E-książki na e-papierze

Mimo cyfrowej rewolucji nie przestaliśmy czytać książek. Jednak ich nowa, elektroniczna forma wymaga zastosowania czytników – gruntownie przetestowaliśmy czytniki dostępne na polskim rynku i powiemy wam, którymi warto się zainteresować!

Podobnie jak w przypadku innych cyfrowych mediów, książki oddzielone od fizycznego nośnika potrzebują urządzenia, na którym można by je czytać. Choć istnieje wiele sposobów na czytanie e-booków, to ogromnym powodzeniem cieszą się specjalne czytniki. Który z nich warto kupić?

Wygoda

Czytnik musi być wygodny. Bo wyobraź sobie, że będziesz go trzymał w ręce nawet przez kilka godzin dziennie i raz po raz naciskał jeden przycisk – i ma ci to sprawiać przyjemność!

Czytnik powinien więc być na tyle lekki, żeby można było go długo trzymać w ręce bez odczuwania zmęczenia; mieć przyciski umieszczone tak, by był do nich łatwy dostęp, gdy dłonie ułożymy na urządzeniu w komfortowy, naturalny sposób (i to niezależnie od tego, czy czytamy, trzymając czytnik prawą czy lewą ręką!); wreszcie wszystkie przyciski, a zwłaszcza te, które służą do przewracania stron, powinny dawać się wciskać łatwo, a moment kliknięcia winien być wyraźnie wyczuwalny.

Tyle teorii, a jak jest w praktyce? Przetestowane przez nas czytniki bardzo różnią się od siebie pod względem ergonomii.

Najpowszechniejszym błędem producentów czytników okazuje się to, że z góry zakładają, iż użytkownik będzie trzymał urządzenie prawą ręką i optymalizują system przycisków z myślą o takich właśnie osobach.

Na miano czytników dla praworęcznych zasługują wszystkie readery o układzie eClicto, a więc Cool-ER oraz Cybook 3Gen, a także wspomniany czytnik Kolportera – służący do nawigacji po zawartości książek i menu D-pad jest niedostępny, jeśli weźmiemy urządzenie w lewą dłoń. D-pad Booksa 60, choć umieszczony na środku, okazuje się zbyt duży, żeby można było wcisnąć jego prawą część palcami lewej dłoni, a bardzo wygodne przyciski zainstalowane z boku ekranu Cybooka Opus nie dość, że znajdują się tylko po prawej stronie obudowy, to jeszcze mają alogicznie przyporządkowane funkcje: górny, znacznie łatwiejszy do naciskania kciukiem prawej dłoni służy do… przewracania stron do tyłu!

iRex iLiad powstał, jak może się wydawać, z myślą o czytelnikach trzymających książkę lewą ręką, zaś ogromny i przez to bardzo niewygodny w użyciu iRex 1000 ma bardzo inteligentnie zaprojektowane, dostępne dla obu dłoni symetryczne przyciski, które jednak działają w technologii dotykowej. W związku z tym bardzo łatwo aktywować je przypadkiem (co zdarzało się nam podczas testów praktycznie non stop). Mistrzem w tej konkurencji okazuje się iRiver Story, którego przyciski mają wyraźny skok, nie wymagają dużej siły nacisku. Oferuje on możliwość przyporządkowania do zmiany strony dowolnych klawiszy z klawiatury QWERTY, w jaką jest wyposażony. Takie rozwiązanie pozwala użytkownikom wybrać najwygodniejsze dla nich przyciski.

Oprócz iReksa 1000 i jego niewiele mniejszego brata iLiada wszystkie czytniki ważą na tyle mało, że da się ich wygodnie używać, i są na tyle niewielkie, że da się je ze sobą nosić. Na uwagę zasługuje rodzina czytników Cool-ER, Cybook 3Gen i eClicto, które ważą zaledwie po około 160 gramów oraz absolutny mistrz poręczności – superlekki i supermały Cybook Opus. Jaka szkoda, że ten ostatni ma wady, które praktycznie uniemożliwiają jego używanie!

Cool-ER

Cool-ER

Oprogramowanie

Przetestowane przez nas czytniki bardzo się różnią, jeżeli chodzi o układ i funkcjonalność interfejsu: niektóre są eleganckie i przejrzyste (iRiver Story, Boox 60), inne natomiast siermiężne i wprowadzające w błąd (JetBook, Cybook 3Gen).

