Samsung Galaxy A35 5G – recenzja. Bezpieczeństwo przede wszystkim

Smartfony w większości są nudne jak flaki z olejem. Smartfony Samsunga potrafią być jak podwójna porcja flaków z olejem, bo jest ich dużo i nie zmieniają się znacznie. Ta metafora zdecydowanie nie jest górnych lotów, ale górnych lotów nie jest też z definicji średniopółkowy Samsung Galaxy A35 5G. Na pierwszy rzut oka wydaje się stworzony tak, by wypełnić oferty operatorów, nie pogryźć się za mocno z taniejącymi flagowcami i smartfonami Fan Edition i bezboleśnie zastąpić ubiegłorocznego Galaxy A34. Czy to się udało?
Samsung Galaxy A35 5G – recenzja. Bezpieczeństwo przede wszystkim

Średniopółkowa seria A obrała dobry tor i Samsung z pewnością nie musi niczego udowadniać, bo siła marketingu koreańskiego producenta zapewnia dobrą sprzedaż. Stąd zapewne ostanie edycje upodobniły się do podstawowych modeli Galaxy S, gdy spojrzymy na nie z tyłu. Jeżeli nawet by się nie upodobniły, nadal mają swoje niepodważalne zalety. W dalszym ciągu oferują wodoodporność w standardzie pozwalającym na zanurzenie, a do tego producent zapewnia długie wsparcie aktualizacjami. Czy to wystarczy, by Samsung Galaxy A35 5G rozgościł się wygodnie na średniej półce cenowej? Przekonajmy się!

Testowany egzemplarz wyposażono w 8 GB pamięci operacyjnej i 256 GB na pliki.

Samsung Galaxy A35 5G – specyfikacja

Zajrzyjmy, co kryje się we wnętrzu Samsunga Galaxy A35 5G:

SpecyfikacjaSamsung Galaxy A35 5G
Wymiary161,7 x 78 x 8,2 mm
Masa209 g
Stopień ochrony IPIP67
WykończenieSzkło Gorilla Victus+ (przód), szkło z tyłu, ramki z tworzywa
Ekran6,6″ Super AMOLED
Rozdzielczość ekranu2340×1080 pikseli (510 ppi)
Odświeżanie ekranuDo 120 Hz
GłośnikiStereo
Układ obliczeniowySamsung Exynos 1380 (5nm)
Procesor4x 2,4 GHz Cortex-A78 + 4×2 GHz Cortex-A55
GrafikaMali-G68 MP5
RAM6/8GB LPDDR4X
ROM128/256 GB
Slot na kartę Micro SDHybrydowy
SystemAndroid 14
NakładkaOne UI 6.1
Wi-Fi802.11 a/b/g/n/ac/6
Bluetooth5.3, A2DP, LE
NFCtak
LokalizacjaGPS, Glonass, BDS, Galileo, QZSS
USBTypu C, 2.0, OTG
CzujnikiAkcelerometr, żyroskop, kompas
SIMDual SIM z eSIM
Czytnik linii papilarnychPod ekranem
AkumulatorLi-ion, 5000 mAh
Prędkość ładowania przewodowegoDo 25W
Ładowanie bezprzewodoweNie
Aparat główny50 Mpix f/1.8, OIS, 1/1,96″, 1µm, PDAF
Aparat ultraszerokokątny8 Mpix f/2.2, 1/4,0″, 1,12µm, PDAF, pole widzenia 123˚
Aparat makro5 Mpix f/2.4
Przedni aparat13 Mpix f/2.2
Wideo4K/ 30 FPS, 1080p/ 60FPS
Do testów dotarł trochę różowy, trochę fioletowy, całkiem wyblakły Samsung Galaxy A35 5G

W pudełku, jak już zapewne spodziewacie się po Samsungu, znajdziemy jedynie kabel do ładowania, kilka instrukcji oraz kluczyk do wyjmowania tacki na karty SIM. Z raz obranej drogi Samsung nie zawraca, chyba że chcecie kupić ładowarkę na stronie producenta – wtedy oczywiście możecie to zrobić.

Coś się błyszczy, coś się zaokrągliło, ale czy jakość wykonania Galaxy A35 to zmieniło?

