Listy do redakcji

List 1 Byłem na najlepszej drodze do RSI (chodzi o tzw. zespół cieśni nadgarstka - patrz: artykuł "Elektroniczny morderca", CHIP 6/2000, s. 54 - przyp. red.) . Miałem duże kłopoty z rękami. Ból występował nawet przy chwytaniu pilota TV. Moja pani doktor ortopeda bardzo szybko wykryła przyczynę, nie mając właściwie pojęcia o komputerach, szybko stwierdziła […]

List 1 Byłem na najlepszej drodze do RSI (chodzi o tzw. zespół cieśni nadgarstka – patrz: artykuł „Elektroniczny morderca”, CHIP 6/2000, s. 54 – przyp. red.)

. Miałem duże kłopoty z rękami. Ból występował nawet przy chwytaniu pilota TV. Moja pani doktor ortopeda bardzo szybko wykryła przyczynę, nie mając właściwie pojęcia o komputerach, szybko stwierdziła wystąpienie zespołu cieśni nadgarstka. (…)

Obeszło się bez interwencji chirurga, leki doraźnie pomogły, ale konieczna była zdecydowana zmiana „używania” rąk. Wszystkie zalecenia opisane w akapicie „Uwaga na ręce!” są bardzo wartościowe. (…) Ale po kilku latach stwierdziłem, że są jeszcze lepsze sposoby (…). Największym problemem jest nasza praworęczność (leworęczność). Kłopot polega na tym, że większość ruchów kursorami i myszą wykonuje prawa ręka – a więc jest ona stale przeciążona. Z konieczności przeniosłem mysz do obsługi lewą ręką. Prawa ręka wyraźnie zaczynała się poprawiać (…). Ale po pewnym czasie lewa ręka też zaczynała boleć tak jak kiedyś prawa.

Szybko zorientowałem się, że myszka jest źle zrobiona, ponieważ trzeba ją trzymać podczas ruchu. Usunąłem mysz i zastosowałem klawiaturę z ekranikiem dotykowym. Na początku było świetnie, do poruszenia kursorem wystarczyło drobne muśnięcie ekranu – prawie zerowy wysiłek. Ręce wyraźnie ulegały poprawie.

Jednak, ponieważ głównie palec wskazujący prawej ręki był używany do poruszania, zaczęło występować mrowienie i cierpnięcie tego palca. Mając już wprawę, szybko zrezygnowałem z tego rozwiązania i znalazłem najlepsze, które z powodzeniem używam do dzisiaj.

Zastosowałem kulkę czy – inaczej mówiąc – trackballa, ale nauczyłem się go używać lewą ręką. Konieczne jest odciążenie prawej ręki – i tak zwykle ma więcej roboty niż lewa. Trackball jest znakomity, wymaga najmniej wysiłku do poruszenia kursorem i można do tego celu użyć wnętrza dłoni, dowolnych palców itd. (…) Do wad można zaliczyć nieznośny upór sprzedawców do trackballi dla praworęcznych. Przed zakupem sprzedawcy obiecują, że dostarczą trackballe symetryczne albo przygotowane dla lewej ręki. W rzeczywistości takie trackballe istnieją tylko w katalogach. (…)

Ważne są zmiany w położeniu klawiatury, monitora, należy często zmieniać położenie tych elementów, aby obciążenia też zmieniały swój charakter – kierunki.

Uważam klawiatury tzw. ergonomiczne za szczególnie złośliwy i kompletnie nieergonomiczny wynalazek. Przeszedłem różne typy klawiatur i najlepsze są zwykłe, żadnych pochyleń i łamanych części. Wynalazcy tych klawiatur ich nie używają, tylko je wynajdują – a to nie to samo.

Problem jest w tym, że przy szybkim pisaniu prawa (lewa) ręka często przechodzi na pole przeznaczone dla ręki przeciwnej. Wynika to z pisanej treści i sprzężenia między sterowaniem z mózgu, predyspozycjami, emocjami itd. Nie da się „zmusić” ręki, aby trzymała się tylko swojego pola. Proszę np. spróbować napisać słowo „pilnik” z zastosowaniem „sprawiedliwego rozdziału obciążeń między prawą i lewą ręką na klawiaturze „ergonomicznej”. Oczywiste jest, że nasz mózg „stara się” rozdzielić to obciążenie, a klawiatura ergonomiczna zdecydowanie to utrudnia – jest to wyłącznie moja opinia. W efekcie zamiast poprawić sytuację, pogorszono ją. Obie ręce wykonują większą i bardziej skomplikowaną drogę niż przy klawiaturze równomiernej. (…)

Marek Zgadzaj, grupa chip.artykuly

List 2

(…) Od oewnego czasu, gdy pozbyłem się PC stacjonarnego, a nabyłem niezłego notebooka, bezskutecznie szukam u Was jakichś porad dla takich użytkowników jak ja. Notebooki są u nas coraz popularniejsze, choć ich cena jest wielokrotnie wyższa niż stacjonarnych pecetów, mają one jednak pewne ograniczenia. (…)

