Podróbki znanych smartfonów

Wyglądają identycznie, oferują znacznie więcej, a kosztują ułamek tego, co oryginały – podróbki znanych smartfonów. Ale to tylko teoria. W praktyce okazuje się, że podobieństwa kończą się na obudowach, a to "więcej" to tylko pic nie wart funta kłaków. A jednak... jeden z modeli spisuje się całkiem nieźle, tyle że w zupełnie innej roli niż smartfon.

Na tapetę wzięliśmy podróbki trzech znanych smartfonów. Zamiennik iPhone’a 3G – SciPhone 9i+++ (na polskich forach znany jako Syfon) – na Allegro kosztuje zaledwie 170 zł. Z gwarancją! Pozostałe dwa klony, które także zakupiliśmy za pośrednictwem największego w Polsce serwisu aukcyjnego, to Blackberry Bold 9700 – koszt bez dostawy 399 zł – i Nokia N900, za którą musieliśmy zapłacić aż 499 zł. Dla porównania przeciętne ceny transakcyjne na Allegro nowych, objętych gwarancją oryginałów bez simlocka: iPhone 3G – 1020 zł, BlackBerry Bold 9700 – 1550 zł, Nokia N900 – 1850 zł.

Ale korzystna cena to niejedyna zaleta chińskich erzaców – według obszernych opisów, które zamieszczono przy aukcjach, oferują one bowiem więcej funkcji niż oryginały. Przede wszystkim obsługują dwie karty SIM jednocześnie. Czy to potrzebne? Jak najbardziej – jedna karta może przecież służyć do prowadzenia rozmów i wysyłania SMS-ów, druga do połączeń z Internetem. Świetnie wpasowuje się w to np. oferta Playa – 29 zł miesięcznie za stały dostęp do Internetu, ale bez własnego numeru telefonicznego.

Wszystkie sprawdzone przez nas podróbki miały też w zestawie dodatkową baterię. Niby niewiele, ale kto często słucha muzyki z telefonu, wie, jak bardzo to się przydaje, szczególnie gdy jesteśmy w podróży. Dodatkowo razem z klonem Nokii dostaliśmy prawie ekskluzywne etui (jak wiadomo „prawie” robi różnicę), Syfon miał dyskretnie umieszczony rysik, zaś w podróbkę BlackBerry wbudowano tuner telewizyjny. Żyć nie umierać? Nie do końca – czar prysł, gdy włączyliśmy urządzenia.

Sciphone. Telefon, który udaje iPhone'a 3G.

Sciphone. Telefon, który udaje iPhone’a 3G.

Klon iPhone’a: Syfon daje radę

Pierwsza różnica w stosunku do oryginału pojawiła się jeszcze przed uruchomieniem – aby włożyć do SciPhone’a karty SIM albo kartę pamięci microSD, należy zdjąć obudowę. Wydaje się, że to proste zadanie. A jednak należy zachować wyjątkową ostrożność, ponieważ wraz z tylną ścianką łatwo oderwać przymocowaną do korpusu smartfona kilkoma śrubkami płytkę, która leży wprost na elektronice. Nam udało się tego uniknąć. Ale tylko za pierwszym razem. Za drugim osłona oderwała się i wypadł wiszący na kabelku fragment obwodu, który przenosi do systemu ruchy klawisza głośności. Z pomocą przyszedł klej Super Glue i katastrofę udało się zażegnać.

Przy uruchomieniu urządzenia powitał nas sygnał dobrze znany z iPhone’a – nazywa się Marimba i jest domyślnym dzwonkiem w oryginalnym smartfonie. Tuż po starcie można też przetestować inną cechę Syfona, która wielu się podoba – wystarczy nim potrząsnąć, aby zmienić tapetę na Pulpicie albo przejeść do kolejnego utworu z playlisty, jeśli akurat słuchamy empetrójek. Gdy kończy się restart telefonu, pojawia się menu do złudzenia przypominające to z iPhone’a. Jednak już pierwszy rzut oka wystarczy, żeby zauważyć, że coś jest nie tak – ekran ma na tyle małą rozdzielczość, że bez trudu można dostrzec pojedyncze, kwadratowe piksele. Poza tym menu wykorzystujące przesuwanie palcem po ekranie (np. żeby wyświetlić kolejny zbiór ikon menu) działa mniej płynnie niż w oryginale, ale być może to kwestia wprawy. Z drugiej strony Syfon ma z boku umieszczony rysik, którym ten telefon obsługuje się całkiem sprawnie.

