Przejdź na skróty do treści. | Przejdź do nawigacji

Zapamiętaj mnie Przypomnij hasło Rejestracja
Wersja mobilna
Newsletter
Zgłoś uwagę
RSS

Blogi

rozwiń
Strona główna Blogi Siećpospolita Polska - blog geeka 2010 01 Magiczny Avatar - arcydzieło kina XXI wieku

Siećpospolita Polska - blog geeka

Magiczny Avatar - arcydzieło kina XXI wieku

Prawdziwe kino wyobraźni umarło? Takie wrażenie można odnieść po ostatnich superprodukcjach z Hollywood. Wielkie nadzieje wiązałem z Avatarem. I się nie zawiodłem.

Avatar wskrzesił kino science-fiction
Avatar wskrzesił kino science-fiction

Przed premierą usiadłem i zastanowiłem się, jakie filmy w ciągu ostatnich lat spowodowały podobne uczucia, co kiedyś Gwiezdne Wojny, Indiana Jones, Otchłań, Terminator, Władca Pierścieni, Matrix, i tak dalej. Ciężko było, oj ciężko. Nowy Star Trek jest niewątpliwie godny polecenia – J. J. Abrams odświeżył tę nudnawą serię i stworzył widowiskowe i spektakularne kino akcji z niebanalną opowieścią i świetną narracją. Warto też wspomnieć o Szklanej Pułapce 4.0, gdzie twórcy nie silili się na modne ostatnimi czasy przeintelektualizowane kino i pokazali ponownie Bruce’a Willisa zabijającego w widowiskowy sposób tysiąc bandziorów umieszczając go pośród innych, ciekawie wykreowanych postaci i realiów. Kultowe onelinery i umiejętnie zaprezentowana fabuła pozwoliła się znakomicie bawić i przypomnieć co w starych filmach było takiego fajnego.

Warta odnotowania jest również seria Transformers Michaela Bay’a, który podszedł do tematu z jajami i stworzył luźny (wręcz luzacki) film o robotach zamieniających się w samochody, które tak dobrze znaliśmy z dzieciństwa i czasów królowania wypożyczalni kaset wideo. Na deser zostawię cudowną trylogię Piratów z Karaibów Verbinsky’ego, która wykorzystuje wszystkie najlepsze elementy klasycznego kina przygodowego, dodając możliwości, jakie daje nowoczesna technika.

Ale jak sami widzicie, wszystkie te filmy są super nie dlatego, bo podchodzą na nowo do tematu, a właśnie dzięki czerpaniu z najlepszych wzorców. Model kina, jaki wykreowali George Lucas, Steven Spielberg, Robert Zemeckis i James Cameron po prostu sprawdza się dla mojego pokolenia najlepiej. Wszystkie nowe filmy, które mi się podobały, garściami korzystały z patentów, jakie już widziałem. Nie było żadnego momentu takiego, jak kciuk do góry w Terminatorze II, ruszający na polowanie Tyranozaur z Jurrasic Park czy desperacki szturm na Gwiazdę Śmierci w Powrocie Jedi. Nowe filmy potrafią być wciągające, potrafią zachwycać zdjęciami i zaskakiwać fabułą, ale brakuje tego dreszczyku, tej dziecięcej wręcz radości z przeniesienia się do innego świata, wykreowanego przez film. Dlatego też, jak James Cameron zapowiedział zakończenie prac nad Avatarem, podchodziłem do tematu bardzo sceptycznie.

