Cyryl i Metody

Półtora roku temu Urząd Skarbowy niesłusznie (jak się teraz okazało) zajął milion nowych złotych magazynowi komputerowemu CHIP; o konsekwencjach tego wydarzenia

Mogą przyjść do Ciebie czy Twojej firmy, kiedy chcą. Rozsiądą się przy Twoim biurku i wypiją herbatę z Twojego kubka. Zabiorą Ci wszystkie pieniądze, o czym dowiesz się od swoich kontrahentów, którzy już dawno zaczęli płacić Twoje należności Im, nie Tobie. O tym, że nie istniejesz, dowiesz się z kartki wielkości kwitu z pralni. Potem wezwą Cię na przesłuchanie, do domu zaś wyślą dzielnicowego, który „dyskretnie” rozpyta sąsiadów, jak się prowadzisz. Przejdą się osobiście do Twojego Urzędu Skarbowego, by namawiać kolegów po fachu, „żeby coś znaleźli w Twoich prywatnych podatkach”. Przecież w końcu z nimi zadarłeś, bo się postawiłeś – teraz Ci pokażą. Jak się pomylą – oddadzą pieniądze wraz z odsetkami, które zapłaci budżet, czyli znowu Ty – podatnik.

Ostatnimi czasy głośno było o procesie, który wydawnictwo Vogel Publishing wygrało z Izbą Skarbową przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Sprawa ta ciągnęła się ponad półtora roku, pozwolę więc sobie przypomnieć w skrócie, o co poszło.

Po koniec 1996 roku CHIP zaczął się ukazywać z dołączonym CD-ROM-em, stanowiącym elektroniczne rozszerzenie treści zamieszczanej na papierze. W kwietniu 1997 roku zjawił się w wydawnictwie Urząd Skarbowy, który naliczył i odebrał nam około 900 000 zł tytułem nie wpłaconego podatku VAT od sprzedaży CD-ROM-ów. Według Urzędu CD-ROM-y to inny towar niż czasopismo, do którego były dołączane. Powinny być też opodatkowane inaczej niż czasopisma z zerową stawką VAT.

Stąd było już niedaleko do wymyślenia sobie przez urzędników ceny CD-ROM-u w zestawie, pomnożenia przez liczbę sprzedanych CHIP-ów i naliczenia 22%. Mimo przedstawienia przez nas wszelkich możliwych dokumentów, zaświadczających, iż publikacja z CD-ROM-em to wciąż JEDNO czasopismo, Izba Skarbowa nie zmieniła swojego stanowiska – po półtora roku walk i kredytowania fiskusa wylądowaliśmy w NSA.

O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? Otóż ustawodawca, nakładając zerową stawkę VAT na czasopisma, chciał, poprzez obniżenie podatku pośredniego, a więc „pośrednio” ceny detalicznej, wspierać wydawnictwa. Wyraźnie miał na myśli FUNKCJĘ, którą spełnia prasa, bez względu na NOŚNIK, na jakim się ona rozprzestrzenia. Nośnikiem treści wydawniczych może więc być również i CD-ROM. Fiskus podszedł do sprawy „towarowo”: różne towary, różne podatki. Na szczęście NSA potwierdził nasze stanowisko, co dobrze rokuje polskiej prasie, szczególnie w dobie rozwoju nowych mediów.

Przy okazji tych półtorarocznych bojów natrafiliśmy na interesujący proceder. Okazało się, że urzędnicy skarbowi dostają za swoją pracę premie, które wypłaca się od skutecznie ściągniętych zaległości podatkowych: urzędnik idzie na kontrolę, wydaje decyzję określającą, jego zdaniem, wysokość podatku, ściąga pieniądze dla fiskusa – jest premia. Fakt wypłacenia premii NIE MA nic wspólnego z tym, czy decyzja była słuszna, czy nie.

W przypadku wygranej CHIP-a nie dość, że karne odsetki zapłaci podatnik, to jeszcze premie za tę (niesłuszną zresztą) decyzję zostały wypłacone i nikt już tego urzędnikowi nie zabierze, a zapłacił za to… No kto, drogi Czytelniku?

