Informacja to nasza specjalność

Felieton o komercjaliźmie w Internecie i komentarz do wydarzeń, które w komputeryzacji się pojawiają

Phiilip Marlowe (http://www.geocities.com/Hollywood/Lot/8628/) składał prawdę z numerów telefonu zapisanych na pudełku zapałek, wiadomości wydobytych od kumpla z komendy policji w Los Angeles, słów nieopatrznie wypowiedzianych przez podejrzanego. Jego świat był światem samotnego bohatera wiernego własnemu kodeksowi. Wrogowie Philipa z tych samych informacji mogli złożyć wyrok śmierci na niewygodnego świadka. Philip i cyngle jego przeciwników spędzali noce w samochodach zaparkowanych gdzieś w cieniu, w oczekiwaniu na ważną informację, pociągając burbona z butelki opakowanej w brązową torbę.

W czarny czwartek, 3 listopada 1988 szlag trafił większość komputerów, przyłączonych do sieci w Los Angeles i całych Stanach, bo Robert T. Morris wypuścił robala internetowego, który rozmnożył się po większości komputerów dołączonych do sieci. Gdyby Philipowi zlecono odnalezienie robala, to nie miałby specjalnego problemu – w sieci zostały ślady, ale chyba też żadnej przyjemności w rozwiązaniu zagadki.

kapelusz marlowe'a

Parę lat później, 12 kwietnia 1994 roku, małżeństwo arizońskich prawników Laurence Canter i Martha Siegel wysłało ofertę pośrednictwa w loterii o zieloną kartę pod adres sześciu tysięcy grup usenetowych. Tu Philip już nie był potrzebny. Oburzeni uczestnicy list dyskusyjnych zasypali komputer nadawców taką lawiną listów, że operator szybko usunął konto pomysłowych prawników. Nie przeszkodziło to im wkrótce wydać książki pod tytułem: „Jak zbić fortunę na infostradzie”.

Marlowe wyciągał wnioski z kilku pozornie nie powiązanych faktów. Dziś dla podjęcia decyzji gromadzi się i sprawdza coraz więcej i więcej danych, analizuje je, tworzy grafy i wykresy, rozsyła liczne kopie do wszystkich zainteresowanych i niezainteresowanych, a następnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku podejmuje decyzję. Dzięki postępowi techniki można to zrobić szybciej i równie mało skutecznie jak niegdyś. T. R. Steward przeprowadził opisane w 1992 roku w czasopiśmie „Organizational Behavior and Human Decision Process” badania, w których starał się znaleźć związek między trafnością prognoz meteorologicznych, a ilością informacji dostarczonych autorom prognozy. Okazało się, że od pewnego punktu jakość prognozy nie rosła, mimo zwiększania liczby danych użytych do jej opracowania, rosło natomiast zadowolenie autorów i ich przekonanie o większej wiarygodności efektu ich pracy.

Marlowe nie miał wielu przyjaciół. Pewnie i dziś wolałby rozegrać ze sobą partyjkę szachów, niż czytać i wysyłać listy na kilka grup dyskusyjnych, gdzie profesor niechlujnym językiem koresponduje z licealistą. Piszą niechlujnie, bo muszą zdążyć tego wieczoru jeszcze na kilka list. Czytają jeszcze szybciej, niż piszą. Nie są dzięki temu tak samotni, jak pastor McKenzie z piosenki Beatlesów o Eleanor Rigby, który też miałby dziś czas na studiowanie list dyskusyjnych, bo kazanie napisałby w kilka minut, redagując kopię innego na podobną okazję.

Philip spędzał godziny, aby znaleźć drobny fakt, węszył, czekał, szukał, przekupywał. Dziś Internet dostarcza więcej informacji, niż kiedykolwiek mieli w swym zasięgu nasi przodkowie. W efekcie, wiedząc coraz więcej, ludzie mają coraz mniej wspólnych tematów z innymi. Prawie każdy może dodawać informację do światowych zasobów, problem leży raczej w tym, jak ją redukować.

Twórca postaci Philipa – Raymond Chandler uważany jest nie tylko za autora zręcznych kryminałów, ale również za pisarza dającego wyraz sceptycyzmowi wobec wspaniałych czasów, w których przyszło mu żyć. Dziś również artyści jako pierwsi dystansują się od cudownych osiągnięć techniki. Autor pojęcia „cyberspace” i prorok cyberpunka William Gibson (Johnny Mnemonic) opisał:

„…względnie nowe zaburzenie umysłowe, polegające na utracie poczucia całości z powodu stałego wyeksponowania na niekompletne fragmenty pojęć, rzeczy i idei…”

. Nazwał je Nerve Attenuation Syndrome (NAS), syndromem osłabienia nerwowego, który zmniejsza odporność układu psychicznego, jak AIDS immunologicznego.

Philip Marlowe nie miałby szans w dzisiejszych czasach. Byłby anachroniczny, a jako taki musiałby żyć poza nawiasem społeczeństwa. Nikt by mu nie powierzył nawet sprawy odnalezienia zaginionej paczki papierosów, nie mówiąc już o zebraniu, analizie i dostarczeniu poważnych informacji. Nie nadążyłby po prostu za dzisiejszymi możliwościami. No tak, ale Marlowe zawsze był cwany, więc urodził się w tysiąc dziewięćsetnym roku. Od tej pory organizm ludzki poczynił ogromne postępy.

Piotr Fuglewicz – wiceprezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, autor modułów sprawdzania pisowni dla wszystkich popularnych w naszym kraju edytorów tekstu

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.