Microsoft Office 2010
Office 2010 - czas na przesiadkę?
Już w lipcu w sklepach pojawi się kolejne wydanie pakietu biurowego Microsoftu. Pokazujemy jego najważniejsze funkcje i piszemy, komu opłaci się aktualizacja.
|
Microsoft zapowiedział wprowadzenie w Office 2010 wielu nowości, licznych poprawek oraz ulepszonego interfejsu. Czy nie są to obietnice bez pokrycia? I czy warto rozważyć aktualizację poprzedniej wersji pakietu? Odpowiedzi dostarcza nasz test wersji beta „Office Home & Business 2010”, którą porównaliśmy z darmowym pakietem OpenOffice i dostępnym w Internecie zestawem aplikacji Dokumenty Google. Pod względem wymagań sprzętowych nowy Office niewiele różni się od poprzednika. Komputer powinien posiadać procesor o częstotliwości taktowania minimum 500 MHz, Microsoft wykorzystał znany już z Office 2007 interfejs użytkownika oparty o wstążki – tym razem został on wprowadzony do wszystkich programów, łącznie z Outlookiem. Nowością są „Kulisy” [„Backstage”], którymi zastąpiono klasyczne menu „Plik”. „Kulisy” są podzielone na trzy części: po lewej znajdziemy funkcje, pośrodku ich ustawienia, a po prawej – szczegółowy podgląd dokumentu. Office 2010 w większym stopniu wykorzystuje też możliwości Internetu i współpracuje z programami biurowymi udostępnianymi przez Microsoft online („Office Web Applications”). |

Kup najtaniej

Chcialbym zobaczyc jak to pracuje na 256RAM i 500MHz...
Wynik jest oczywisty - w zastosowaniach domowych M$ nie ma szans!Pojawia się też pytanie za co się płaci ponad 1500 zł jeśli w efekcie produktywność programu jest taka sama?! Wydaje mi się że należało by oskarżyć M$ albo o zawyżanie ceny pakietów "PRO" albo o dumpingowe ceny pakietów "home"
A prawie 1000 zł za klienta pocztowego do użytku domowego jeśli ktoś chce to gruba przesada.
Ceny pakietów w odniesieniu do zarobków w Polsce to porażka
Ja i tak zostanę przy OO i Thunderbirdzie. Mają wszystko co mnie jest do pracy potrzebne i nie muszę Małomiękkiemu za to płacić, hihie.
Tym niemniej Outlook nareszcie zaczyna nadawać się do użytku o ile uda się wyrzucić 1009 niepotrzebnych funkcji. Problem polega na tym, że wymaga to 3 miesiące pracy. Jeśli dzień pracy kosztuje średnio 300 zł lub więcej, to można powiedzieć, że koszt dostosowania programu przekracza 10 000 zł. I jaką mam gwarancję, że za 2 lata M$$$$ nie przejdzie całkowicie na pracę w chmurze (to chyba pewne) i zupełnie inny interfejs. Ostatecznie te kilkanaście lat pracy z tym szmelcem kosztowało mnie lekko licząc kilkadziesiąt tysięcy. Gorzej być nie może. Tabliczki gliniane i rysik byłyby tańsze nawet uwzględniając piec do wypalania.
Jeśli pytasz po co Outlook do użytku domowego to ja zapytam po co mi Office ?! Przecież też ma odpowiedniki i nie ma sensu kupować. Co nie?..
To samo z Outlookiem. Można go zastąpić (podobnie jak Worda i Excela)