James Cameron to artysta mojego dzieciństwa. Spod jego ręki wyszły Otchłań, dwa pierwsze Terminatory, Prawdziwe Kłamstwa i druga część Obcego. Mówcie co chcecie, ale nawet Titanic był, moim zdaniem, kinem wybitnym (a że nie każdy lubi melodramaty, to już inna kwestia). Warto zaznaczyć, że każdy z filmów Camerona wyznaczał również nowe techniczne standardy kina. W Otchłani znajdowała się pierwsza, fotorealistyczna animacja komputerowa w filmie pełnometrażowym. Z kolei Obcy – Decydujące Starcie był absolutnym mistrzostwem świata, jeśli chodzi o efekty mechaniczne. Terminator 2… no cóż. Wszystkie dzisiejsze filmy bazują na technologii właśnie z Ostatecznej Rozgrywki. Pewnie, dodano kilka petencików, jak ujęcia z Matriksa, ale to są detale. Avatar miał wprowadzić nową jakość do kina, i to nie tylko zdaniem marketingowców, ale osób, które widziały przedpremierową wersję filmu. Biorąc pod uwagę, że to dzieło Króla Świata (tak się nazwał Cameron po otrzymaniu rekordowej ilości Oskarów za Titanika), uwierzyłem. Miałem rację?

Po raz pierwszy od wielu lat idąc do kina film kilkukrotnie przewyższył moje i tak już wygórowane wymagania. Avatar wciąga od pierwszych pięciu minut. Estetyka tego filmu, bajkowy klimat, pomysł, narracja, kadry i ujęcia, muzyka i opowieść, która nie zostaje w tyle za technikaliami, a urzeka i wciąga, spowodowały, że ten film, mimo iż trwał niespełna 3 godziny, mógłby trwać jeszcze drugie tyle. Technika 3D, z jaką został nakręcony, nie irytuje. Nie ma tu tandetnego efekciarstwa, za to jest cudowna głębia. Na ekranie nie widzimy efektów specjalnych, które nam przypominają, że jesteśmy w kinie. Nie ma tu wirujących przed oczyma przedmiotów „przed” ekranem. Wszystko na ekranie wygląda tak, jak byśmy to widzieli na żywo. Piękna głębia uzupełniona jest przez najbardziej spektakularne efekty specjalne jakie kiedykolwiek widziałem. Ale i tu nie ma taniego efekciarstwa czy wymuszania efektu „wow” na widzu. Ten film nie ma tej „mistrzowskiej sceny”. Każda jego minuta to majstersztyk wszystkich trybików całości kina. Składają się na nie muzyka, opowieść, postacie, zdjęcia i magia. Tak, magia. James Cameron przypomniał co to znaczy magia kina, o której zdaje się większość osób zdążyło zapomnieć. Gwarantuję, że przez cały seans będziecie siedzieć z rozdziawioną buzią i bawić się jak dzieci. Wiem już co czuli ludzie na premierze Gwiezdnych Wojen.

Wojowniczy Na'vi stoją na drodze ludzkości przed wielkim bogactwem
Wojowniczy Na'vi stoją ludzkości na drodze do wielkiego bogactwa

Avatar opowiada historię żołnierza, Jake’a Sully’ego, który na skutek paraliżu kończyn zakończył swoją karierę. Jednak śmierć jego brata daje mu szansę uczestnictwa w rewolucyjnym projekcie naukowym. Na odległym księżycu Pandora naukowcy opracowali metodę na zdalne sterowanie ciałami zwierząt innych gatunków. Specjalnie wyhodowane klony tych istot posiadają fragmenty DNA osoby, która owym zwierzęciem steruje. Klony są bardzo drogie, więc śmierć brata głównego bohatera była dużym ciosem finansowym dla projektu. Na szczęście rodzeństwo ma podobny kod genetyczny, więc nasz bohater, w zamian za przywrócenie do służby i pokaźną sumę pieniędzy, udaje się na Pandorę, by otrzymać własnego „awatara”. Okazuje się nim Na’vi, człekokształtna, rozumna istota, która zamieszkuje księżyc. Ich „awatary” są wykorzystywane do dyplomacji – tubylcy nie są skłonni do dyskusji z ludźmi, którzy niszczą lesistą Pandorę swoim przemysłem, a rozmowa z kimś podobnym do nich wzbudza w nich nieco więcej zaufania. Sully ma pecha już podczas swojej pierwszej misji – zostaje zaatakowany przez dzikie zwierze i gubi się w dżungli. Życie ratują mu nieufni Na’vi, którzy tymczasowo udzielają mu chłodnej gościny. Ludzie postanawiają wykorzystać tę okazję, by poznać Na’vi, ich słabości i sekrety, by móc lepiej ich wykorzystywać. Sully musi zdobyć ich zaufanie. Zapędza się w tym jednak nieco za daleko… dalej opowiadać nie będę, szkoda psuć seansu. Historia sama w sobie nie jest super-głęboka, momentami wręcz banalna (aczkolwiek zachowuje oryginalność). Czy to zarzut? A czy Indiana Jones miał super-odkrywczą fabułę? Czy Gwiezdne Wojny poruszyły nieznane dotąd tematy? Avatar też tego nie robi. Opowiada śliczną opowieść, baśń wręcz i nie sili się na nic więcej. I bardzo dobrze!

