Bity zamiast

Na świecie podejmowane są pierwsze próby ze stworzeniem elektronicznej wersji książki do czytania - pierwsze 'egzemplarze' już są do kupienia

Wśród entuzjastów elektronicznych książek zapanował nastrój przypominający gorączkę złota. Trzystu naukowców i ludzi związanych ze światem biznesu spotkało się w październiku 1998 roku w National Institute of Technology w Waszyngtonie na pierwszej konferencji poświęconej elektronicznym książkom. Przez dwa dni dyskutowano tylko na jeden temat – w jaki sposób można zarobić na cyfrowych wydawnictwach.

„Szybkość czytania tekstu pojawiającego się na ekranie wyświetlacza jest o 25 procent mniejsza w porównaniu z czytaniem druku na papierze”.
Gary Shapiro, dyrektor Consumer Electronics Manufacturers Association, USA
gary shapiro

Najpóźniej od połowy tego roku co najmniej cztery firmy zamierzają zająć się produkcją i dostarczaniem na rynek książek w formie elektronicznej. Urządzenia te wyglądem przypominają palmtopy. Kolejne strony przegląda się w nich, naciskając odpowiedni przycisk. Na ekranie może się pojawiać dowolny tekst – od Biblii po książkę kucharską. Pojemna pamięć urządzenia jest w stanie zmagazynować ponad 4000 stron książki standardowego formatu.

Duża pojemność to nie jedyna zaleta eBooków – można je niezwykle szybko aktualizować. Co więcej, niektóre modele elektronicznych książek potrafią obsługiwać format HTML, dzięki czemu możliwe jest umieszczanie w cyfrowo przetworzonym tekście internetowych odsyłaczy. Pozwala to na automatyczne przechodzenie do wybranych witryn Sieci, które zawierają dodatkowe informacje na temat zagadnień wyróżnionych hipertekstowymi podkreśleniami. Poza tym wirtualna księgarnia jest otwarta całą dobę – wystarczy połączyć się z nią za pośrednictwem Internetu i zamówić wybrany tytuł.

Kolejną zaletą elektronicznych książek jest ich cena. Według szacunków producentów ceny tych urządzeń, ze względu na malejące koszty produkcji, powinny się znacznie obniżyć. W przypadku cyfrowych podręczników szkolnych i materiałów związanych z oświatą spadek cen ma sięgać 35 procent, a czasopism i gazet codziennych – nawet 40 procent. W przyszłości planuje się również darmowe dostarczanie niektórych materiałów informacyjnych, w tym m.in. podręczników i katalogów.

Info
Księgarnie w Sieci:http://www.amazon.com/, http://www.barnesandoble.com/
Standard Open-eBook:http://www.librius.com/liccorp6.htmlmamy to na chip-cd 5/99Na dołączonym CD-ROM-ie w dziale CHIP-offline/Magazyn/Elektroniczne książki znajduje się dokument zawierający porównanie trzech typów elektronicznych książek.

Zwolennicy elektronicznych książek dowodzą, że przyszły odbiorca usług związanych z eBookami nie musi zadowalać się wyłącznie przedstawianą mu ofertą. „Każdy będzie miał możliwość tworzenia własnych wydawnictw, dopasowując posiadane informacje do indywidualnych potrzeb” – przewiduje Douglas Klein, dyrektor wydawnictwa książek elektronicznych Nuvo Media. Jego pogląd podziela Clayton Lewis, wicedyrektor konkurencyjnej firmy Librius: „W przyszłości każdy będzie mógł zamienić w swojej książce Rhetta Butlera na siebie lub kogoś znajomego”.

Nie do wszystkich jednak trafiają argumenty entuzjastów nowego medium. Sceptycy nie ustają w krytykowaniu eBooków, wskazując przede wszystkim na ich uciążliwą obsługę. Ich zdaniem elektroniczne wydawnictwa nie są w stanie zapewnić komfortu oferowanego przez tradycyjne książki i czasopisma, które można wygodnie czytać w fotelu lub łóżku. Poza tym urządzenia te są wciąż jeszcze zbyt ciężkie.