Złośliwi powiedzieliby, że seria Galaxy A straciła na wyrazistości i po części mieliby rację. W tym roku paleta kolorów jest bardziej wypłowiała, za to przy odpowiednio wpadającym świetle tył obudowy mieni się tęczową flarą (jedną). Trzeba jednak przyznać, że rozwiązanie jest na tyle wyraziste, że w jasnych wariantach trudno dostrzec na nich odciski. Podejrzewam, że z czarną wersją może nie być tak różowo jak z różową, którą otrzymałem do testów, ale mój egzemplarz dzielnie bronił się przed rysami. Producent nie doprecyzowuje, jakie szkło zastosował z tyłu, ale jedyne, co na nim widać, to kurz gromadzący się wokół wysp aparatów.

Smartfonowi trochę przybrało się na masie i waży teraz 209 gramów przy tej samej grubości 8,2 milimetrów. Winnych zwiększenia masy o 10 gramów upatruję w zmianie tyłu na szkło oraz wymianie frontowej tafli szkła na Gorilla Glass Victus+, które w tej klasie cenowej to rarytas. Wysokość oraz szerokość uległy nieznacznej zmianie, za to nieco spłaszczono boki poza elementem wynoszącym przyciski głośności i włączania. W efekcie smartfon trzyma się nieco mniej pewnie, a przy tak dużym wymiarze dobrze przymierzyć go do swojej dłoni w salonie lub elektromarkecie. Ważne, że ramek przy tradycyjnym użytkowaniu nie zarysowałem, choć telefon upadł mi kilkukrotnie z około 80 cm.

Duże ramki i niewielkie wcięcie

Do niewielkiej zmiany doszło w stylistyce frontu. Samsung zrezygnował z wcięcia na przedni aparat łączącego się z górną ramką i postawił na kropkę, w dodatku niewielką. To dobry estetycznie ruch, szkoda jednak, że nie akompaniują mu niewielkie ramki, bo konkurencja pod tym względem potrafi znacznie więcej. Płaska tafla szkła dodatkowo uwypukla ich rozmiar i proporcje do całości, więc jeśli szukacie futurystycznego wyglądu, to jesteście w złym miejscu.

Samsung Galaxy A35 5G

Do konstrukcji nie mogę się jednak zbyt mocno przyczepić. Przeżyła zanurzenie w wodzie zgodnie ze standardem IP67. Przyciski pracują prawidłowo – ich kliknięcie wymaga odpowiedniego nakładu siły, ale za to niemal nie ruszają się poza obrys obudowy. Slot na dwie karty Nano SIM także jest szczelny. U dołu umieszczono port USB-C oraz maskownicę głośnika. Nie ma tu miejsca na szaleństwa, a Samsung Galaxy A35 5G to kontynuacja pewnej solidności.

Ekran Samsunga Galaxy A35 5G. Co oni narobili?

Utarło się, że jak Samsung bierze się za ekrany, to nie ma się co bać o ich jakość. To stwierdzenie miało większą moc jeszcze przed kilkoma laty, bo inni producenci także potrafią pokazać solidne rozwiązania. Patrząc na specyfikację, wszystko wygląda standardowo – 6,6-calowy ekran Super AMOLED z odświeżaniem do 120 Hz oferuje rozdzielczość 2340×1080 pikseli, co daje solidne zagęszczenie na poziomie 390 pikseli na cal, zupełnie jak w poprzedniku i nieco mniej niż w modelu Galaxy A33 5G sprzed dwóch lat.

Czytaj też: Porównujemy Samsunga Galaxy A34 i Galaxy A54. Warto dopłacać?

Tyle teorii, bo w praktyce Samsung zepsuł jeden aspekt, który niezmiernie irytuje przy oglądaniu treści na jasnych tłach. Smartfon ma okropne kąty widzenia, przez które wielokrotnie widać przebarwienia. Przez ekran przechodzi coś na wzór zorzy polarnej, ale zaraz z nią pojawiają się przyciemnienia i plamy, które odbierają satysfakcję z jasnego trybu. Szkoda, bo pod względem nasycenia barw, odwzorowania czerni i bieli czy poziomu jasności to panel, który nie miałby czego się wstydzić. Jeśli jednak będziecie chcieli obejrzeć na nim coś pod nieidealnym kątem lub z drugą osobą, możecie się niemiło rozczarować.