Jednak prawdziwe rozczarowanie czeka nas przy uruchomieniu prawie każdego modułu z menu startowego. Prawdę mówiąc, aby nawiązać równorzędną walkę z konkurencją, technologicznie Syfon powinien być porównywany nie ze smartfonami, ale ze zwykłymi telefonami, i to tymi sprzed co najmniej kilku lat. Zacznijmy od aparatu, który pozwala robić zdjęcia o maksymalnej rozdzielczości 640×480 pikseli. Łatwo wyliczyć, że matryca Syfona oferuje zaledwie 0,3 Mpix.

Ekran Sciphone

Ekran Sciphone

Trzymając się tematu zdjęć, odkryjemy kolejną różnicę w stosunku do iPhone’a – maksymalny rozmiar obrazka, jaki może wyświetlić przeglądarka fotek Syfona, to 1024×768 pikseli. Poza tym szybko orientujemy się, że dotykowy ekran nie obsługuje technologii multitouch – w iPhonie, chcąc zmienić powiększenie obrazka, rozciągamy go lub ściągamy, przesuwając po ekranie dwoma palcami. Ten bardzo intuicyjny interfejs w Syfonie nie zadziała. Aby powiększyć zdjęcie, przesuwamy palcem po przekątnej ekranu z góry na dół; ruch w drugą stronę po tej samej trajektorii pomniejsza je.

Jeszcze gorzej jest z Internetem, choć odkryliśmy, w jaki sposób stworzyć połączenie w pełni automatyczne. Należy wejść na stronę operatora i wysłać SMS konfiguracyjny na nasz numer. Zanim to zrobimy, musimy z listy wybrać model telefonu. Oczywiście nie ma tam SciPhone’a, a wybór iPhone’a nie zadziała. Model, który automatycznie ustawia połączenie w Syfonie, to Nokia 2630.

Gdy połączenie zostanie skonfigurowane, odkryjemy dwie rzeczy, obydwie mało budujące. Po pierwsze, mamy do dyspozycji wyłącznie technologię GPRS, a więc praktyczny transfer na poziomie 40 kb/s. Po drugie, wbudowana przeglądarka to egzotyczna Maui WAP browser. Wbrew nazwie obsługuje nie tylko WAP, ale także poprawnie czyta kod HTML. Tyle że bez skryptów. W efekcie nie uda się w niej poprawnie wyświetlić nawet mobilnej wersji Google’a, czyli m.google.pl czy tak lekkiej stroniczki jak lajt.onet.pl. Jako wyjście z tego impasu radzimy zainstalować napisaną w Javie Operę Mini 3.0, która działa zdecydowanie lepiej.

Ale Syfon to nie tylko wady – wbudowany w telefon odtwarzacz MP3 spisuje się naprawdę nieźle. I nie chodzi tylko o odtwarzanie muzyki, ale też o jej ładowanie do telefonu. W iPhonie bez jailbreaka musimy do tego celu używać programu iTunes, co dla wielu użytkowników jest denerwujące. Syfon pod tym względem to szczyt ergonomii – wystarczy włożyć kartę microSD (do 4 GB) i połączyć smartfona z pecetem za pomocą kabla USB. System natychmiast odnajdzie dwa napędy. Pierwszy to dostępna pamięć telefonu – w naszym przypadku było to zaledwie 233 kB. Drugi napęd reprezentuje kartę microSD – wystarczy przenieść do niego nasze empetrójki, aby mieć muzykę w telefonie.

Wydawać by się mogło, że biorąc pod uwagę rozliczne wady tego urządzenia, nasz werdykt będzie jednoznaczny – nie kupować.Ale to nieprawda, a kluczem jest tu cena: za 170 zł otrzymujemy bowiem telefon na dwie karty SIM, który doskonale sprawdza się też jako odtwarzacz empetrójek. Internet po zainstalowaniu Opery Mini od biedy też daje się przeglądać – wolno, bo wolno, ale podstawowe informacje, takie jak pogoda, repertuar kin, menu w ulubionej pizzerii czy kursy walut, sprawdzimy. Podsumowując, za te pieniądze jest nie najgorzej. Tylko… żeby nie był tak łudząco podobny do iPhone’a.

N900. Bez Nokii w nazwie, za to z jej logo na telefonie.

N900. Bez Nokii w nazwie, za to z jej logo na telefonie.