Dedicated Reader firmy Everybook, wyposażony w dwa wyświetlacze w formacie A-4, waży ponad 1800 gramów. Dla porównania: książka w wydaniu tradycyjnym, o rozbudowanej fabule, na przykład światowy bestseller „Przeminęło z wiatrem”, waży jedynie 800 gramów. Do czytania eBooków w fotelu należałoby więc zastosować dodatkowy sprzęt, na którym urządzenia te można by oprzeć. Najlżejsze z dostępnych dziś modeli ważą 340 gramów, a więc znacznie więcej niż tradycyjna 400-stronicowa lektura. W takiej sytuacji żaden czytelnik nie zamieni poręcznej książki na jej elektroniczną wersję, wyposażoną jedynie w niewielkich rozmiarów ekran.

Zdaje sobie z tego sprawę Gary Shapiro, dyrektor amerykańskiego związku producentów elektroniki konsumpcyjnej. Jego zdaniem „najpierw konieczne jest wywołanie u klienta wrażenia, że nowe medium jest mu niezbędne i chciałby mieć do niego dostęp”. Jego kolega po fachu, John McDonald z firmy Casio, dodaje: „W rzeczywistości ludzie nie potrzebują naszych produktów. Musimy więc sprawić, by zechcieli je kupić”.

Producenci elektronicznych książek już dawno rozpoczęli przygotowywanie przyszłych odbiorców na pojawienie się eBooków. W pierwszej kolejności ich klientami mają być osoby związane z zaawansowanymi technologiami oraz biznesmeni. Ci pierwsi, używając elektronicznych książek, łączyliby się z Internetem, by w ten sposób zdobyć dokładne informacje na interesujący ich temat (na przykład dane dotyczące działania konkretnego urządzenia). Natomiast menedżerowie mieliby możliwość wprowadzania poprawek na elektronicznych stronach umów i innych ważnych dokumentów podczas podróży samolotem.

Zgodnie z marketingowymi planami kolejnym krokiem ma być rozpoczęcie w 2001 roku masowej produkcji nowoczesnych wydawnictw. Obecnie nie jest to jeszcze możliwe ze względu na zbyt wysokie koszty wytwarzania tych urządzeń, których cena wynosi nawet 1600 dolarów. Jednak wyścig już się rozpoczął – cztery firmy, które do tej pory wypuszczały na rynek eBooki, walczą między sobą o palmę pierwszeństwa, obniżając ceny elektronicznych książek. W efekcie już dziś modele Librius Millenium Reader dostępne są za jedyne 190 dolarów.

Poważnym problemem jest wciąż utrudniony dostęp klienta do elektronicznych książek. Dotąd urządzenia te nie pojawiły się w żadnym z wielkich domów towarowych. Nowe medium wymaga zresztą jeszcze wielu ulepszeń. Zamiast skupić się na planowaniu produkcji i organizowaniu rynku zbytu, czterej producenci w dalszym ciągu zajmują się opracowywaniem standardu – i to zarówno od strony sprzętowej, jak i programowej. Niezbędne jest między innymi określenie formatu, w jakim tekst będzie zapisywany w eBookach. W październiku 1998 roku Dick Brass, dyrektor działu rozwoju technicznego Microsoftu, podczas pierwszej konferencji na temat książek elektronicznych zaproponował standard Open-eBook. Oprócz Microsoftu podpisali się pod nim inni potentaci zainteresowani rozwojem tego produktu: Bertelsmann, Harper Collins, Penguin Putnam, Simon & Schuster oraz Time Warner Books. Dołączył do nich barnesandoble.com, czołowy dystrybutor książek rozprowadzanych w Sieci, producent sprzętu Hitachi oraz wszyscy pionierzy nowego medium: Softbook, Nuvo Media, Librius i Everybook.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.