Ogólnie temat komputerów przenośnych jest traktowany bardzo źle. Brak zainteresowania z waszej strony jest skandaliczny. Rozumiem, że ŁATWIEJ PISAĆ o stacjonarkach, ale proszę o nas nie zapominać. (…) My, „przenośni”, też mamy swoje prawa. (…)

Dariusz Nowicki, Kalisz

Publikacja na łamach CHIP-a mniejszej liczby materiałów przeznaczonych dla posiadaczy komputerów przenośnych nie wynika z naszej złej woli czy braku chęci, lecz profilu pisma. CHIP skierowany jest bowiem głównie do użytkowników domowych, którzy dysponują w zdecydowanej większości komputerami stacjonarnymi, a nie notebookami.

Mimo to w CHIP-ie zamieszczamy od czasu do czasu również artykuły, które mogą zainteresować odbiorców takich jak autor listu. Mamy tutaj na myśli regularnie przeprowadzane testy komputerów przenośnych, przy okazji których publikujemy zazwyczaj szereg interesujących porad (CHIP 5/2000, s. 86) oraz takie teksty jak np. „Klonowanie danych” (CHIP 6/99, s. 180).

List 3

(…) Podejście Pana Piotra do tematu (chodzi o piractwo komputerowe – patrz: list opublikowany w CHIP-ie 6/2000, s. 196 – przyp. red.) jest typowe (…). Przyczyny tego stanu rzeczy są różnorakie: od stanu majętności klientów po – że tak się wyrażę – przyzwyczajenia. Ja jednak zetknąłem się z diametralnie innym nastawieniem. Oto klient, którego spokojnie stać na wydanie paru tysięcy złotych na oprogramowanie, kupuje je na warszawskiej giełdzie… Kiedy w prywatnej rozmowie zapytałem go – dlaczego? – otrzymałem następującą odpowiedź: kupując programy do firmy, klient liczył m.in. na obiecywane w umowie licencyjnej wsparcie techniczne ze strony producenta oprogramowania – które w rzeczywistości okazało się fikcją. (…) Klient woli więc zakupić na użytek prywatny „pirata” – a za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze dokupić kilka książek i poradników. (…)

(…) Nie tak dawno czytałem gdzieś o stratach ponoszonych przez firmy software’owe z tytułu piractwa. I nasunęła mi się pewna niepokojąca myśl: im nie zależy na zlikwidowaniu czarnego rynku. Wystarczyłoby bowiem znacznie obniżyć ceny oprogramowania zastępowanego przez nowe wersje, aby skutecznie obciąć łeb hydrze (po co komu Office 2000, jeśli za pomocą Office’a 95 też da się napisać bardzo przyzwoite dokumenty). (…) Tylko kto wtedy zechciałby kupić nowsze wersje programów? (…)

Odkąd kupiłem swój pierwszy komputer, używałem dostarczonego wraz z nim edytora Ami Pro firmy Lotus. Byłem wtedy na studiach i okazało się, że nie jestem w stanie wymieniać swoich dokumentów ze znajomymi używającymi w przytłaczającej większości Worda 6.0. (…)

Na koniec chciałbym złożyć podziękowania firmie Microsoft, a konkretnie jej polskiemu serwisowi technicznemu. To dzięki Wam ja i wielu moich kolegów ma zapewnioną pracę. 75% legalnych użytkowników Windows w Polsce posiada wersje OEM, dzięki czemu zostali oni skutecznie odcięci od wszelkiego wsparcia technicznego z Waszej strony. Gdybym mógł pobierać opłatę od każdego komunikatu „Skontaktuj się ze sprzedawcą…”, byłbym już chyba milionerem. (…)

Grzegorz M. ze Słupska

List 4

(…) Często na poparcie swoich słów piętnujący ten proceder (piractwa – przyp. red.) piszą, że skopiować program to to samo co ukraść mercedesa lub trabanta. (…) Ja chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że ukraść mercedesa a go skopiować (…) to zasadnicza różnica. W pierwszym wypadku zabieramy coś komuś, za co zapłacił, a w drugim nie dajemy zarobić producentowi. Nie dać zarobić to nie znaczy ukraść (mam nadzieję).

Innym zagadnieniem jest podejście cenowe do polskiego klienta. Przy średnich zarobkach (pozawarszawskich) jedna ósma wypłaty za grę i trzy czwarte za system niebieskich ekranów mówią same za siebie. (…) Może producenci się opanują, a są tego dobre początki, jak np. wspaniale wydane gry w stylu Baldur’s Gate, które warto kupić w oryginale (dodatki, podkładki itp.). Nie jestem zaprzysięgłym wrogiem legalnego oprogramowania, ale uważam, że programy, tak jak wszystkie produkty, powinny za swoją cenę oferować przyzwoitą jakość, a nie „zawiechę” już przy samej instalacji lub jeden niebieski ekran na godzinę za 700 zł.

