Bitcoin nie sprawdza się jako waluta

Fot. Piotr Sokołowski
Bitcoin został zaprojektowany jako alternatywa dla tradycyjnych walut, emitowanych przez banki centralne. Nasz system finansowy oparty jest na kredytach i zaufaniu do banków oraz rządów. Kryptowaluty miały być zdecentralizowaną alternatywą dla klasycznego systemu walutowego, tymczasem okazuje się, że bitcoin pada ofiarą własnej popularności. Po wywindowaniu ceny do kilkudziesięciu tysięcy dolarów za jedną monetę, praktycznie nie opłaca się wymieniać go na towary czy usługi. Analizujemy - dlaczego.

Pierwszy kłopot bitcoina – opłaty

Wszystko przez opłatę pobieraną od każdej transakcji na utrzymanie sieci. Pod koniec grudnia średnio za transakcję w sieci bitcoin trzeba było zapłacić 37 dolarów. Ta cena nie jest stała i zależy w pierwszej kolejności od aktualnego kursu bitcoina i od tego, ile bajtów będzie zajmował blok, w którym nasza transakcja zostanie uwzględniona. Tak wysokie prowizje sprawiają, że nieopłacalne stają się mikropłatności, które przecież w internecie są bardzo częste. Między innymi platforma Steam zrezygnowała po dwóch latach z przyjmowania bitcoinów.

Średnia transakcja w w sieci bitcoin w grudniu kosztowała 37 dolarów (graf. BitcoinFees)

Społeczność jednak stara się coś zrobić w tym zakresie i tworzy nakładkę, która zminimalizuje opłaty transakcyjne. Lightning Network pozwoli nawiązać stałe połączenia pomiędzy kontrahentami, którzy często przesyłają sobie wirtualne pieniądze. Wyjęcie transakcji z sieci jest protezą, która tylko pozornie rozwiązuje główny problem BTC. Niestety ta operacja po ustanowieniu kanału wymagać będzie zamrożenia części pieniędzy. Oznacza to porzucenie elastyczności rozproszonej sieci, jaką jest bitcoin, na rzecz zdecentralizowanych podsieci. Podobną operację chce też przeprowadzić twórca ethereum, które ma podobne problemy.

Lightning Network ma ułatwić mikrotransakcje w sieci bitcoina (graf. Igbe Obinna)

Proszę czekać na realizację transakcji

Kryptowaluty, które wymagają tzw. Proof of Work, czyli zatwierdzania transakcji przez obliczanie kolejnych łańcuchów blokowych, z czasem ujawniły jeszcze jedną, bardzo poważną wadę tego systemu. Chodzi o czas realizacji transakcji, który staje się coraz dłuższy. Możliwość teoretycznie natychmiastowej wymiany pieniędzy pomiędzy najdalszymi częściami świata, z pominięciem czasochłonnego księgowania w bankach, była największą zaletą bitcoina. Jednak wraz z rosnącym obciążeniem sieci czas realizacji transakcji wzrasta i obecnie wynosi średnio około 10 minut. Ze względu jednak na duże zainteresowanie, operacje są rejestrowane zdecydowanie wolniej. Niekiedy sfinalizowanie bitcoinowego przelewu może zająć kilkanaście a nawet kilkadziesiąt godzin. Jednym z możliwych rozwiązań tego problemu mogłaby być zmiana protokołu kryptowaluty. Wiąże się to jednak z niebezpieczeństwem przypadkowego osłabienia zabezpieczeń, kosztem szybkości transakcji.

Duże obciążenie sieci wydłuża transakcje nawet do kilkudziesięciu godzin (graf. Blockchain.info)

Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?

Słabym ogniwem, jeśli chodzi o kryptowaluty, są też giełdy, które służą do wymiany wirtualnych pieniędzy na zwykłe – głównie dolary. Niestety ten element systemu dość często zawodzi. Przykładem może być ostatnie załamanie kursu bitcoina przed świętami. Jedna z największych giełd kryptowalut CoinBase przestała wtedy wymieniać wirtualne pieniądze. Takie przypadki zdarzają się również i bankom, choć zdecydowanie rzadziej niż ma to miejsce na wirtualnym rynku.

W Polsce banki objęte są Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, który zabezpiecza lokaty klientów do 100 tysięcy euro. W razie upadku banku państwo wypłaci pieniądze poszkodowanym. Oczywiście BFG ma ograniczone możliwości. Według danych za 2016 rok, na kontach funduszu znajdowało się nieco ponad 14 miliardów złotych, co wystarcza w wypadku problemów jednej lub kilku instytucji. Natomiast w przypadku globalnego kryzysu, jaki kilka lat temu dotknął kraje Zachodniej Europy, taka kwota może nie wystarczyć. Przekonali się o tym klienci cypryjskich banków, którzy w 2013 roku nie mogli wypłacić pieniędzy po tym, jak rząd opodatkował lokaty, próbując ratować budżet państwa.