Kąty widzenia ekranu nie powalają

To najpewniej kwestia polaryzatora, który nałożono na ekran i być może ten efekt będzie różnił się między egzemplarzami. Sam panel spełnia założenia dla swojej klasy cenowej – obsługuje HDR i osiąga jasność bliską 1750 LUX w testach przy białym ekranie ze 100% podświetlenia. Ma też sprytne ustawienia, które w bardzo jasnych sceneriach modyfikują kontrast i odbiór zdjęć, by poprawić czytelność czcionek. Galaxy A35 5G poradzi sobie w jasnym słońcu, nawet jeżeli jego konkurenci potrafią osiągać lepsze parametry maksymalnej jasności, a do tego jego czujnik oświetlenia działa bezproblemowo. W ustawieniach znalazło się też kilka suwaków regulujących temperaturę barwową czy ilość danego koloru w obrazie. Jednocześnie ze względu na ekran nie mógłbym polecić Samsunga Galaxy A35 5G z czystym sumieniem.

Audio bez wrażeń, ale i tak są pozytywne wibracje

Przyzwyczailiśmy się do głośników stereo w samsungowej serii A i nie inaczej jest w modelu Galaxy A35 5G. Niestety nie może być tak, że jest idealnie. Po raz pierwszy w serii A spotkałem się z dziwną sytuacją, gdy głośnik po pewnej chwili obniża głośność, gdy podnosimy głośność do maksymalnego poziomu. Nie oznacza to, by system stereo byłby wybitnie głośny – smartfon gra ciszej od swojej bezpośredniej konkurencji, a do tego system stereo jest tutaj asymetryczny. Oceniłbym, że górny głośnik jest odczuwalnie słabszy. Pozytywem za to jest jakość dźwięku – dobrze słyszy się na nim dialogi, ale jest też pewien zapas niskich i wysokich tonów.

Jakość audio w ramach Dolby Atmos nie zmienia się znacznie

Jeśli chcemy nieco zmodyfikować te wrażenia, skorzystamy z ustawień ukrytych pod nazwą Dolby Atmos. Otrzymujemy kilka trybów (gra, film, muzyka, inteligentny), które niewiele zmieniają na głośnikach, ale po aktywacji na słuchawkach bezprzewodowych mogą nieco poprawić odczucia. Oprócz tego skorzystamy z tradycyjnego korektora graficznego z predefiniowanymi trybami oraz kilkoma suwakami i tu zmiany odczuwamy od razu.

Nieco lepiej smartfon wypada w wibracjach. Te z pewnością są haptyczne i odznaczają się sporą precyzją dotyku. Wpisywanie kolejnych znaków jest pogłębione, choć nie jest to poziom flagowych smartfonów. Jest jednak odpowiednia siła oraz pogłębienie wrażeń lepsze niż u większości konkurentów. Jest sporo ustawień, które mogą decydować o tym, w których momentach te wibracje mają się pojawiać oraz z jaką intensywnością.

Samsung Galaxy A35 5G i wydajność ubiegłorocznego procesora

To nie jest kategoria, w której spodziewałbym się, że Samsung postawi na wyjątkowo mocny układ obliczeniowy. Producent, niczym Apple w swoich iPhone’ach, przeniósł jednnostkę Exynos 1380 z ubiegłorocznego Samsunga Galaxy A54 do tegorocznego Galaxy A35. Do pary dołożono 6 lub 8 GB RAM-u LPDDR4X i, jak zgaduję po testach, pamięć UFS 2.1. Nic potężnego, ale od kilku lat takie zestawy wystarczą na sprawną pracę. I to samo można powiedzieć o korzystaniu z Samsunga Galaxy A35 5G.

Wyniki wydajności nie imponują, ale na co dzień nie odczujecie większych nieprzyjemności. Najbardziej problematyczne jest przełączanie się między aplikacjami, gdy uruchomimy aplikację aparatu, ale przycięcia nie są nieznośne i nie zdarzają się zawsze. Poza tym przełączanie się między aplikacjami wymaga chwili, ale wszystko ładuje się szybko. Do tego smartfon utrzymuje aplikacje w RAM-ie bez nadmiernego wyrzucania aktywnych procesów.

