Mobileblog - blog o urządzeniach mobilnych
5 powodów, dla których Chrome OS nie podbije świata (od razu)
Szybkość, prostota, bezpieczeństwo. Chrome OS ma startować w kilka sekund, być superintuicyjny i odporny na wszelki malware, a do tego za darmo! Pięknie, ja chcę takiego systemu! Wydaje mi się jednak, że mimo swoich (zapowiadanych) zalet system firmowany przez Google nie ma przed sobą łatwego zwycięstwa. Dlaczego tak sądzę?
Google od początków swojej popularności kreował się na swoisty anty-microsoft, a pogłoski o przygotowywanym przez tą firmę własnym systemie operacyjnym powracały raz po raz doskonale pokazując, jak wielkie nadzieje i oczekiwania wiązali z nim użytkownicy. Wreszcie Chrome OS, bo tak ma się nazywać rywal Windows ze stajni Google został oficjalnie zapowiedziany i według najnowszych informacji ma być dostępny dla użytkowników już w połowie 2010 roku. Dokładnie tak, jak można się było spodziewać, będzie to oparty na Linuksie system open source zbudowany według koncepcji cloud computing, czyli założenia, że większość działań użytkowników będzie miała miejsce w Sieci. Chrome ma działać zarówno na platformie x86, jak i na procesorach o architekturze ARM, typowych dla smartbooków i palmtopów.
Wolność, równość, braterstwo. Czy jakoś tak.
Google rusza do walki pod sztandarami trzech cnót, które mają wyróżniać ich system operacyjny: szybkości, prostoty i bezpieczeństwa. Chrome ma startować w kilka sekund, aplikacje mają być uruchamiane poprzez przeglądarkę internetową a użytkownik nie powinien musieć martwić się o wirusy, malware i aktualizacje. Acha, no i oczywiście system Google ma być darmowy!
To wszystko brzmi pięknie, niemal zbyt pięknie. Nic więc dziwnego, że pierwsze co mi przyszło na myśl to całkiem spora lista powodów, dla których nowy system wcale niekoniecznie jest skazany na sukces, a jego popularność może okazać się mniejsza niż to wygląda na pierwszy rzut oka.
Czekam niecierpliwie na możliwość przetestowania Chrome'a, ale na razie jestem pełen wątpliwości.
A więc, dlaczego Chrome OS nie podbije świata?
1. Google przeszło na ciemną stronę Mocy
Ścieżka ciemnej strony mocy jest łatwa i kusząca, jak uczył mistrz Yoda - założyciele Google odczuli to na własnej skórze. W miarę rozrastania się firmy i rozkręcania biznesu pojawia się coraz więcej sytuacji wymuszających kompromisy - coraz trudniej utrzymać przyjazny i "ludzki" wizerunek. Dziś ten niedawny jedi oraz dzielny i prawy rycerz na białym koniu nie wygląda już wcale w oczach świata lepiej niż większość innych wielkich korporacji. Co więcej, coraz wyraźniej zaczyna wyłaniać się nowy kształt Google - wizerunek nieprzyjemnie przypominający Wielkiego Brata... Co to ma do Chrome? Upadł więc mit anty-microsoftu, nie ma więc co liczyć na to, że użytkownicy będą instalowali Chrome OS z powodów ideologicznych, tak jak miało to miejsce na przykład z Firefoksem, którego pierwsze wersje, choć pełne błędów, trafiały na dysk jako swego rodzaju manifest. Chrome OS nie będzie miał łatwiej, niż jakikolwiek inny Linux.
2. Lepszy znany diabeł
Parafrazując słynny cytat z "Rejsu", ludzie lubią te systemy operacyjne, które już znają. Dlaczego w netbookach żadne oparte na Linuksie "intuicyjne i super proste w obsłudze" systemy nie wytrzymały konkurencji z Windows XP? Bo superprostej obsługi Linuksa trzeba się było nauczyć, a skomplikowany Windows już był znany. Ten sam problem może wystąpić w przypadku Chrome OS, który choć superprosty, będzie jednak użytkownikowi obcy i będzie wymagał nauki - pozbywania się pewnych nawyków i wyrabiania nowych. Na niekorzyść będzie działać też fakt, że choć Chrome ma być docelowo systemem również desktopowym, to na początek trafi tylko do netbooków. Komu ze "zwykłych użytkowników" (nasze matki, żony i kochanki oraz wszyscy ci, którzy komputerów "tylko" używają) będzie się chciało mieć netbooka z Chrome OS i peceta z Windows?
