Ocalić od zapomnienia

Zawodowo nazywa się to remastering, w rzeczywistości możliwy jest do uzyskania na naszym pececie!

Jacek Petrus
Jarosław Praczyk

Beatlesi, The Doors, Jimi Hendrix i inni… Większość z nas, komputerowych maniaków końca dwudziestego wieku, nawet ich nie pamięta. Ci, którzy dla naszych rodziców byli idolami, teraz „żyją” jedynie na płytach winylowych lub CD.

Niektóre nagrania, uznawane dziś za kultowe, dostępne są jedynie na winylowych, analogowych krążkach. Czy musimy pogodzić się ze stratą tych unikatowych utworów? Przecież każde kolejne przesłuchanie w mniejszym lub większym stopniu niszczy płytę, a niektórych „wiecznie zielonych kawałków” słuchamy nawet kilka razy dziennie.

Mimo sprzeciwów ortodoksyjnych audiofilów płyta analogowa czasy świetności ma już z całą pewnością za sobą. Szumek i ciche trzaski gramofonu dla jednych będące źródłem przyjemności i dowodem na obcowanie z „prawdziwą”, nie skażoną cyfrowym nalotem, muzyką dla innych są po prostu denerwujące. Trzeba mieć naprawdę duże doświadczenie i dobry słuch, by wychwycić w dźwięku generowanym przez odtwarzacz CD (nawet średniej klasy) naleciałości będące skutkiem cyfrowej obróbki sygnału. Aby usłyszeć szumy i trzaski, wystarczy po prostu włączyć gramofon.

W celu uniknięcia nieuchronnej degradacji naszej płytoteki, możemy zdecydować się na kupno tzw. laserowego odtwarzacza płyt analogowych. Takie urządzenie nie rysuje płyt, a jest źródłem dźwięku bardzo dobrej jakości. Ma jednak jedną, niestety dość poważną wadę – wysoką cenę. Chcąc zapewnić naszym winylowym krążkom „nieśmiertelność”, musimy liczyć się z wydatkiem rzędu kilku tysięcy złotych. Gdy nie mamy zbyt wyrafinowanego gustu ani „zbędnych” złotówek, możemy spróbować samodzielnie nagrać i odszumić nasze ulubione utwory. Zyskamy nie tylko pieniądze, ale również pewność, że za rok czy dwa nagrane domowymi sposobami piosenki będą brzmieć niewiele gorzej niż oryginalne utwory z czarnych krążków. Dodatkową możliwością jest tworzenie składanek z ulubionych piosenek, a nawet częściowe „oczyszczenie” wyjątkowo źle nagranych płyt CD.

Info
Producent Cool Edit: http://www.syntrillium.com/

Bolesław Urbański: „Elektroakustyka w pytaniach i odpowiedziach”, WNT, Warszawa 1984
Andrzej Książkiewicz: „Elementy i pozdespoły elektroniczne”, WNT, Warszawa 1987

mamy to na chip-cd 4/99Na CD w dziale CHIP-offline | Zastosowania | Nagrywanie CD Audio znajdują się dodatkowe materiały do tekstu, w tym filmy ilustrujące posługiwanie się programem Cool Edit

Największe wytwórnie płytowe prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych metod cyfrowej obróbki dźwięku. Stare, zaszumione, często niemal zapomniane nagrania poddawane są komputerowym torturom po to, by po wielu godzinach pracy doświadczonych inżynierów dźwięku nasze uszy mogły się cieszyć „najnowszą” płytą… nieżyjącego już czasem wykonawcy. Takie, niemal graniczące z cudem, zabiegi możliwe są nie tylko dzięki wiedzy i talentowi akustyków. Nie mniejszą rolę odgrywa tu profesjonalny i bardzo drogi sprzęt.

My, niestety, nie możemy na to liczyć. Będziemy mogli jedynie skorzystać ze standardowo wyposażonego komputera. Jednak zanim zaczniemy kopiować nasze ulubione płyty na dysk, należy sprawdzić, czy nasz pecet zawiera wystarczająco dobrą kartę dźwiękową (ramka „Parametry kart dźwiękowych” na stronie 201). Urządzenia za 50-70 zł w ogóle nie wchodzą w grę. Jak łatwo zauważyć, w miarę dobre parametry akustyczne oferuje Sound Blaster 64. Aby uzmysłowić czytelnikom, jak wiele dzieli sprzęt klasy Sound Blastera od profesjonalnych kart dźwiękowych używanych w studiach radiowych, zamieszczamy parametry takiego urządzenia – karty PCX5 firmy Digigram.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.