Ukraina dopiero zgotuje Rosji piekło, wyrzutnie HIMARS

Ukraina dopiero zgotuje Rosji piekło. Wyjaśniamy, dlaczego wyrzutnie HIMARS były dopiero początkiem

Stało się. Przed kilkunastoma dniami w Ukrainie pojawiły się pierwsze wielo-, a dokładnie sześcioprowadnicowe wyrzutnie M142 HIMARS, które są na tyle zaawansowane, że odmieniły sytuację na froncie. To dzięki tym systemom (i zapewne całej masie informacji wywiadowczych od USA) przeszkolone wcześniej ukraińskie siły zbrojne mogą niszczyć znajdujące się za liniami frontu rosyjskie składy amunicji, kompletnie niszcząc podstawę prowadzenia wojny – logistykę, z którą Rosja od początku wojny miała problemy. Jak jednak wynika z najnowszych ogłoszeń, HIMARS były tylko początkiem, a Ukraina dopiero zgotuje Rosji piekło.

HIMARS w Ukrainie, czyli totalne unicestwienie spokoju Rosjan „na tyłach”

Zapewne już nie raz widzieliście nagrania i słyszeliście o tym, jak wiele zmieniło się na froncie po tym, jak Ukraina otrzymała od USA pierwsze wyrzutnie HIMARS. Początkowo miały być to zaledwie cztery egzemplarze, ale przed kilkoma dniami uzgodniono dostawę kolejnych czterech (choć wspomina się już nawet o 12), aby po licznych sukcesach jeszcze bardziej wesprzeć Ukraińców. Skąd te się biorą? Przede wszystkim stąd, że celny ostrzał zaczął zagrażać nie tylko rosyjskiemu wojsku bezpośrednio na froncie, ale też temu znajdującemu się daleko na tyłach, które odpowiada za m.in. utrzymywanie magazynów amunicji, paliwa oraz zapasów.

Czytaj też: Opisujemy Caesar, czyli francuskie samobieżne haubicoarmaty walczące o wolność Ukrainy

Wszystko to za sprawą wyrzutni HIMARS oraz wykorzystywanych w nich pocisków kalibru 227 mm. Te wieloprowadnicowe systemy artyleryjskie są bardzo proste w użyciu, szybkie w przeładowaniu i niszczycielskie za sprawą zarówno wykorzystywanych pocisków, jak i możliwości wysłania całej 6-pociskowej salwy na wskazany cel, znajdujący się „hen daleko”.

wyrzutnie rakiet, M142 HIMARS, M270 MLRS,

Przykładowo, najbardziej imponującym „standardowym” pociskiem dla HIMARS jest M31, czyli wariant M30 z głowicą burzącą, który został zaprojektowany specjalnie do atakowania celów w terenie zurbanizowanym i górskim, oddalonych o ~70 km, a nawet 90 km w rękach niemieckich MLRS II. Zachwyca jednak nie tylko wysokim zasięgiem i niszczycielską mocą 91-kilogramowej głowicy bojowej, ale przede wszystkim precyzją, bo na cel spada z wykorzystaniem naprowadzania GPS, po osiągnięciu prędkości rzędu 2,5 Mach.

Czytaj też: Najbardziej niszczycielskie okręty świata. Oto trzech kandydatów

Co ciekawe, rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-400, które powinny zwalczać te pociski, okazały się w praktyce (wedle doniesień ukraińskich urzędników) bezużyteczne przeciwko wystrzelonym z HIMARSów rakietom. Rakietom, które miały z łatwością strącać z nieba. Ponoć ten problem urósł już wręcz do poziomu afery wśród Rosjan i trudno się temu dziwić, bo teraz żadne lotnisko, posterunek, magazyn i duże składowisko amunicji przy froncie nie jest bezpieczne. Będzie jednak tylko gorzej – dla Rosji, rzecz jasna.

Destrukcyjne dla Rosjan skutki dostarczenia wyrzutni HIMARS to dopiero początek

Nie minęło jeszcze zbyt wiele dni od rozpoczęcia masowego ostrzału rosyjskich pozycji wyrzutniami HIMARS, a tu nagle okazało się, że najnowszy, 400-milionowy (w dolarach) pakiet pomocy Ukrainie od USA będzie wręcz wyjątkowy i to nie tylko ze względu na 4 nowe HIMARSy. Zanim przejdziemy do przysłowiowej wisienki na torcie, zatrzymajmy się przy tym, co jest pewne, a więc dostawy aż 1000 pocisków artyleryjskich M982 Excalibur kalibru 155 mm, z których mogą strzelać niemieckie PzH 2000, polskie Kraby czy brytyjskie M777. Te pozwolą znacząco zwiększyć precyzję rażenia ukraińskich zespołów artyleryjskich.

Te pociski w połączeniu z lufami o długości 39 kalibrów mogą razić cele oddalone o ponad 50 kilometrów z szalenie wysoką precyzją, jako że błąd trafienia Excalibura wynosi mniej niż 2 metry za sprawą połączenia systemu nawigacji inercyjnej oraz GPS. Wszystko to bez względu na warunki pogodowe i z zachowaniem imponującej skuteczności. Wedle oficjalnych informacji, Excalibury ze swoimi 22-kg głowicami bojowymi odpowiadają ponoć wykorzystaniu na froncie nawet 10 konwencjonalnych pocisków artyleryjskich. Cena ich wyprodukowania sięga z kolei nieco ponad 110000 dolarów.

Czytaj też: Czołg T-84 pod lupą. Opisujemy wyjątkowy ukraiński czołg podstawowy

Excalibury mogą jednak schować się w cień na tle „pocisków o większym niż dotąd zasięgu”. Jakich? Tego nie wiadomo, ale tak właśnie zapowiedziano nowe pociski, jakie USA przekaże Ukrainie w ramach tego najnowszego pakietu. Wyjścia są dwa. Albo w grę wejdzie GMLRS i wersja o zwiększonym zasięgu (z 70-84 do 120-150 km), albo coś znacznie bardziej imponującego – MGM-140 ATACMS.

GMLRS

To już nie jakieś tam pociski, a pociski taktyczne (porównywalne z Iskanderami Rosji i znacznie lepsze od Toczek Ukrainy), które są przeznaczone właśnie do wyrzutni HIMARS oraz jej „starszego brata” M270 MLRS. Ten zresztą również ma trafić do Ukrainy w liczbie 9 sztuk i kiedy to się stanie, będzie mógł atakować rosyjskie pozycje dwoma pociskami ATACMS, jako że MLRS wyposażono w dwie wyrzutnie, a HIMARS w jedną.

610-mm ATACMS (Army Tactical Missile System) to pociski produkowane przez firmę Lockheed Martin, których zasięg skuteczny i maksymalny wynosi kolejno do 300 km i 500 km. To imponuje na tle poprzednich pocisków, ale w praktyce wymaga zastąpienia wielu pocisków kalibru 227 mm w wyrzutni tylko tym jednym… choć wyjątkowym.

Pociski ATACMS ważą 1674 kilogramów (sama ich głowica waży 560 kg) i mierzą prawie 4 metry długości, a w drodze do celu rozwijają prędkość maksymalną Mach 3 (~1 km/s). Dzięki zintegrowanemu systemowi nawigacji inercyjnej wspomaganej przez GPS są w stanie uderzać cele z wysoką precyzją mimo wysokich odległości od celów. Taki sprzęt otworzyłby Ukrainie możliwość zniszczenia nie tylko najbardziej odległych magazynów rosyjskich, ale przede wszystkim strategicznej infrastruktury z mostem krymskim oraz lotniskami na czele.