3. Ja chcę moje aplikacje!
Trudno sobie wyobrazić, żeby w momencie wprowadzenia na rynek Chrome OS nie był wyposażony w podstawowy zestaw aplikacji, takich jak przeglądarka WWW, klient email, komunikator IM, czytnik PDF, pakiet programów biurowych itp. Nieważne, czy będą to aplikacje działające na komputerze, czy online, ważne, że raczej nie będzie ich zbyt wiele. I znów wracamy do casusa netbooków z Linuksem: co z tego, że mam w systemie komunikator, skoro ja chcę moją Mirandę? Co z tego, że mam przeglądarkę grafik, skoro przyzwyczaiłem się do funkcji i interfejsu IrfanView? I tu zaczyna się błędne koło - system nie może zyskać popularności, bo użytkownicy nie mają wyboru aplikacji, a deweloperzy nie piszą aplikacji, bo system nie jest popularny. Pewnym sposobem na wyrwanie się z tego zaklętego kręgu jest zdanie się na rozwijane niezależnie od systemu aplikacje online, ale to też ma swoje wady - patrz punkt 4. Ale skoro już o aplikacjach - jest jeszcze jedna, "drobna" przeszkoda na drodze do tego, żeby Chrome OS podbił desktopy, a nie tylko netbooki: gry.
4. Cloud computing - mglisty pomysł
Co sądzicie o tym, żeby poufne dokumenty z pracy, rozbierane zdjęcia swojej dziewczyny oraz zeznania podatkowe trzymać w Internecie? Jak wam się podoba, że w niektórych miejscach i sytuacjach (na wsi, w piwnicy, podczas lotu samolotem) po prostu nie macie dostępu do swoich dokumentów i aplikacji? A może lubicie wykonywać operacje na swoich plikach w tempie sunącego lodowca, kiedy zrobienie kopii zapasowej 100 MB danych zajmuje pół godziny? Nie lubicie, nie podoba wam się, nie macie zaufania? Ja też nie. Właśnie dlatego cloud computing jeszcze przez jakiś czas nie będzie w stanie zastąpić przetwarzania na komputerze - usługi internetowe są dobre i lubimy z nich korzystać, ale tylko w charakterze uzupełnienia wszystkiego tego co przetwarzamy lokalnie, u siebie. Google chce, żeby Chrome OS był bardzo mocno oparty na aplikacjach i usługach sieciowych. Może USA są już społecznie i nfrastrukturalnie gotowe na przenosiny do Chmury (chociaż wątpię), ale reszta świata raczej nie jest.
5. Albo lekki, albo popularny
Nie ma lekko - żeby system był szybki i prosty trzeba ograniczyć liczbę wbudowanych funkcji i pulę urządzeń, które jest w stanie obsłużyć bez konieczności wyszukiwania specjalnych sterowników, a jeśli ma być popularny, musi obsługiwać tychże urządzeń jak najwięcej. W przypadku OS X ten problem został rozwiązany przez użycie niedużej liczby zamkniętych konfiguracji sprzętowych, a w przypadku Windows przez wielkie systemowe bazy sterowników spowalniające działanie całości. Co zaoferuje użytkownikom Google ? Czyżby Chrome OS można będzie bez problemu zainstalować tylko na niektórych komputerach i podłączać do niego tylko wybrane peryferia? Pewnym sygnałem mogą być zapowiedzi przedstawiające Chrome OS jako system na netbooki - urządzenia tej klasy w 89 przypadkach na 100 praktycznie nie różnią się konfiguracją sprzętową...
A wy, jak myślicie? Jaki udział w rynku będzie miał Chrome OS pod koniec 2010 roku? I czy wy sami zamierzacie z niego korzystać?