Jeśli chodzi o warstwę audiowizualną, to współgra idealnie z fabułą. James Cameron jest Królem Świata pełną gębą. Pandora wygląda nie-wia-ry-go-dnie. Nie tylko ze względu na wybitnie wyrafinowane techniki efektów specjalnych i scenografii, ale przede wszystkim na pomysł. Księżyc tętni życiem, jest pięknym ekosystemem, który mimo swojej baśniowości wygląda jak prawdziwy. Dobór kolorów, krajobrazów, fauna i flora, kadry, wszystko to tworzy piękną, spójną, cudowną całość. Na filmie byłem dwa razy i wciąż mi mało. Bardzo chcę wrócić na Pandorę. Zresztą to nie tylko moje wrażenie, spora część moich znajomych wyznała mi, że jak się skończył ten film i zrozumieli, że to koniec, trzeba wyjść z kina, to robiło im się… smutno. Świat Camerona jest tak dobrze opowiedziany i przedstawiony, że podczas seansu się tam po prostu przenosimy. To niecałe trzy godziny spędzone w hipnotycznym raju, który brutalnie kończy się napisami końcowymi. Żaden film w historii kina nie stworzył tak pięknej, magicznej a zarazem tak przekonującej iluzji.

Czy warto iść na Avatara? Bezwarunkowo! Pamiętajcie tylko, by wybrać seans Dolby Digital 3D (olejcie analogowego IMAX-a, nie jest tego wart), zająć miejsca na środku sali (siedząc z boku będą pewne usterki w efektach 3D) i koniecznie oczyścić wręczone okulary do 3D z paluchów i syfu, by was potem głowa nie bolała. Wyśpijcie się przed filmem, nie idźcie na niego na siłę. Odprężcie się i dajcie mu szansę, współpracujcie z filmem. A gwarantuję przygodę, którą będziecie długo wspominać. Ja wkrótce idę trzeci raz do kina. Marzy mi się już kopia na Blu-ray w domu.