Opcje w narzędziu Game Booster

Czy Samsung Galaxy A35 5G to sprzęt do gier? Nie powiedziałbym. O ile Exynos 1380 jest całkiem wydajną jednostką, ale też potrafi się odczuwalnie nagrzać niemal od razu po uruchomieniu gier. Nie jest to poziom najgorszych Exynosów i nie wzbudza większego dyskomfortu przy dłuższych sesjach, ale pojawia się throttling przy najbardziej wymagających grach na najwyższych detalach. Lepiej zdecydować się na średnie ustawienia graficzne albo po prostu na wydajniejszą opcję z bardziej rozbudowanymi narzędziami dla gier.

Nakładka One UI, czyli wejście do ekosystemu Samsunga

Moja teoria jest taka, że średniopółkowe smartfony Samsunga mają wciągnąć młodsze i mniej majętne osoby w ekosystem Samsunga i nakierować na droższe urządzenia. Stąd podobny design, stąd też brak większych różnic w nakładce One UI oraz nacisk na własne rozwiązania. Oczywiście One UI przykrywa Androida 14, ale pakiet aplikacji Google będących na start na urządzeniu jest trochę węższy (osobno pobrać musimy chociażby Portfel do dodawania kart). Producent promuje swoje rozwiązania oraz pakiet biznesowy Microsoftu. Taką ceną przyjdzie zapłacić za do 4 aktualizacji systemu i do 5 lat wsparcia poprawkami bezpieczeństwa.

Znajomy układ, prawda?

Jeśli zdarzyło wam się czytać recenzje smartfonów Samsunga z ostatnich lat, to z pewnością nie będę was mógł tu czymkolwiek zaskoczyć. Doszło do niewielkich zmian wizualnych, przede wszystkim na panelu powiadomień, gdzie ikony stały się półprzezroczyste. Ponadto smartfony Samsunga pozwalają na znaczną personalizację tego, co widzimy na ekranie blokady. Po kliknięciu widżetu z godziną naszym oczom może ukazać się lista widżetów z kilkoma funkcjonalnościami. Umieścimy tam chociażby przypomnienia czy widżet SmartThings ze skrótami do urządzeń inteligentnego domu. Ponadto zmienimy ikony szybkiego wyboru, zmienimy styl zegara i dodamy do 4 miniwidżetów widocznych pod zegarem oraz w Always-On Display.

Nie zaskoczę was stwierdzeniem, że sporo dzieje się tu także w zakresie personalizacji ekranu głównego. Zmienimy układ ekranu startowego, zdecydujemy, czy chcemy widzieć wskaźniki ikon aplikacji, czy chcemy obracać do trybu poziomego, ukryjemy też wybrane aplikacje. Poza tym skorzystamy z motywów, które zmienią wiodące kolory w systemie lub wygląd ikon. Są wśród nich bezpłatne, jak i płatne, a wszystkie znajdziemy w Galaxy Themes.

Nakładka One UI to także spory pakiet wbudowanych aplikacji od producenta. Samsung robi dużo rzeczy po swojemu i od nowości implementuje chociażby własną przeglądarkę, eksplorator plików, SmartThings do zarządzania inteligentnym domem czy narzędzie do pomiarów zdrowia – Samsung Health. Jest nawet własne rozwiązanie do znajdowania zagubionych telefonów – Samsung Find. Wszystko po to, abyśmy chcieli pozostać w ekosystemie koreańskiej firmy. Większość tych aplikacji jest znacznie bardziej rozbudowana niż odpowiedniki innych firm korzystających z Androida i w świecie smartfonów tylko Apple mocniej interesuje się własnym pakietem od Samsunga. Część z nich, jak przeglądarka, działa na tyle dobrze, by nie trzeba było myśleć o alternatywach.

Z pewnością argumentem na rzecz Samsunga mogą być funkcje wplecione w system, takie jak tryby i procedury. To odpowiednik ustawień jak ze smart home, ale dla smartfonu. Pozwalają one na zmienianie wielu ustawień jednym kliknięciem lub w oparciu o to, w jakim miejscu się znajdujemy. Przykładowo po wejściu do teatru smartfon włączy tryb nie przeszkadzać (i pozwoli ustawić wyjątki w powiadomieniach, połączeniach i wiadomościach), zmieni tryb ekranu, wyciszy dźwięk i wyłączy Always-On Display. Takich trybów jest więcej, a do tego stworzymy własne. Istnieją też procedury działające na zasadzie “jeśli zostaje spełniony jakiś warunek, następują pewne zdarzenia”. Co ważne, procedury można łączyć z urządzeniami w sieci SmartThings oraz akcesoriami pokroju smartwatchy Samsunga.

