Wyprawa do nuklearnego piekła

Gdzie człowiek nie może, tam... robota pośle

W trzynaście lat po głośnej katastrofie w Czernobylu można się spodziewać następnej. Ruina elektrowni atomowej grozi zawaleniem, jeśli nie zostanie szybko zabezpieczona. Jednak do radioaktywnej strefy śmierci może wejść tylko specjalnie przystosowany robot.

Pionierska wyprawa do elektrowni, w której w kwietniu 1986 nastąpiła katastrofa atomowa, jest planowana na połowę 1999 roku. W ruiny Czernobyla, tam, gdzie nie odważy się wejść żaden człowiek, dotrze amerykański robot najnowszej generacji – Pioneer. Dostarczy on technikom i naukowcom zdjęcia i wyniki pomiarów z wnętrza reaktora.

Stać, ani kroku dalej: ludzie mogą się przedostać tylko na obrzeża zniszczonego reaktora w Czernobylu. Bliżej wnętrza promieniowanie jest śmiertelne ani kroku dalej

To zadanie musi zostać wykonane pilnie, by tragedia się wkrótce nie powtórzyła. Emitujący bardzo silne promieniowanie reaktor przykryto przed trzynastu laty betonowym sarkofagiem. Jednak na zbudowanym w pośpiechu pancerzu pojawiają się szczeliny – niektóre z nich mają metr szerokości. Wpływająca do nich woda deszczowa wypłukuje promieniotwórcze cząsteczki, po czym wsiąka w ziemię, prowadząc do skażenia wód gruntowych. Poza tym budowla grozi zawaleniem – nie dość, że stoi na grząskim podłożu, to jeszcze jest to rejon sejsmiczny, który od czasu do czasu nawiedzają trzęsienia ziemi. Co gorsza, nikt dokładnie nie wie, jak bardzo zły jest stan rozpadającego się reaktora.

Pewna jest tylko śmierć każdego śmiałka, który odważy się wejść do jego wnętrza. Według najnowszych pomiarów, człowiek byłby tam wystawiony na mordercze promieniowanie sięgające 3500 radów na godzinę. Dla porównania: według amerykańskich i ukraińskich przepisów bezpieczeństwa, osoby pracujące w Czernobylu mogą absorbować maksymalnie dawkę promieniowania równą 50 radów na rok. Już nawet ta ilość jest stukrotnie większa od przyjmowanej rocznie przez przeciętnego człowieka, włączając w to promieniowanie słoneczne i badania lekarskie wykonywane za pomocą aparatów rentgenowskich.

W tym nuklearnym piekle może sobie poradzić tylko niewrażliwy na intensywną radiację Pioneer. Według informacji amerykańskiego ministerstwa energetyki (Department of Energy, DOE) robot ten może wytrzymać skomasowaną dawkę miliona radów. Czyni go to wystarczająco odpornym, aby bez odkażającego prysznica mógł przebywać w gorącym sercu Czernobyla przez wiele dni.

Info
Internet

GROK Lab:http://grok.ecn.uiowa.edu/main/projects/chernobyl/pioneer.html
Pioneer Project Homepage:http://www.frc.ri.cmu.edu/projects/pioneer/
RedZone:http://www.redzone.com/
National Robotics Engineering Consortium:http://cronos.rec.ri.cmu.edu/projects/pioneer/index.html

mamy to na chip-cd 2/99Na CHIP-CD w dziale CHIP-offline | Software | Bazy danych znajduje się pakiet InterBase firmy Inprise oraz dodatkowe materiały zapisane w formacie PDF.

„Największy problem stanowi wysoki poziom promieniowania gamma” – wyjaśnia Maynard Holliday, kierownik projektu Pioneer w DOE. „Niszczy ono zarówno szkło, jak i elastomery, gumę czy smary. I oczywiście uszkadza elektronikę”. Dlatego czujniki, procesory i pozostałe elektroniczne części Pioneera są osłonięte płaszczem z wolframu. W przeciwieństwie do zwykle stosowanych osłon ołowianych wolfram jest lekki, a przy tym o wiele lepiej zatrzymuje promieniowanie. Światło dociera do wrażliwych soczewek w obiektywach kamer nie bezpośrednio, lecz poprzez lustra z warstwą ołowiu, które pochłaniają morderczą radiację.

Naukowcy w Westinghouse Laboratories w Pittsburghu sprawdzili, w jakim stopniu rzeczywiście Pioneer jest zdolny pracować w warunkach wysokiego skażenia. Robot został umieszczony w specjalnym pomieszczeniu i zbombardowany promieniami gamma. Sprostał tej próbie w pełni: soczewki kamery nie przebarwiły się, elektronika nie odmówiła posłuszeństwa, metalowe stawy pozostały sprawne.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.