Podróbka Nokii N900: Horror w wersji mobilnej

Pierwsze wrażenie – kopia idealna. I nie chodzi tu jak w Syfonie o identyczny kształt i gabaryty. Klon N900 ma bowiem nadrukowane nawet zastrzeżone logo Nokii i dokładnie to same oznaczenie, co oryginał. Ale to nie wszystko – przy restarcie podróbka odtwarza doskonale znaną wszystkim animację „Nokia, connecting people”, czyli dwie dłonie łączące się na tle logo Nokii wraz z charakterystycznym motywem muzycznym. Po tym pompatycznym wstępie wyświetla się ekran startowy. I widzimy chińskie napisy, choć w otoczeniu doskonale podrobionych ikon charakterystycznych dla marki Nokia, takich jak Maps czy Ovi Store.

Wejście w tę pierwszą to horror. Ale zanim o nim opowiemy, mała dygresja – nie pisaliśmy o tym przy okazji SciPhone’a, bo tam to zjawisko występowało rzadko, choć też było uciążliwe. Chodzi o polonizację, np. przycisk włączenia Bluetootha nie nazywa się w Syfonie »Włącz« albo podobnie, lecz… »Moc«. Wydaje się, że ta dziwaczna etykieta powstała z automatycznego przetłumaczenia angielskiego zwrotu „Power On”. Poza tym, dotykając przez przypadek ikony giełdy, wchodzimy w krainę chińskich piktogramów. Ale – należy to przyznać – główne klawisze nawigacyjne są na swoich miejscach, więc można z tego łatwo wyjść.

W klonie Nokii to nam nie grozi. Lecz nie dlatego, że urządzenie to nie obsługuje języka polskiego. Nawet jeśli zmienimy język na angielski i wejdziemy w moduł »Maps«, dosłownie utoniemy w gąszczu piktogramów, z których nie ma wyjścia – a może po prostu nie udało nam się go odnaleźć. A o to było łatwo, ponieważ po chińsku jest dosłownie wszystko, mimo że przed chwilą ustawiliśmy język na angielski. W efekcie kręcimy się w kółko przytłoczeni niezrozumiałymi symbolami, a jedynym możliwym ruchem jest restart systemu.

To zimny prysznic na początek. Później jest już, niestety, tylko gorzej. Przede wszystkim hardware, który nie ma nic wspólnego z oryginałem – aparat, tak jak poprzednio 0,3 Mpix, brak technologii multitouch. Co więcej, w trakcie testowania klona N900 coraz częściej narastało w nas przekonanie, że zastosowano w nim podobne albo nawet identyczne moduły sprzętowe jak w SciPhonie. Potwierdziła to przejażdżka po systemie – po opuszczeniu ekranu startowego wchodzimy w menu, które wygląda co prawda identycznie, jak w oryginalnej Nokii, jednak po wybraniu któregokolwiek z punktów trafiamy do podmenu najbardziej przypominającego to z Syfona – ta sama filozofia, ten sam sposób wprowadzania danych wymagający rysika.

Ekran N900

Ekran N900

Internet udało nam się skonfigurować tak samo jak w poprzednim przypadku – wysyłając SMS konfiguracyjny dla telefonu Nokia 2630 na numer karty SIM naszej podróbki – i też tak jak poprzednio okazało się, że mamy do dyspozycji jedynie technologię GPRS. Wbudowana przeglądarka przeczytała polską stronę mobilnego Google’a, ale pojawiły się na niej chińskie polecenia. Polskie, ale bez znaków diakrytycznych, wyświetliły się przy próbie załadowania lekkiej wersji Onetu. Wyglądało to tak: „Trwa po◊◊czenie z serwerem. Prosz◊ czeka◊… „. Czekaliśmy około 10 minut. Potem przeładowaliśmy stronę… i znów to samo. W efekcie nie udało się.

Mówiąc o Internecie, trzeba powiedzieć o wprowadzaniu znaków w pasek adresowy. Mamy trzy możliwości: najbardziej naturalna to wysuwana klawiatura. Niestety w czasie testów nie działał w niej klawisz kropki. Druga to interfejs dotykowy i palec. Też nie działa, ponieważ ikony liter, notabene dokładnie takie same jak w Syfonie, są zbyt małe, by nie prowadziło to do częstych pomyłek. Trzecia droga – jedyna skuteczna – to rysik. I to zadziałało w miarę dobrze.