Jednak kwestia wyglądu i układu menu nie jest najważniejsza, bo czas, jaki poświęcamy na przeglądnie naszej biblioteki i wybór książki, to zaledwie ułamek czasu użytkowania czytnika, w dodatku nie musimy się przy tym śpieszyć. Wyjątek stanowi dostęp do takich funkcji, jak zmiana rozmiaru czcionki (albo powiększenia, jak w przypadku plików PDF) – to powinno być łatwe i wygodne.

W czytnikach Boox 60 i Story zmiana wielkości czcionki to drobiazg: w tym drugim należy wcisnąć jeden przycisk, żeby przejść do menu powiększenia, zaś w pierwszym nie trzeba robić nawet tego – wystarczy kliknąć wewnętrznym kółkiem D-pada (w górę lub w dół). U konkurencji nie jest już tak różowo – żeby zmienić wielkość znaków w czytnikach Cool-ER, Cybook 3Gen i eClicto, trzeba wykonać nie mniej niż pięć, sześć kliknięć, co przy powolnym odświeżaniu e-papieru i niskiej wydajności tych urządzeń może naprawdę denerwować.

Prawie wszyscy producenci czytników postarali się o ułatwienie dostępu do opcji zmiany orientacji ekranu z pionowej na poziomą i na odwrót. W wielu urządzeniach jest do tego oddzielny przycisk (Cool-ER, Cybook 3Gen, eClicto, Story), a w Cybook Opus zamontowano nawet akcelerometr. Nie rozumiemy, po co to wszystko: jeśli czytnik prawidłowo obsługuje przelewanie tekstu (dopasowanie go do szerokości ekranu), opisywana funkcja jest po prostu niepotrzebna. Jeśli urządzenie przelewania nie obsługuje, nawet zmiana orientacji ekranu nie pomoże.

Cybook 3Gen

Cybook 3Gen

Z ogonkami też się nie przelewa

Cóż nam po najwygodniejszym nawet czytniku, skoro nie będziemy w stanie otworzyć na nim naszych książek? Do najpopularniejszych formatów książek elektronicznych należą PDF, EPUB, PDB i PRC (MOBI), przy czym każdy z nich oferuje innego rodzaju możliwości, takie jak osadzanie aktywnych spisów treści, ilustracji czy tabel albo swobodna zmiana kroju czcionki.

Niestety, jedynym formatem plików obsługiwanym przez wszystkie przetestowane przez nas czytniki był PDF, zaś pozostałe są oferowane to tu, to tam – w komplecie dostaniemy je jedynie w Booksie 60 fi rmy Onyx. Jednak brak obsługi takiego czy innego formatu plików to jeszcze nie tragedia – istnieją liczne konwertery pozwalające swobodnie przekształcać EPUB-y w PRC albo PDF i na odwrót.

Znacznie gorzej jest w przypadku polskich „ogonków” oraz powiększania widoku w plikach PDF. Myśleliście, że problemy z obsługą polskich znaków diakrytycznych to przeszłość? Nic z tego! Część przetestowanych czytników nie potrafi ła poprawnie wyświetlać „ogonków” w żadnym z obsługiwanych formatów z wyjątkiem PDF (JetBook, Cybook Opus), a większość dawała sobie radę z jednym tylko formatem (iRex z PRC, Cool-ER z FB2, Cybook 3Gen z EPUB)! Jedynie o dwóch czytnikach – eClicto i Booksie 60 – można powiedzieć, że są przystosowane do polskich warunków: pierwszy z wymienionych potrafił poprawnie wyświetlić polskie znaki w plikach PRC i FB2 (w TXT i HTML „ogonki” wyglądały, jak powinny, ale rozsypywało się formatowanie), podczas gdy drugi bez trudu radził sobie z polskimi książkami w większości obsługiwanych formatów.

Jak napisałem wyżej, wszystkie czytniki wyświetlają polskie znaki w plikach PDF (nie mogą ich nie obsługiwać, ze względu na specyfikę tego formatu). Jeśli tak, to w czym problem? Problem polega na tym, że format PDF jest bardzo nieprzyjazny dla urządzeń mobilnych. Załóżmy, że w książce każdy wers tekstu ma po 100 znaków. Jeśli zapiszemy tę książkę w formacie EPUB, to podczas wyświetlania na urządzeniu o wąskim ekranie szerokość kolumny tekstu zostanie automatycznie dopasowana do szerokości wyświetlacza tak, że każda linia będzie miała na przykład nie więcej niż 60 znaków. Jeżeli jednak zapiszemy książkę w postaci pliku PDF, to jej tekst niezależnie od szerokości ekranu zawsze będzie wyświetlany tak samo, z wersem długości 100 znaków. Łatwo się domyślić, że praktycznie uniemożliwia to czytanie plików PDF na małych ekranach. Bowiem jeśli użyjemy opcji »Dopasuj do szerokości ekranu«, tekst będzie zbyt mały, żeby dało się go przeczytać, a jeżeli powiększymy go na tyle, żeby stał się czytelny, każde zdanie będzie wychodziło poza krawędź ekranu.