Polecam też alternatywną recenzję na Blog.EXE

Dodaj komentarz 18 komentarzy
Gość IP: 89.171.47.* 2010.01.06 14:19
"...spowodowały podobne uczucia, co kiedyś Gwiezdne Wojny, Indiana Jones, Otchłań, Terminator, Władca Pierścieni, Matrix..."
Ja też żygałem przy tych homoperach, chociaż terminator miał trochę akcji.
Gwiezdne Wojny - bajka o królewiczu, królewnej, złym władcu, czarnoksiężniku, białoksiężniku i krasnoludkach...bueeeee
Indiana Jones - facet popisuje się odwagą żeby zaliczyć paniusie..i pełno debilnych hokusówpokusów.
Otchłań - można się zanudzić na śmierć.
Władca Pierścieni - homoseksualna wersja Gwezdnych Wojen.
Matrix - dowód że Polacy są naprawdę głupi. Maszyny używają ludzi żeby wytworzyć z nich napięcie 1,5 wolta bateryjki, cały czas karmiąc ich i ogrzewając, czyli zużywając minimum 100 watów, gdyż nie mają słońca ani pojęcia że w Ziemi są miliony ton radioaktywnych minerałów, nie mówiąc już o cieple geotermalnym, wietrze i energii oceanu.
Autor artykułu zapomniał o jeszcze jednym badziewiu jakim był Harry Potter - obejrzałem tylko jakieś 10 minut i zasnąłem.
tentomasz
tentomasz 2010.01.06 14:35
cool story bro
Gość IP: 77.253.34.* 2010.01.06 14:36
Po obejrzeniu Avatara dwukrotnie (raz w kinie Dolby Ditital 3D i drugi raz w IMAX 3D) mogę dodać od siebie tyle: ten film został zrobiony dla IMAXA i jego olbrzymiego ekranu. Na początku bałem się, że będzie się to źle oglądać na takim olbrzymie, ale po założeniu okularów i rozpoczęciu seansu wrażenie znika. Nie wiem czy odczucia innych są podobne, ale obraz 3D wygląda na mniejszy, niż analogiczny 2D (wystarczy podczas seansu zdjąć okulary). W kinie Dolby Digital miałem wrażenie, że oglądam obraz ograniczony czarną ramą. Dodatkowo w IMAX miałem wrażenie, że dostrzegam więcej szczegółów. Jeśli chodzi o ogólne wrażenia z filmu, to są bardzo zbliżone do wrażeń autora. Po wyjściu z kina nie mogłem przestać myśleć o wykreowanym przez Camerona świecie. A jeśli chodzi o poprzedni komentarz, to cóż, mogę powiedzieć jedno: małe dzieci przygodę na świecie zaczynają od fazy destrukcji: burzenia, kopania, zrzucania na ziemię i obryzgiwania błotem. Bo to jest łatwe i daje dużo radochy.
Niestety, niektórzy nie wyrastają z tej fazy rozwoju.
Gość IP: 94.75.121.* 2010.01.06 14:39
skoro kolega potrafi krytykować, niech poda filmy którymi on się zachwyca (jeśli takowe istnieją). ;)

Po obejrzeniu nowego Star Treka naszła mnie nieodparta ochota przypomnienia sobie pozostałych dziesięciu filmów, oczywiście tym razem w bluray :]
Gość IP: 83.14.152.* 2010.01.06 14:52
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ: PLUSY świetny SHOW, oglądać TYLKO w kinie z 3D, a teraz MINUSY(własne spostrzeżenia): 1.odświeżona historia Pocahontas, 2."kilogram minerału kosztuje $$$" - ale on się unosi w powietrzu, więc jak go ważą? 3.wtyczki łączące avatara z człowiekiem - zalatuje Matrixem, 4.Przy "drzewie przodków" nie działają radary i skanery, ale działa radiokomunikacja? 5.worki z piaskiem(?), jako umocnienia bunkrów na grzbietach samolotów. - bo diabeł tkwi w szczegółach
Gość IP: 89.77.27.* 2010.01.06 14:53
Śpij dalej, gościu IP:89.171.47. Dobrej nocy. I nie budź się więcej!
Gość IP: 89.171.47.* 2010.01.06 14:54
"...obejrzeniu nowego Star Treka..." - ale przypał!
Ja lubię niektóre filmy ale niewiele na prawdę bardzo. Podobał mi się Czas Apokalipsy, Seksmisja, Podwójne Życie Weroniki z wyjątkiem okropnego dubbingu, Czerwony, Pulp Fiction, Szeregowiec Ryan, Black Cat i wiele wiele innych których nie jestem w stanie wymienić. A niedojrzałe to jest podniecanie się takim przypałem jak Matrix czy Titanic, właściwie to jest onanizm.
Gość IP: 89.171.47.* 2010.01.06 14:56
Obudziłem się. Avatara nie obejrzę.
artkicz
artkicz 2010.01.06 15:09
a nie mowilem pare tygodni temu ze film sie wam spodoba? ;-P
Gość IP: 212.67.156.* 2010.01.06 15:16
szturm na gwiazde smierci byl w czesci 4 czyli nowej nadziei nie 6 (powrot jedi)...
mgajewski
mgajewski 2010.01.06 15:36
Były dwie Gwiazdy Śmierci... :>
wojtekwx
wojtekwx 2010.01.06 15:43
zgadzam się z tym, że wymienione filmy są świetne... też jestem fanem tych reżyserów i żałuję, że u mnie nie ma kina 3D...
Gość IP: 86.30.188.* 2010.01.06 17:51
2."kilogram minerału kosztuje $$$" - ale on się unosi w powietrzu, więc jak go ważą?
No tu się kłania znajomość fizyki. Pierwsze co mi przychodzi na myśl to zjawiska odrzutu. np. w samolocie prędkość gazów razy ich masa równa się prędkości samolotu razy jego masie. Albo podobnie: dwie zderzające się bile....
Gość IP: 90.156.37.* 2010.01.06 23:10
Hehe, Też poczułem się jakbym oglądał pocahontas, ale to również nadaje pewnego uroku. Występuje tu wiele stereotypów telewizyjnych, postaci, zachowań i wszystko osadzone w idealnej równowadze. Film polecam wszystkim i nie tylko młodszym widzom ale również i tym starszym! A kolega "krytyk", który tak narzeka na kultowe kino, nie gustuje przypadkiem w takich filmach jak "Step up" albo "Just dane"? Bo tak to wygląda :) Pozdrawiam! P.S. jak w języku na'vi brzmiało słowo "debil"?//Dany
Gość IP: 89.171.47.* 2010.01.06 23:51
Komentarz został usunięty ze względu na naruszenie zasad serwisu.
Gość IP: 217.17.44.* 2010.01.07 09:31
2."kilogram minerału kosztuje $$$" - ale on się unosi w powietrzu, więc jak go ważą?