Wizualnie nakładka One UI kroczy określonym stylem od wielu lat, przez co łatwo się w niej odnaleźć. Jednocześnie, jak niemal we wszystkich rozwiązaniach na rynku, brakuje w niej świeżości i personalizacji wychodzącej poza schemat. Jednocześnie nie mogę narzekać na niemal cokolwiek. To w Samsungu najsprawniej działa wyszukiwarka ustawień oraz systemowa, to w smartfonach Galaxy napotkałem najmniej problemów z aplikacjami zewnętrznymi i funkcjami pokroju dymków czatu.

Z kwestii pomniejszych: w urządzeniu znajduje się czytnik linii papilarnych ukryty pod ekranem. Nie jest to skaner ultrasoniczny jak w droższych smartfonach Samsunga, ale spełnia swoją funkcję bez większych problemów. Z pewnością mógłby być szybszy i lepiej odczytywać linie papilarne w różnym położeniu względem niego. Samsunga Galaxy A35 5G odblokujemy także po zeskanowaniu twarzy, a system opiera się na kamerze, ale nie jest łatwy do oszukania.

Z 256 GB pamięci dla użytkownika zostaje około 224 GB.

Działanie modułów łączności

Samsung Galaxy A35 5G ma jeszcze odrobinę wspólnych cech z najtańszymi smartfonami, chociażby obecność slotu na kartę Micro SD w ramach hybrydowej tacki Dual SIM. Ma też punkt styku z najdroższymi urządzeniami – obsługę standardu eSIM, co powinno coraz częściej być standardem. Nie znajdziemy w nim jednak gniazda słuchawkowego, a co za tym idzie – radia FM. Ma za to Wi-Fi 6 oraz obsługuje sieć 5G na wszystkich dostępnych w Polsce pasmach. Nie narzekałem na działanie ani zasięg Wi-Fi, jak i zasięgu komórkowego. Górny głośnik brzmi dość klarownie, a rozmówcy słyszeli mnie wyraźnie podczas połączeń, także w trybie głośnomówiącym.

Obsługa eSIM w Samsungu Galaxy A35 5G

Ponarzekam za to nieco na działanie modułu NFC. Z reguły smartfony, nawet te tańsze, wykrywają zetknięcie z nieco bliższej odległości. W Samsungu Galaxy A35 5G NFC działa, ale mogłoby działać lepiej. Mam też problem z działaniem lokalizacji. O ile ta spisuje się dobrze, gdy chodzi o wykrycie aktualnej pozycji, tak w przestrzeni miejskiej dość często myli kierunek, w którym patrzymy. Nie są to błędy dyskwalifikujące, ale szukałbym innego smartfonu do pieszych wycieczek po nieznanych mi miastach.

Jakość zdjęć i wideo w Samsungu Galaxy A35 5G

Samsung przyzwyczaił nas do pewnego standardu w swoich smartfonach ze średniej półki. Możemy spodziewać się 5-megapikselowego aparatu makro oraz optycznej stabilizacji w głównym obiektywie i to właśnie dostajemy. Główny aparat ponownie ma 50 Mpix zamiast 48 Mpix w poprzedniku i odrobinę większy rozmiar matrycy. Z technicznego punktu widzenia zmianie nie uległ za to aparat ultraszerokokątny.

Chyba nikogo nie zaskoczy już aplikacja aparatu w One UI

Niczego nowego nie znajdziecie też w aplikacji do zdjęć i wideo od Samsunga. Interfejs nie włącza samoczynnie trybu nocnego, nie ma też przełącznika HDR-u czy korekt sztucznej inteligencji – te kryją się w ustawieniach. Inaczej niż u konkurencji, Samsung proponuje sporo ustawień w trybie profesjonalnym, bo oprócz regulacji temperatury barw czy czasu migawki, znajdziemy tu korekty podświetlenia, nasycenia i cieni.

