na celu zminimalizować ryzyko wykrycia a nawet zestrzelenia pociskiem ziemia-powietrze, choć tutaj Rosjanie muszą pamiętać, że Ukraińcy mają w swoich rękach polskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun, które mogą niszczyć wrogie maszyny już na wysokości 10 metrów.