Ta ciekawa konstrukcja „systemu motywacyjnego” jest moim zdaniem patologiczna, powoduje bowiem totalną bezkarność urzędników kosztem podatnika oraz pokusę kontrolowania pod dowolnym pretekstem zwłaszcza firm zasobnych i „zaangażowanych”, a więc… zagranicznych inwestorów.

I to się, na nieszczęście, sprawdza. Gdyby CHIP nie miał zagranicznych źródeł finansowania, podzieliłby los licznych firm, które wygrały proces z fiskusem z własną głową pod pachą. Czyli mielibyśmy rację, ale i firma, i tytuł w chwili procesu już by nie istniały. Odwrotnie niż wypłacone premie dla urzędników skarbowych.

Niestety, szum wokół tej sprawy spowodował reakcję legislacyjną fiskusa. „Niestety”, bo i tym razem wylano dziecko z kąpielą. Od 1 stycznia 1999 roku będzie obowiązywać przepis, iż wszelkie dodatki do czasopism mają być obłożone stosowną stawką podatku VAT.

O co może więc chodzić? Chodzi o robienie fiskusa w konia, gdy wraz z czasopismem sprzedaje się dobra konsumpcyjne jako próbki towarów lub promocje. Wtedy, jak gdyby „przy okazji” dołączenia do czasopisma, można korzystać z zerowej stawki VAT. W polskich kioskach pojawiły się już czasopisma z kremami, szamponami, a nawet… kiełbasą. Do czego to może doprowadzić, wie każdy, kto widział kiosk z „prasą” we Włoszech: tam czasopisma są tylko kilkukartkowym alibi do zastosowania korzystnej stawki VAT i dystrybuowania gadżetów.

Idea ustawodawcy niby szczytna, dlaczego więc zaraz „dziecko z kąpielą”? Ano dlatego, że termin „dodatek” jest tak jednoznaczny, jak uśmiech Mony Lizy lub ministra Balcerowicza – jak kto woli. Mam jasne przeczucia, że CD-ROM-y „załapią się” na tę gumową definicję. Co to oznacza dla Czytelnika?

Po pierwsze, czasopisma komputerowe podrożeją. Będzie to dodatkowy podatek, za który zapłacisz TY, a Twój ulubiony tytuł, oprócz być może obniżonej sprzedaży, nie będzie miał z tego nic. Będzie to więc swego rodzaju podatek dla komputerowców.

Po drugie, wprowadzenie VAT-u od CD–ROM-ów oznacza tak naprawdę wprowadzenie do kiosków bardzo dziwnego towaru. Jako że od 1999 roku każdy kioskarz będzie musiał mieć kasę fiskalną, trzeba się liczyć z tym, że wybierze któryś z najtańszych modeli. Te zaś nie mają opcji rejestracji jednego towaru z jedną ceną detaliczną, ale dwiema różnym stawkami podatku VAT. Może więc się zdarzyć, iż kioskarz nie będzie miał już ochoty zamawiać „Twojego ulubionego…”, a Ty – Czytelniku – nie będziesz miał szans go kupić. W związku z tym 1999 rok nie zapowiada się zbyt różowo – prasa komputerowa będzie i droższa, i mniej dostępna.

Na koniec chciałbym szczerze podziękować za wszystkie gratulacje i wyrazy solidarności w związku z wygraną przez nas sprawą. Nietrudno zauważyć, iż bardziej niż z merytorycznego rozstrzygnięcia cieszycie się Państwo z tego, że ktoś wreszcie utarł nosa panoszącej się bucie aparatu skarbowego. Oczywiście, nikt na świecie nie lubi płacić podatków, ale wszyscy wiemy, o co tak naprawdę chodzi – nie o FAKT ściągania podatków, ale o – jak pisał nieodżałowany Herbert – „kwestię smaku”. Jak mówi nasz zwycięski prawnik – wiemy, że Cyryl, ale po co te Metody?

Styl ściągania podatków jest przez większość obywateli utożsamiany z funkcjonowaniem państwa. W końcu – nie oszukujmy się – dla większości jest to dominująca, a czasem jedyna forma kontaktu Obywatela z Państwem.

Jerzy Karwelis – prezes wydawnictwa Vogel Publishing, wydawcy CHIP-a

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.