Warto dodać, że inwestycje w kryptowaluty nie są objęte gwarancjami BFG, ponieważ w świetle prawa nie są lokatami bankowymi. Inwestowanie w nie wiąże się więc ze sporym ryzykiem, jeśli weźmiemy pod uwagę duże wahania kryptowalut i problemy z wymianą w chwilach kryzysowych.

Kryzys w strefie euro w 2013 roku zmusił władze Cypru do opodatkowania lokat bankowych (graf. Hslergr1)

Iluzja złotego standardu

To co miało być siłą bitcoina, stało się jego dużym problemem. Bitcoin został zaprojektowany w kontrze do tradycyjnych walut. W założeniu istnieje ograniczona maksymalna liczba monet – dokładnie 21 milionów, które są pozyskiwane na podobnej zasadzie jak cenne kruszce podczas tzw. gorączki złota w Stanach Zjednoczonych. Stąd wzięły się żargonowe określenia: „górnicy” i „kopanie kryptowalut”. Wartość bitcoina, podobnie jak złota, rośnie – jak w przypadku każdego dobra, którego jest ograniczona ilość. Z tego powodu póki co BTC stanowi dość dobre aktywo do oszczędzania, natomiast nie najlepsze do regularnego obrotu w gospodarce. Wyobraźmy sobie, że ktoś przychodzi do sklepu ze sztabką złota. Można za nią wiele kupić, natomiast raczej sklep nie wyda nam reszty. Zwłaszcza jeśli chcemy kupić tylko coś na obiad i kolację.

Bitcoin został zaprojektowany tak, aby jego cena rosła w czasie podobnie do wartości złota (graf. Goldprice.org)

Pomiędzy bitcoinem a złotem, poza podobieństwami, są również różnice, które napawają niepokojem. W przeciwieństwie do kryptowalut złoto ma wartość niezależnie od tego, czy w banku jest prąd, czy też go nie ma. W najgorszym wypadku, sztabkę złota można wykorzystać do produkcji elementów elektroniki, kabli czy nawet ozdób. Bitcoin bez sieci i „górników” po prostu nie istnieje. Wystarczy więc, aby koparki używane do obliczania kolejnych łańcuchów blokowych bitcoina przerzuciły się na inne kryptowaluty, a bitcoin będzie wart nawet mniej niż papierowe pieniądze w czasie hiperinflacji. Paradoksalnie jest to zatem waluta tak samo oparta na wierze (fiducjarna) jak klasyczne pieniądze nieoparte na standardzie złota czy srebra.

Cyfrowe „górnictwo”

Bitcoin funkcjonuje dzięki technologii zwanej łańcuchami blokowymi. To one tworzą sieć, każda transakcja jest zatwierdzana przez „górników”, czyli osoby obliczające kolejne rekordy, bloki rejestru, w których zapisywana jest historia transakcji. Potrzebna jest do tego spora moc obliczeniowa. I jak wiadomo może to być całkiem intratnym biznesem. Dużo zależy od ceny prądu, z tego powodu koparki kryptowalut często powstają w krajach, w których energia elektryczna jest stosunkowo tania.

Najniższe ceny prądu są w Rosji i Chinach i to tam działa najwięcej „kopalni” kryptowalut. Pomimo prawie trzy razy droższego prądu niż na Syberii, okazuje się, że w Polsce również opłaca się obliczać kryptowaluty. O tym zjawisku z lokalnej perspektywy opowiada reportaż youtubera Krzysztofa Gonciarza, który możecie obejrzeć powyżej. Widać w nim karty graficzne, wykorzystywane do obliczania kryptowalut. Stosuje się też specjalistyczne układy ASIC, które nadają się tylko do „kopania” wirtualnych pieniędzy i są zdecydowanie bardziej skuteczne niż GPU. Jednak karty mają ten walor, że można je w każdej chwili sprzedać. To w części pozwala na zwrot kosztów inwestycji.

Rynek zweryfikuje

Fascynacja blockchainem wydaje się powoli słabnąć. Pojawiają się pierwsze rysy na tej obiecującej technologii. W ciągu najbliższych 2-3 lat powinniśmy spodziewać się rozczarowań, związanych z kryptowalutami. Będzie to okres weryfikowania przez rynek, które rozwiązania są efektywne, a które nie wytrzymują próby w codziennym, powszechnym użytku. Możemy zatem obserwować pęknięcie bańki spekulacyjnej. I to dobra informacja – ponieważ na rynku zostaną tylko sprawdzone rozwiązania.