Jak na średnią klasę cenową, Samsung Galaxy A35 5G prezentuje się w porządku. Zdjęcia mają sporo detali i to bez nadmiernego wyostrzania. Przyzwoicie spisuje się tu HDR, który co prawda mógłby wyciągać nieco więcej informacji z ciemnych części zdjęcia, ale i tak zachowuje dobrą kolorystykę. Udaje się osiągnąć pewną stałość w tym, jak wyglądają zdjęcia w konkretnych warunkach. Dopóki jest spora doza światła, fotografie są nasycone, choć przy mniejszej ilości kolory są mniej intensywne niż w rzeczywistości, a telefon już przy ciemniejszych sceneriach za dnia rejestruje pewną dozę szumów.

Nie jest idealnie. Standardowo dla Samsunga, producent nie stroni od charakterystycznego balansu bieli, co kończy się chłodniejszą kolorystyką i akcentowaniem błękitów. Niestety, przy mniejszej ilości światła ofiarą padają biele, które zyskują niebieską tintę. Nie spodziewajcie się też, że szybko poruszające się zwierzaki będą ostre, ale to raczej domena każdego smartfonu ze średniej półki cenowej.

Co zaskoczyło mnie po zgraniu zdjęć, żyroskop Samsung Galaxy A35 dość ospale reaguje na obracanie telefonu, w efekcie część zdjęć, które miały być poziome, w podglądzie zobaczymy jako pionowe. Co ciekawe, smartfon w trybie 50 Mpix może i rejestruje więcej detali, ale przez brak wyostrzania, które odbywa się w trybie domyślnym, to zdjęcia 12,5 Mpix mogą wydawać się bardziej szczegółowe. Jednocześnie nie są, choć lepiej wygląda na nich bokeh i to, co dzieje się za obiektem niż przy pełnych 50 Mpix.

Aparat ultraszerokokątny to rozwiązanie, które należy traktować jako dodatek, choć nie spisuje się fatalnie. Spora w tym zasługa oprogramowania, które mocno niweluje efekty rybiego oka. Szczegółowość tego aparatu jest przeciętna w najlepszym, słonecznym scenariuszu i szumy wychodzą na wierzch już przy odrobinę ciemniejszych sceneriach. Jednocześnie fotografie są stosunkowo jasne i zachowują kolory zgodne z głównym aparatem. Gdy światła jest mniej, jakość zdecydowanie spada i nie jest to poziom, który wygląda dobrze na większym ekranie. To jednak standard w tej cenie.

A jak sytuacja wygląda nocą? Samsung Galaxy A35 5G ma nienachalny tryb nocny. Nie wzbudza on mojej nadmiernej ekscytacji, bo nadal nie ma zbyt dużej szczegółowości w kadrach, ale skutecznie rozjaśnia kadr bez generowania nienaturalnych kolorów. Niestety, źródła światła dość znacznie rozchodzą się po kadrze. Poza tym widoczne są znaczne szumy, które może nie psują kadru, ale z pewnością zabierają mu sporo uroku. Aparat ultraszerokokątny zyskuje dzięki trybowi nocnemu sporo na jasności, jednak nadal prezentuje niską jakość zdjęć. Ostatecznie zdjęcia nocne nie robią na mnie wrażenia, ale są akceptowalne.

To samo można zresztą powiedzieć o aparacie makro, który ma trochę wyższą jakość niż ta u konkurencji, ale w dalszym ciągu jest raczej dodatkiem do konstrukcji. Kolorystyka niezbyt zgodna z rzeczywistością, niska szczegółowość oraz wrażenie zamglenia na zdjęciach znacznie oddaliły aparat od używalności. Więcej sensu ma tryb portretowy, który dość sprawnie rozmywa tło, zarówno przy przednim i tylnym aparacie.

Przedni aparat wykonuje zdjęcia z dużą ilością detali i spójną względem innych oczek kolorystyką. Z pewnością zadowoleni będą ci, którzy potrzebują dużej rozpiętości tonalnej – nawet fotografując się z silnym źródłem światła z tyłu nie dochodzi do przepaleń. Jednocześnie kolory cery są nieco podkręcone, bo smartfon decyduje się nieco podnieść temperaturę tonalną na naszej twarzy. Jeśli macie bladą cerę, to najpewniej na zdjęciach będziecie wyglądać cieplej.