Kup najtaniej

A czy chrome podbije świat? Wątpie, z płatnych os-ów MS i Apple trzymają sie dobrze, z darmowych jest już linux. Gdzie tu mijesce na kolejny?
Chrome nawet nie ma w wersji alfa, samo jego dopracowanie do używalności może zająć 5 lat, a jeszcze długo baza softu i sterowników na ten system bedzie biedna.
I czas już skończyć z tymi wszystkimi mitami.
Moim zdaniem Chrome ma szanse zdobyć coś ze 2-3% rynku tak na początek. A potem może być różnie ;-P
"Systemu nikt na oczy nie widział a już każdy redaktor w internecie o nim pisze i w dodatku ma wyrobione zdanie!"
Zdziwiony? Przecież o google os piszą wszędzie od dawna i w ogóle to ciekawy temat. A zdanie można sobie wyrobić na podstawie tego, co już wiadomo. Co za problem?
Nie mam też dobrych skojarzeń z cloud computing - mam wrażenie, że ten model się skompromituje...
W przypadku gdy istnieją repozytoria, to problem malware jest rozwiązany, bo całe, lub też większość oprogramowania jest do poprania z zasobów które są sprawdzone pod tym kątem linijka po linijka po linijce przez rzesze ochotników. Brak umiejętności posługiwania się linuxem wychodzi tutaj na plus dla użytkownika, gdyż po prostu nie będzie w stanie poradzić sobie ze skomplikowaną instalacją szkodliwego oprogramowania, a nawet nie będzie mu się chciało, gdy w przeciwwadze ma jedno kliknięcie myszką na nazwie programu z repozytorium. Co do przewagi wśród netbooków, to XP pojawia się tam tylko gdzie wynika to z działań marketingowym Microsoftu, a i tak są równolegle na rynku wersje z Linuxem
"Co sądzicie o tym, żeby poufne dokumenty z pracy, rozbierane zdjęcia swojej dziewczyny oraz zeznania podatkowe trzymać w Internecie?"
Nie dokumenty i dane mają znajdować się w sieci ale oprogramowanie. Być może w końcu programy takie jak irfanview czy inne o których pisze autor będą wydane również w wersji pod przeglądarkę. Już w tej chwili jest tego całe mnóstwo! Szczególnie jeżeli chodzi o systemy wykorzystywane np. w przemyśle (systemy jakościowe, magazynowe, zarządzania działami produkcji IT, HR, finansów itd.)
Są to sprawdzone i optymalne rozwiązania! Czemu nie skorzystać z nich do celów indywidualnych użytkowników?
Inny argument autora:
"Jak wam się podoba, że w niektórych miejscach i sytuacjach (na wsi, w piwnicy, podczas lotu samolotem) po prostu nie macie dostępu do swoich dokumentów i aplikacji?"
Niedługo też pójdzie w zapomnienie, sam autor będzie się z niego śmiał (albo się zawstydzi). Wyobrażacie sobie dzisiaj brak np. sygnału radiowego fm w dowolnym miejscu w Polsce? A telewizyjny (nie koniecznie naziemny, również satelitarny)? A telefony komórkowe? Choć jeszcze można znaleźć miejsca gdzie są problemy z zasięgiem to jest ich coraz mniej.
Jeśli chodzi o problemy z dostępem do Sieci, to bardzo chciałbym "wkrótce" śmiać się z braku sygnału w samolocie, metrze czy na głębokiej prowincji (gdzie jeździmy na wakacje). To niestety nie kwestia technologii, ale pieniędzy - tam po prostu nie opłaca się Internetu udostępniać. Jeśli "wkrótce" to 6-8 lat, to zapewne coś się w tej sprawie zmieni. Jeśli 3-4 lata, to sorry, ale pozostaję sceptyczny.
Niecierpliwie czekam na jakiekolwiek fakty na temat Chrome OS - dopiero wtedy można będzie naprawdę ocenić jego mocne i słabe strony. Jak na razie wszystko, co mamy, to dywagacje.
(Coś mi mówi, że szczegóły poznamy szybciej, niż by się mogło wydawać, ale nie tak szybko, jak mieliśmy... :-)