Technologia blockchain wchodzi w fazę rynkowego sprawdzania (graf. Gartner)

Powstają też rozwiązania konkurencyjne dla łańcuchów blokowych. Jednym z nich jest IOTA, kryptowaluta stworzona z myślą o internecie rzeczy. Trzeba jednak pamiętać, że IOTA jest oparta na zupełnie nowej strukturze danych. To czy się sprawdzi i czy jest bezpiecznym systemem transakcyjnym okaże się zapewne w ciągu kilku lat. Pierwsze luki w zabezpieczeniach tej waluty udało się już wychwycić naukowcom z MIT. Łańcuchy blokowe są zdecydowanie lepiej poznane i przetestowane w rożnych konfiguracjach. Z tego powodu możemy spodziewać się, że raczej ta technologia pierwsza „zagrozi” tradycyjnemu systemowi walutowemu.

Aby zrealizować transakcję w IOTA, trzeba potwierdzić poprawnie dwie inne losowe transakcje (graf. IOTA)

Inteligentne kontrakty

Prawdopodobnie idziemy w stronę wymiany barterowej na szeroką skalę przy użyciu kryptowalut. Blockchain bardzo dobrze sprawdza się jako rejestr. To zastosowanie technologii łańcuchów blokowych może jako pierwsze być poważnym wyzwaniem dla instytucji państwowych. Dobrym przykładem są umowy pomiędzy firmami, które mogłyby być zawierane bez pośredników. Nie trzeba wtedy potwierdzać ich notarialnie i z udziałem prawników. Zamiast tego kontrakt zostanie zapisany w postaci łańcuchów blokowych w publicznym rejestrze. Podobne rozwiązanie znacznie przyśpieszyłoby działania na rynku – i bez dodatkowych kosztów.

Konkurencja dla systemu bankowego

Zagrożenie dostrzegają banki i instytucje finansowe. Na razie żadna z kryptowalut nie sprawdziła się jako alternatywa dla tradycyjnych pieniędzy i kart kredytowych. Jednak możemy być pewni, że prędzej czy później powstanie wygodna zdecentralizowana alternatywa dla systemów bankowych, które działają z dużym opóźnieniem i nie są dostępne w weekendy i święta. Instytucje finansowe zaczęły już blokować konta, wykorzystywane do handlu kryptowalutami. Także VISA zdecydowała się zablokować karty debetowe, używane do płacenia bitcoinami. A firmy, które oferowały takie usługi, zapowiedziały, że stworzą bank oparty na technologii blockchain i kryptowalutach, aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

VISA też reaguje na kryptowalutowy boom (fot. Crypto Chan)

Ripple – kryptowaluta zaprojektowana dla banków

Banki zresztą nie tylko utrudniają handel kryptowalutami, czym chcą zniechęcić do nich klientów – prezesi banków doskonale zdają sobie sprawę z zalet technologii łańcuchów blokowych i starają się ją zaadaptować zanim pojawi się realna alternatywa dla bitcoina. Jednym z udanych pomysłów jest kryptowaluta ripple. Od bitcoina odróżnia ją między innymi centralizacja, 70 procent wszystkich monet ripple kontrolują banki i instytucje finansowe. Została ona zresztą zaprojektowana jako kontra wobec powolnego systemu przelewów międzybankowych. Ripple nie jest oparta na „kopalniach” i „górnikach” jak BTC. Co miesiąc firma Ripple Lab emituje miliard monet XRP, docelowo ma ich trafić do obiegu 100 miliardów.

Kryptowaluta ripple ma zapewniać stabilną cenę wymiany (fot. Ripple Lab)

Państwa chcą regulacji rynku kryptowalut

Tymczasem rządy wielu państw głowią się w jaki sposób objąć regulacjami ciągle rosnący rynek kryptowalut, którego nie da się dłużej ignorować. Jak pisaliśmy w CHIP-ie, Komisja Europejska zmieniła prawo, aby móc kontrolować giełdy kryptowalut, regulacją wirtualnego rynku ma zająć się też grupa G20. Historia jednak pokazuje, że administracja zwykle nie nadąża za zmianami technologicznymi. Już teraz istnieją kryptowaluty takie jak Monero, które zapewniają pełną anonimowość transakcji. Można zatem założyć z dużym prawdopodobieństwem, że bez wprowadzenia restrykcyjnej kontroli sieci nie uda się powstrzymać ekspansji wirtualnego pieniądza.

Nawet jeśli kryptowalutowy szał w końcu minie, zostawi po sobie, moim zdaniem, lepiej działający system bankowy, co już jest wartością samą w sobie. Zdrowa konkurencja przyczynia się do rozwoju i poprawy jakości usług. Instytucjom finansowym i administracji publicznej rywalizacja z kryptowalutami może ostatecznie wyjść na dobre. | CHIP