Behind EnemyLines – Tylko dla orłów

Wszyscy, którzy nie mogli się oderwać od wojennych powieści Alistaira MacLeana, mają teraz możliwość zakosztować podobnych przygód osobiście. No, prawie osobiście, za to całkiem bezpiecznie. Wystarczy zagrać w Commandos - Behind Enemy Lines .

Wszyscy, którzy nie mogli się oderwać od wojennych powieści Alistaira MacLeana, mają teraz możliwość zakosztować podobnych przygód osobiście. No, prawie osobiście, za to całkiem bezpiecznie. Wystarczy zagrać w Commandos – Behind Enemy Lines .

Podobieństwo do bestsellerów mistrza sensacji nie jest przypadkowe. Autorów gry wyraźnie inspirowały takie przeboje, jak „Komandosi z Navarony” czy właśnie „Tylko dla orłów”. Teraz można samemu spróbować wysadzić strzeżoną tamę na górskiej rzece, dostać się kolejką linową do położonego na niedostępnej skale centrum dowodzenia lub zdetonować gigantyczne działo. Oprócz tego czeka nas jeszcze wiele atrakcji, z zatapianiem kopii pancernika „Bismarck” i rajdem na ośrodek produkujący broń atomową włącznie.

Okrywamy się chwałą, sterując za pomocą myszki kilkoma komandosami. Naszych podkomendnych obserwujemy w rzucie izometrycznym, jak biegają, czołgają się, nurkują i walczą wśród niezwykle starannie przygotowanych, zróżnicowanych scenerii. W pełni trójwymiarowy teren jest naszym głównym sprzymierzeńcem. Szybko trzeba się nauczyć wykorzystywać skrzynie, budynki, murki i inne obiekty do chowania komandosów przed wzrokiem faszystowskich patroli.

Komandosi uwielbiają zabawę w chowanego…zabawa w chowanego

Wielką zaletą gry jest jej elastyczność. W zależności od preferencji gracza Komandosi mogą ewoluować od zręcznościowej strzelaniny, mającej wiele wspólnego ze strategiami czasu rzeczywistego, po grę logiczną. Można przez wrogie koszary przebiegać zwartą grupą, z tupotem, strzelając na prawo i lewo, ignorując wyjące alarmy. Przy pewnej wprawie można w sporej części gry z powodzeniem wykorzystywać metody siłowe. Wystarczy zebrać swoich podwładnych w jakimś zasłoniętym miejscu, po czym zwabiać strzałami wrogie patrole i kolejno je eliminować. Jednak przy takiej taktyce gra traci dużo ze swego uroku, stając się jedynie efektowną wizualnie kopią serii Crusader – No Remorse. Nawet zwolennicy strzelanin szybko rozczarują się niewielką liczbą przeciwników do wyeliminowania. Szkoda, że twórcy gry nie zablokowali możliwości siłowego ukończenia misji, np. przez zwiększenie liczby wrogich żołnierzy, jacy wybiegają z koszar w razie alarmu.

Cóż, osoby, które chcą zakosztować dobrej zabawy, muszą się same dyscyplinować. Lwi pazur Komandosi pokażą bowiem tym, którzy zrezygnują z prostych, acz hałaśliwych rozwiązań na rzecz dyskretnych sposobów likwidacji wroga. Wiele satysfakcji daje eliminowanie po cichu jednego wartownika za drugim, tak by do samego końca nie wzbudzać podejrzeń licznych straży. Jeśli przyjmie się taką taktykę, trzeba starannie planować każdy ruch, analizować trasy patroli, sprawdzać, co widzą kolejne posterunki, z zegarkiem w ręku kontrolować, jak długo optymalny teren działania jest martwą strefą, do której nie sięga niczyj wzrok. Zabawa przypomina wtedy dynamiczne szachy, gdyż w systemie wielu krzyżujących się stref kontroli trzeba znaleźć słaby punkt. Potem wystarczy zdemontować wrogą obronę, kolejno likwidując wartowników za pomocą komandoskiego noża lub strzykawki z trucizną.

na wypożyczonych czołgach…dopóki nie uda im się wypożyczyć czołgu

Ponad dwadzieścia misji, które wchodzą w skład gry, przygotowano bardzo starannie i pomysłowo. Nie ma mowy o stosowaniu w kółko jednej, sprawdzającej się w każdych okolicznościach metody działania. Misje są bardzo trudne, jednak autorom Komandosów udało się uniknąć wady wielu gier logicznych, w których istnieje tylko jedno rozwiązanie. Zabawa wtedy sprowadza się do zgadywania, co też autor miał na myśli. Tymczasem komandosów do zwycięstwa mogą prowadzić różne ścieżki. W misji Restore Pride oczywistym pomysłem jest wykorzystanie nurka, który może niepostrzeżenie podpłynąć do pomostu. Jednak można też wykonać zadanie, w ogóle nie zbliżając się do wody. Podobnie zdarzyło mi się w niektórych misjach nie korzystać z usług snajpera.

w skrócie
Commandos – Behind Enemy Lines
Wymagania: PC Pentium; 16 MB RAM; napęd CD-ROM 54; karta dźwiękowa; Windows 95; DirectX 5.0; ok. 70 MB na dysku
Producent: Eidos Entertainment, USA, http://www.eidos.com/
Dostarczył: Mirage, Warszawa, tel./faks: (0-22) 616 15 51
Cena: 165 zł

Pogłoski o zaniku inwencji wśród twórców gier komputerowych są mocno przesadzone. Commandos – Behind Enemy Lines jest oryginalną i doskonale zrealizowaną grą, która zajmie stałe miejsce w panteonie gier komputerowych, obok Lemmingów, Ufo – Enemy Unknown i Syndicate. Komandosi są też moim żelaznym kandydatem do tytułu Gry Roku 1998. Szkoda, że nikt tak nie przedstawił pojedynków J-23 z Brunnerem.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.