Nie udało nam się, niestety, zainstalować Opery Mini – pojawił się komunikat o niewystarczającej ilości pamięci. Ale to jeszcze pół biedy. Najgorsza okazała się współpraca z komputerem – po podpięciu klona do peceta za pomocą kabla USB okazało się, że połączenie istnieje – smartfon się ładował – ale Windows (Siódemka) w żaden sposób nie chciał zobaczyć ani pamięci telefonu, ani karty microSD. A według instrukcji powinien! Próbowaliśmy jeszcze w innych systemach z rodziny Windows: XP i Viście, zmieniając także karty pamięci – od 1 do 4 GB. Nie udało się ani razu.

mamy zamiar używać go do zupełnie innegoPodsumowując, klon Nokii N900, który zakupiliśmy, nadawał się jedynie do prostych operacji telefonii komórkowej – rozmowy głosowe, wysyłanie i odbieranie SMS-ów. Z multimediów nie dane nam było skorzystać, ponieważ nie mogliśmy w żaden sposób dostać się do pamięci podróbki – zawiódł tu również Bluetooth: udało się go włączyć i sparować, ale telefon pracował wtedy wyłącznie jako modem – nie trzeba dodawać, że GPRS. Sumując te cechy z niezdolnością klona do sprawnego surfowania oraz dość wysoką ceną – prawie pięćset złotych – werdykt może być tylko jeden – nie warto kupować tego urządzenia. No chyba że celu, ale o tym już w zakończeniu.

Michał Kołodziejczyk, adwokat z warszawskiej kancelarii KKR www.kkr.com.pl

Michał Kołodziejczyk, adwokat z warszawskiej kancelarii KKR www.kkr.com.pl

SciPhone legalny, reszta karalna
Po zmianie art. 305 ustawy Prawo własności przemysłowej karalne jest nie tylko wprowadzanie do obrotu przedmiotów podrobionych, lecz także obrót nimi. Oznacza to, że ci, którzy sprzedają podróbki smartfonów na Allegro, narażają się na zarzut karny. Ci, którzy je kupują, także, tylko z innego artykułu 291 lub 292 kk, czyli paserstwo umyślne lub nieumyślne – bo albo wiedzą, że kupują podróbkę, albo powinni się tego domyślić na podstawie okoliczności towarzyszach transakcji (przede wszystkim niska cena).

Odmiennie jest ze SciPhonem — produkt ten jest tylko podobny do iPhone’a, ale nie ma na nim logo Apple’a, co więcej, funkcjonuje pod własną marką. W takim przypadku zakup nie będzie zagrożony odpowiedzialnością karną. Co najwyżej Apple może na własną rękę dochodzić sprawiedliwości u producenta sprzętu za naruszenie praw patentowych lub nieuczciwą konkurencję. Ale to nie dotyczy już kupujących.

Inny przypadek ma miejsce, gdy ktoś kupił podróbkę, wiedząc, że to podróbka, ale nie wiedząc, iż takie postępowanie jest nielegalne. Naczelną zasadą jest to, że nieznajomość prawa szkodzi, ale tutaj może mieć zastosowanie art. 58 kc — czynność prawna sprzeczna z ustawą jest nieważna. A skoro jest nieważna, to tym samym bezskuteczna, zatem własność podróbki nie przeszła na nabywcę, co otwiera drogę do oddania pieniędzy i telefonu — o ile ten ostatni nie zostanie zatrzymany jako dowód w sprawie karnej.

Bold 9700. Telefon dla masochistów.

Bold 9700. Telefon dla masochistów.

Erzac BlackBerry Bold 9700: Kompletna porażka. Walkowerem!

Tak jak w przypadku podróbki Nokii pierwsze wrażenie to niedowierzanie, że trzymamy w ręku klona: obudowa, układ klawiszy, ekran, oznaczenia, w tym także zastrzeżone znaki towarowe marki Black- Berry – wszystko dokładnie tak jak w oryginale. A jednak wprawne oko mogło odkryć niewielką różnicę – czarną kropkę w obudowie, tuż nad ekranem, której na

pewno nie znajdziemy w BlackBerry Bold 9700. Klon ma tam schowaną końcówkę teleskopowej anteny. Służy ona jednak nie do polepszenia zasięgu w sieci komórkowej, lecz do odbioru telewizji przez wbudowany w telefon tuner.

Wszystko to brzmiało zachęcająco i stymulowało nas do testów. A jednak prawda jest taka, że o tej podróbce nie możemy powiedzieć zbyt wiele. Powód? Zły stan zdrowia – zakupiony przez nas egzemplarz miał problemy od początku. Najpierw przerywał ładowanie, ale w końcu udało się uzupełnić stan baterii do 100 proc. Wtedy też miał miejsce pierwszy dziewiczy rozruch. Zagrała melodyjka – inna niż w oryginale, inna też była początkowa animacja, ale ekran, który się wyświetlił po restarcie, był już identyczny z tym w BlackBerry Bold 9700.