Na szczęście niektóre aplikacje do czytania PFD-ów mają funkcję »Reflow« (przelewania), czyli dopasowywania szerokości kolumny tekstu do szerokości ekranu. Funkcji tej nie da się zastosować w przypadku zawartości innej niż tekstowa (więc nie przyda się podczas czytania zapisanych w formacie PDF magazynów o złożonym layoucie, zawierającym tekst wymieszany z grafiką i zdjęciami). Natomiast gdy mowa o książkach, jest ona absolutnie niezbędna, aby czytanie ich na e-book readerach było możliwe. Po tych długich, ale potrzebnych wyjaśnieniach dochodzimy do sedna problemu: choć wydaje się to niemożliwe, zaledwie trzy spośród przetestowanych czytników oferowały funkcję przelewania tekstu w plikach PDF – na wszystkich pozostałych czytanie książek w tym formacie, chociaż teoretycznie możliwe, w praktyce stanowiło bolesną, wyrafinowaną torturę.

Zapamiętajcie tę trójkę: Onyx Boox 60, iRiver Story, Cool-ER. Dodajmy jeszcze, że iRex 1000 – dzięki superwysokiej rozdzielczości ekranu – nie potrzebuje przelewania, żeby dobrze wyświetlać PDF-y, ale nawet na nim czytanie książek w tym formacie nie jest przyjemnością.

iPad - jeden z wrogów czytników e-booków.

iPad – jeden z wrogów czytników e-booków

Nie tylko czytniki

Do czytania książek elektronicznych służą nie tylko czytniki – dziś najczęściej stosowanym w tym celu urządzeniem jest smartfon, który przewyższa wyspecjalizowany czytnik pod kilkoma względami.

Po pierwsze jest lekki i poręczny, mieści się w każdej kieszeni i jest z nami cały czas. Nie trzeba planować, że należy wziąć go ze sobą – gdy nasz autobus utknie w korku, po prostu sięgamy do kieszeni i możemy zagłębić się w lekturze.

Po drugie nie musimy pamiętać o ładowaniu dodatkowego urządzenia – telefon i tak ładujemy, kiedy tylko się da.

Po trzecie możemy wybrać aplikację do czytania e-booków oferującą takie funkcje, jakich potrzebujemy, i obsługującą takie formaty plików, jakie są dla nas wygodne.

Po czwarte wreszcie smartfon kosztuje tyle samo co czytnik e-booków, a jego możliwości są nieporównanie większe. Równie poważnymi konkurentami czytników e-booków mogą okazać się tablety, które mają lada moment pojawić się na rynku. Tak jak smartfony, będą bardzo uniwersalne i dadzą możliwość wyboru oprogramowania, do tego wielkość i rozdzielczość ekranu taką jak w czytnikach i kosztowały tyle samo albo niewiele więcej niż urządzenia obu wymienionych typów.

Tabelka porównawcza

Czytniki e-booków. Dziewięć modeli dostępnych na polskim rynku

Dużo funkcji, mało sensu

W e-book readerach też znajdziemy wiele mniej (przeważnie) lub bardziej (zdecydowanie rzadziej) przydatnych opcji dodatkowych. Po pierwsze – odtwarzacze plików MP3. Trudno wyobrazić sobie mniej wygodne i bardziej nieporęczne urządzenie do odtwarzania muzyki, jednak ta funkcja może przydać się do słuchania coraz popularniejszych audiobooków albo uprzyjemnienia sobie lektury ulubionymi utworami.

Druga funkcja dodatkowa to czytanie komiksów. Czytać komiksy na ekranie obsługującym w najlepszym wypadku 16 poziomów szarości? W rozdzielczości 800×600? Gdy każda kolejna strona ładuje się nawet kilkanaście sekund? Znam prostsze sposoby na umartwianie się. Ta funkcja może i pozwoli czytać paski z Garfieldem czy Dilbertem, ale na pewno nie „prawdziwe” komiksy czy nowele graficzne.