Nie myl masy z ciężarem. Skoro unosi się w powietrzu, to ma pewnie gęstość powietrza (chyba, że oddziałuje jakoś z podłożem, np. jak magnes odpychający inny magnes - nie oglądałem jeszcze filmu). Mase wyznaczysz mnożąc gęstość i objętość materiału.
Gość IP: 217.97.174.* 2010.01.31 01:43
w powrocie jedi tez byl szturm na gwiazde smierci "znawco"
Gość IP: 217.97.174.* 2010.01.31 01:45
w powrocie jedi tez byl szturm na gwiazde smierci "znawco"
Siećpospolita Polska - blog geeka
Autor: maciej gajewski
Redaktor CHIP-a. Jedyny geek na świecie, który jest z tego dumny. Uzależniony od Internetu, gier komputerowych i Gwiezdnych Wojen. Wie, że ma zawsze rację.
Liczba postów: 165
Liczba komentarzy: 3239
Liczba wyświetleń: 475930
Data postu: 06.01.2010, 14:35
Liczba wyświetleń: 1847
Tagi postu: avatar , rozrywka
Sonda
Wyraź swoją opinię

Telefony

Play.pl
Cena: 449.00
  • Dotykowy wyświetlacz Super LCD
  • Aparat 5 Mpix z flashem LED
  • Nagrywanie filmów HD
  • Funkcja DLNA
Cena: 1.00
  • Ekran dotykowy 2,6 cala
  • Aparat fotograficzny 2 Mpix
  • Łatwy dostęp do sieci społecznościowych
  • Wysuwana klawiatura
CENEO Kup najtaniej
A4-TECH KD-800L A4-TECH KD-800L
Dostępny w 31 sklepach
Sprawdź CENY tego produktu
Toshiba Slim 3 (PA3681E-2PRP) Toshiba Slim 3 (PA3681E-2PRP)
Dostępny w 7 sklepach
Sprawdź CENY tego produktu
CASE LOGIC VNB 217 CASE LOGIC VNB 217
Dostępny w 53 sklepach
Sprawdź CENY tego produktu
LG W2286L LG W2286L
Dostępny w 20 sklepach
Sprawdź CENY tego produktu

Video

nowe filmy