Numer PIN do odblokowania karty SIM udało nam się wprowadzić za pomocą klawiatury. Niestety nie zadziałał klawisz [Enter] – po wpisaniu czterech cyfr na wyświetlaczu deus ex machina wyświetliły się dwa polecenia »OK« oraz »Cancel«, umiejscowione tak, jakby stanowiły część menu kontekstowego. Tego na pewno nie ma w oryginalnym modelu, gdzie PIN akceptuje się właśnie klawiszem [Enter]. W tym przypadku to nie zadziałało. Nie zadziałały również cztery górne klawisze funkcyjne klawiatury. Pozostał więc rysik. Niestety przy wyciąganiu go podróbka odmówiła pracy – wyglądało to tak, jakby wysiadło zasilanie.

Oczywiście nie zostawiliśmy konającego w potrzebie, ale działania reanimacyjne wypadały dość blado. Nie pomogła wymiana baterii ani podłączenie do ładowania – smartfon był ciągle martwy. Skuteczna okazała się dopiero akupresura, czyli leczenie za pomocą miejscowych ucisków. Odkryliśmy bowiem, że gdy pacjent leży na plecach, mocne naciśnięcie klawiatury na przecięciu drugiego rzędu i trzeciej kolumny klawiszy sprawia czasami, że coś migocze na ekranie. Wtedy należało bardzo delikatnie nacisnąć przycisk zasilania. W jednej na 10 prób następował wtedy restart. Niestety nigdy nie dotarł on tak daleko, jak za pierwszym razem – telefon wyłączał się najczęściej przed wyświetleniem monitu o kod PIN.

Po stwierdzeniu rigor mortis – no dobrze, gwoli dziennikarskiej ścisłości, plamy opadowe się nie pojawiły, ale stężenie pośmiertne jak najbardziej – stanęliśmy przed dylematem: odesłać denata do sprzedającego te modele hurtem na Allegro albo wykonać sekcję zwłok. Wiedzeni ciekawością anatomopatologa postanowiliśmy wykonać najpierw to pierwsze, ale tylko w ograniczonym zakresie. Chodziło o antenę do odbioru TV. Za żadne skarby nie dawała się wyciągnąć palcami. Teraz, gdy nabraliśmy pewności, że dalsze testy się nie odbędą, użyliśmy scyzoryka, żeby wyciąć trochę plastiku i poszerzyć otwór, przez który nie chciała się przecisnąć główka anteny. No i udało się. Wyszła. A za nią antena, która się prawidłowo rozłożyła. I to chyba nasz jedyny sukces związany z tą podróbką.

Na szczęście operacja ta w najmniejszym stopniu nie uszkodziła klona. Skontaktowaliśmy się więc ze sprzedającym. Poprosił o odesłanie egzemplarza, co uczyniliśmy. W chwili zamykania artykułu reklamacja jest w toku. Jak się potoczą jej losy, pokaże najbliższa przyszłość.

Sciphone wypadł najlepiej ze wszystkich trzech podróbek.

Sciphone wypadł najlepiej ze wszystkich trzech podróbek.

Tani lans: Tutaj nie zadziała

Z trzech zakupionych klonów znanych smartfonów udało nam się przetestować dwa: N900 i Syfona. Pierwszy to kompletna porażka, za którą musimy zapłacić 500 zł. SciPhone kosztuje zaledwie 170 zł i dobrze się sprawdza jako telefon oraz odtwarzacz MP3. Z Internetem też sobie jakoś radzi, szczególnie gdy zainstalujemy na nim Operę Mini. Trzeci, Blackberry Bold, wyświetlił tylko ekran powitalny, zanim wyzionął ducha na dobre. Ale i ten przejaw życia przekonał nas, że gdyby był sprawny, może znalazłby nabywców. Powód? Tani lans: inwestując ułamek wartości tego, co trzeba wydać na smartfon, możemy udawać, że mamy oryginał.

Wiele osób pomyśli sobie, że to bez sensu, ale przecież to właśnie jeden z motywów, dla których ludzie kupują podróbki spodni, zegarków, piór, butów czy wreszcie – jak jedna z posłanek – torebek: wietnamska Coco Chanel za 50 zł. Tyle że w przypadku smartfonów ta strategia się nie powiedzie – po włączeniu N900 od razu widać, że to erzac; klon BlackBerry Bold 9700 też uruchamia się trochę inaczej niż oryginał. A Syfon? Tu akurat szkoda, że jest tak podobny do iPhone’a – za 170 zł otrzymujemy bowiem całkiem przyzwoity telefon. Niestety, używając go, możemy zostać uznani – zupełnie bez naszej winy – za taniego lansera.