Trzecia opcja to notatki. Funkcja bardzo ciekawa, wydawać by się mogło, że doskonała dla studentów czy dziennikarzy. Niestety, przy szybkości odświeżania ekranów e-ink pisanie czegokolwiek to prawdziwa mordęga, szczególnie… bez klawiatury. Jedynie iRiver oferuje całkiem wygodną klawiaturę QWERTY, dzięki której da się pisać dość szybko i przyjemnie, ale i tu nie obyło się bez problemów – nie ma polskich czcionek. Nie zapiszemy sobie, że „ten fragment odmóżdża jaźń”. Szkoda.

Czwartą z kolei opcją są dotykowe ekrany. Mogą ułatwić nawigację, przyspieszyć wybieranie funkcji, pomóc w szukaniu albo robieniu notatek. W przypadku obu dotykowych czytników (iRiver 1000 i Boox 60) do obsługi ekranu potrzebny jest specjalny rysik, trzeba więc uważać, żeby go nie zgubić!

Piąta funkcja, którą warto wymienić, to łączność. Trzy spośród przetestowanych czytników, w tym Onyx Boox 60 i dwa urządzenia iReksa miały wbudowane interfejsy łączności bezprzewodowej Wi-Fi. O ile wykorzystanie ich do surfowania po Internecie zasługuje jedynie na wyśmianie (znów: fatalny czas odświeżania e-papieru!), o tyle możliwość zdalnego uzupełnienia swojej biblioteki albo wyszukania znaczenia nieznanego terminu są warte uwagi i uznania.

Kolporter eClicto - najtańszy czytnik e-booków w naszym teście

Kolporter eClicto – najtańszy czytnik e-booków w naszym teście

Jak bardzo chcesz przepłacić?

Nadeszła chwila prawdy. Choćbym chciał (a nie chcę), nie sądzę, bym kogokolwiek zdołał przekonać, że zapłacenie za urządzenie, które poza czytaniem książek praktycznie nie nadaje się do niczego innego, kwoty 1200–1400 złotych jest rozsądne.

Najtańszy w naszym teście czytnik eClicto kosztuje 900 złotych. Możesz na nim czytać książki i słuchać audiobooków (jeśli dokupisz przejściówkę do złącza 2,5 mm).

Tymczasem tyle samo zapłacisz za smartfon, Samsunga i5700 Spica, który pozwala wygodnie surfować po Sieci, prowadzić elektroniczną korespondencję, oglądać filmy, słuchać muzyki, nawigować, dzwonić i wysyłać SMS-y. Acha, i jeszcze czytać książki i słuchać audiobooków. Oczywiście, jego ekran jest mniejszy. Oczywiście, ma wyświetlacz AMOLED, a nie e-ink (co jednak w wielu przypadkach jest zaletą, a nie wadą). Warto o tym pamiętać…

3 mity o e-ink
1. E-papier jest równie łatwy w czytaniu jak zwykły papier i nie męczy oczu
E-ink wykorzystuje światło odbite, dzięki czemu nie męczy wzroku podświetleniem i jest czytelny niezależnie od tego, pod jakim kątem na niego patrzymy. Niestety, kontrast tekstu jest niski, bo zamiast czerni i bieli e-ink wyświetla ciemnoszare litery na jasnoszarym tle, przez co do komfortowego czytania wymagane jest znacznie lepsze światło niż do czytania zwykłych książek. Bezkonkurencyjny w dobrym oświetleniu e-papier, w nieco gorszych warunkach okazuje się bardziej męczący niż tradycyjny ekran LCD.

2. E-papier jest bardzo energooszczędny, więc czytnik można ładować raz na wiele dni
Chociaż ekran w technologii e-ink nie potrzebuje prądu do podtrzymania raz wyświetlonego obrazu, zużywa go całkiem sporo podczas odświeżania strony. Jeśli czytamy szybko, co chwila klikając przycisk przewracający stronę, będziemy musieli ładować czytnik równie często jak smartfon. Mimo że wyświetlający statyczny tekst e-ink jest wzorem energo-oszczędności, podczas rzeczywistej pracy zużycie energii jest podobne jak w przypadku kolorowego, jasnego ekranu LCD.

3. Czas odświeżania ekranu w technologii e-ink jest bardzo długi, a w jego trakcie obraz miga
Ze względu na specyfikę technologii ekran wykonany z e-papieru odświeża pokazywany obraz relatywnie długo (około 1–1,5 s), co jest widoczne i dla nieprzyzwyczajonej osoby bardzo irytujące. Podczas zmiany pokazywanej zawartości kulki barwnika zmieniają położenie, przez co ekran migoce, stając się na moment całkiem czarny, a potem całkiem biały. Na szczęście wystarczy kilka kwadransów czytania, żeby przestać zwracać uwagę na ten efekt.