Całkiem pozytywne wrażenie Samsung Galaxy A35 5G utrzymuje także przy nagrywaniu wideo, choć są pewne niemiłe dla oka przypadłości jak zielony szum na brzegach ciemniejszych kadrów. Nieco inaczej niż przy zdjęciach, klipy potrafią być nadmiernie nasycone i uderzają po oczach swoimi kolorami. Mają jednak sporo jakości – szczegółowość jest spora, autofokus działa poprawnie i szybko, a stabilizacja, choć bywa subtelna, poprawia odbiór wideo. Najlepiej pozostać przy 4K i 30 klatkach na sekundę, gdyż różnica w jakości jest znaczna, ale i tak materiały prezentują się dobrze w tej klasie cenowej. I to ogólna konkluzja na temat zdjęć i wideo w Samsungu Galaxy A35 5G – są dobre jak na cenę urządzenia.

Akumulator i czas pracy w Samsungu Galaxy A35 5G

Gdybyście mieli zgadywać pojemność ogniwa Samsunga Galaxy A35 5G, niemal na pewno podalibyście prawidłową wartość. Smartfon, podobnie jak inne propozycje producenta i większość smartfonów na rynku, korzysta z akumulatora o pojemności 5000 mAh. Czasy pracy są jednak dość… rozbieżne. Zdarzały się momenty, gdy smartfon pracował zaledwie 4,5 godziny na ekranie – wtedy całą trasę korzystałem z LTE/ 5G. Były też momenty, gdy czas na włączonym ekranie wynosił 8 godzin – wtedy korzystałem wyłącznie z Wi-Fi, a telefon służył głównie do oglądania filmów.

Jaka z tego konkluzja? Exynos 1380 mógłby lepiej radzić sobie z zarządzeniem energią przy korzystaniu z internetu w sieci komórkowej, bo wtedy możecie mieć problem, by wytrzymać pełny dzień. Jednocześnie czekają was nawet dwa dni przy niższym odświeżaniu ekranu i korzystaniu głównie z Wi-Fi. Wymagające zadania, jak gry czy częste przełączanie zasięgu mocno osłabiają akumulator, ale smartfon poradzi sobie w cyklu mieszanym z całym dniem pracy.

Szkoda, że Samsung nadal boi się szybkiego ładowania. Samsunga Galaxy A35 5G od zera do 100% napełnicie najszybciej w 1,5 godziny przy założeniu, że posiadacie kompatybilną ładowarkę, której nie znajdziecie w pudełku. W pierwszy kwadrans możecie odzyskać do 25% energii, a w pół godziny – 40%. Nie naładujecie też smartfonu indukcyjnie.

Samsung Galaxy A35 5G to po prostu dobry średniak od Samsunga

Gdyby nie ekran, mógłbym ten telefon polecać z czystym sumieniem. Wszak producent postawił się nieco konkurencji poprzez ceny – 250 zł mniej względem najtańszego wariantu sprzed roku i 200 zł mniej na start w opcji 8/256 GB, a znając życie lada moment doczekamy się obniżek. To też jeden z niewielu tańszych smartfonów z obsługą standardu eSIM, co docenią osoby w podróży. To co jednak najważniejsze to fakt, że Samsung Galaxy A35 5G dowozi. To nie jest smartfon, który może was rozczarować w znacznym stopniu. Od początku do końca stanowi on bezpieczną kontynuację.

Samsung Galaxy A35 5G to kameleon, który wtopi się w oferty sklepów i operatorów

Samsung może i nie postarał się o to, by pobić konkurencję pod każdym aspektem, ale w rozsądny sposób przedłużył swoją ofertę dla mniej wymagających, ale świadomych klientów. Trudno mieć o to pretensje, skoro formuła się sprawdza. Oczywiście, chciałbym widzieć Samsunga walczącego na śmierć i życie z konkurencją, ale firma nie potrzebuje takiego wyścigu. Wystarczy jej odpowiedni aparat, odpowiednie tempo działania, odpowiedni czas pracy na baterii, a do tego zamknięcie tych aspektów w szczelnej obudowie i naklejenie swojego logo. To dobry smartfon i jeśli nie lubicie ryzyka ani próbowania nowych rzeczy, to zapewne go wybierzecie.