Orki w kosmosie

Recenzja gry, w której przydarza nam się walczył ze złymi mocami w kosmosie

Po dwóch częściach historii zmagań orków z ludźmi kolejna strategia czasu rzeczywistego wydana przez firmę Blizzard rozgrywa się w kosmosie. Choć włócznie i topory zostały zastąpione przez baterie laserów i miotacze Gaussa, jednak podobieństwo Starcrafta do Warcrafta nie ogranicza się tylko do nazwy. Różnice między walką magią i mieczem a bitwami kosmicznych krążowników i bojowych robotów sprowadzają się tylko do odmiennych scenerii.

Sens gry, jej reguły oraz sposób obsługi nie będzie stanowił zagadki dla nikogo, kto grał w którąś z części Warcrafta. Pozostawiono nawet z poprzednich przebojów Blizzarda podział na dwa typy zadań. Mozolne budowanie bazy od podstaw i wyczerpujące bitwy z postępującym podobnie przeciwnikiem przeplatane są misjami, w których wędruje się niewielkim oddziałem przez labirynty korytarzy, eliminując wszystko, co wejdzie pod lufę. Ten drugi, nużący typ misji pojawia się na szczęście rzadko. Większość czasu gracz spędza na stawianiu kolejnych budowli, kontrolowaniu wydobycia surowców, rozbudowie wojsk i… zapędzaniu ich do boju.

Grafika Blizzarda zawsze robiła wrażeniewspaniała grafika

Starcraft ma bowiem wszystkie wady strategii czasu rzeczywistego. Walczy się tu nie tylko z przeciwnikiem, ale i z samowolą własnych, obdarzonych szczątkową inteligencją jednostek. Jeśli nasz oddział dostanie się pod ogień, to usiłuje skrócić dystans i nawiązać walkę. Zdarza się, że samotna jednostka samobójczo atakuje w ten sposób bazę wroga, prowokując kontratak. Z kolei prowadząc do natarcia dużą grupę wojsk, należy zwracać uwagę na rzeźbę terenu. Jeśli bowiem przechodzący oddział zablokuje na chwilę wąskie przejście, pozostałe rozłażą się po całej planszy, szukając innej drogi do celu. W rezultacie zamiast realizować śmiałe zamysły taktyczne, zajmujemy się wyłapywaniem niesfornych podkomendnych i zaganianiem ich do szeregu. Jest to wada wspólna wszystkich gier powtarzających pomysły Diuny 2 .

Najnowszy produkt Blizzarda to jednak nie tylko powielanie starych błędów w nowej, ślicznej szacie graficznej, z doskonałą muzyką i filmowymi przerywnikami, które usiłują wprowadzić jakiś sens do rozgrywki wyglądającej jak wojna czerwonych mrówek z czarnymi. Gracz teraz stoi przed możliwością wyboru jednej z trzech ras. Nowością jest, że oddziały i budowle każdej z nich nie są lustrzanym odbiciem pozostałych. Ludzie, owadopodobni Zergowie i arystokratyczni Protosi mają swoje słabe i mocne strony, prowadzenie każdej z ras wymaga pewnych modyfikacji przyjętej taktyki. Powoduje to, że rozegranie kolejno trzech kampanii nie sprowadza się do mechanicznego powtarzania wypracowanych pomysłów. Wszystkie kampanie spięte są dość karkołomną fabułą, która uzasadnia, dlaczego należy najpierw dowodzić ludźmi, później opowiedzieć się po stronie Zergów, by wreszcie ratować masakrowanych dotychczas przez ludzi i Zergów Protosów.

wielka wojnaWielka wojna małych gwiezdnych żuczków

Jednak siła Starcrafta leży przede wszystkim w grze wieloosobowej. Choć i na samotnego gracza czeka wiele godzin zabawy, to oddane do jego dyspozycji trzy kampanie są dość łatwe i wydają się wstępem do gry sieciowej. Odniosłem wrażenie, że komputerowa inteligencja została w trybie jednoosobowym celowo ograniczona, prezentując pełnię możliwości dopiero w walce przeciwko kilku graczom. Możliwe są wszystkie standardowe typy rozgrywek (przez kabel, modem, sieć lokalną) oraz na dedykowanym serwerze Blizzarda: Battle.net. Na tym internetowym serwerze nieustannie prowadzony jest też ogólnoświatowy ranking najlepszych graczy. Te nieformalne mistrzostwa świata dostępne są jednak tylko dla posiadaczy legalnej wersji programu. Starcraft ma bowiem wbudowane dość kontrowersyjne zabezpieczenia antypirackie: podczas logowania na Battle.net program przesyła unikatowy numer CD-ROM-u oraz dane personalne użytkownika wyciągnięte z Rejestru Windows. W przypadku kiedy z tej samej płytki próbują skorzystać różne osoby, są one usuwane z serwera. Jest to chyba pierwsza sytuacja, gdy program szpieguje swojego właściciela i donosi producentowi. Blizzard ma prawo do ochrony swojego produktu, ale niedopuszczalne jest pobieranie osobistych informacji użytkownika bez jego zgody! Czyżby zbliżał się czas okłamywania własnego komputera?

w skrócie
Starcraft
Wymagania: PC 486; 16 MB RAM; karta dźwiękowa; Windows 95; DirectX; ok. 60 MB na dysku
Producent: Blizzard, USA, http://www.blizzard.com/
Dostarczył: CD Projekt, Warszawa, tel./faks: (0-22) 825 07 03
Cena: 165 zł

Starcraft nie wnosi wiele nowego do strategii czasu rzeczywistego, stanowi raczej doskonałe podsumowanie dotychczasowych pomysłów. Jest atrakcyjną propozycją dla ortodoksyjnych zwolenników tego gatunku, zwłaszcza dla tych, którzy chcą się sprawdzić w walce z innymi graczami.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.