Mariusz Janiszewski

List 5

(…) Myślę, że należy w całej rozciągłości potępić piractwo komputerowe v firmach. Niestety, jest ono u nas jeszcze bardzo powszechne, szczególnie w odniesieniu do pakietów biurowych (MS Office) i systemów operacyjnych (Windows 95/98/NT). Sądzę, że sytuacja wygląda nieźle w odniesieniu do oprogramowania biznesowego (systemy finansowo-księgowe, kadrowo-płacowe i inne wspomagające zarządzanie przedsiębiorstwem). (…) „Pad” Worda czy Excela nie stanowi wielkiego problemu – informatyk zakładowy w najgorszym wypadku przeinstaluje pakiet lub za pomocą dostępnych narzędzi odzyska ważne dane. Gorzej jest w przypadku np. systemu f-k bądź k-p. (…) Rachunek jest prosty – lepiej zapłacić za legalne oprogramowanie i dzięki temu mieć prawo do pomocy w sytuacjach podbramkowych.

Drugi aspekt piractwa – to używanie komercyjnych pakietów w domu. Oczywiście procederu tego nie pochwalam, gdyż, powiedzmy jasno, jest to kradzież, ale… (…) Otóż myślę, że 90% dzisiejszych informatyków zaczęło swoją przygodę z komputerem, używając nielegalnego software’u. (…) Zakupienie komputera dla dziecka to bardzo często wysiłek i poświęcenie całej rodziny. Zakup chociażby Windows 98 i MS Works podniosłoby cenę zestawu tak drastycznie, że komputer dla wielu rodzin stałby się nieosiągalny. Oczywiście za chwilę odezwą się głosy, że przecież w domu nie ma potrzeby używania MS Office, MS Works, że są darmowe pakiety, jak chociażby Star Office. Jasne. (…) Tylko proszę mi znaleźć ogłoszenie, że poszukuje się specjalisty od Star Office… (…)

I tu zapewne uprzedzę głosy, że przecież w szkołach i na uczelniach są dostępne laboratoria, gdzie młodzi ludzie, fani informatyki, mogą sobie przyjść i „podziałać”. Nie przesadzałbym tak z tą dostępnością, bo z reguły chętnych jest więcej niż miejsc i czasu, na jaki są one udostępniane, a i stan sprzętu też jest różny. Nie wspomnę już nawet o mniejszych miastach i wsiach, stanie tamtejszych pracowni komputerowych i ich ogólnej dostępności.

Reasumując, w dzisiejszych czasach znajomość komputera wymagana jest we wszystkich zawodach (…). Od świadomości informatycznej w społeczeństwie zależy w dużej mierze rozwój gospodarczy naszego kraju, a co za tym idzie – dobrobyt społeczeństwa. Myślę, że dzisiaj, w dobie powszechnej pauperyzacji społeczeństwa, realizacja idei „komputery pod strzechy” stanęłaby pod wielkim znakiem zapytania, gdyby wraz z komputerem trzeba było kupować legalne oprogramowanie. Mam jednak nadzieję, że wzrost gospodarczy, a co za tym idzie, bogacenie się społeczeństwa będzie marginalizować zjawisko piractwa. Myślę jednak, że jest to pieśń dość odległej przyszłości.

Jacek Dobosz, grupa chip.artykuly

Listy naszych Czytelników pozostawiamy bez komentarza. Zdecydowaną większość uwag zawartych w publikowanej na temat piractwa korespondencji podzielamy, dając temu wyraz w tekście nt. raportu o stanie piractwa komputerowego (patrz: s. 46).

Na zakończenie zamieszczamy jeszcze jeden list w tej sprawie, mając nadzieję, że zostanie on potraktowany przez wszystkich wyłącznie jako dowcipna puenta…

List 6

(…) Po przeczytaniu kilku listów i uwag na temat piractwa komputerowego stwierdzam, że piractwo można łatwo wykorzenić. Przykładem może być następujący scenariusz: w oryginalnym programie komputerowym można zamieścić szkodliwego wirusa, który w odpowiednim czasie uaktywni się (np. w 7 miesięcy po premierze) i usunie wszystko z dysku (…). Natomiast uczciwi odbiorcy otrzymaliby od producenta (przed upływem powyższych 7 miesięcy) patcha, który unieszkodliwiałby wirusa bądź nawet go usuwałby. W ten sposób producent niejako zmuszałby do zarejestrowania programu, w zamian wysyłając dyskietkę z programem likwidującym wirusa. Czyż nie jest to złoty środek do walki z piractwem?

Jeżeli powiecie, że można wirusa usunąć przed skopiowaniem gry, to ja odpowiem, że można również uzależnić uruchomienie programu od obecności wirusa już aktywowanego!!! Tak więc nie uruchomisz programu, jeżeli nie będziesz miał wirusa, a żeby pozbyć się go, musisz tylko zarejestrować się u producenta. (…)

Andrzej U.

Dostrzeżone błędy

Wbrew temu, co napisaliśmy w teście dwóch aparatów cyfrowych firmy Toshiba (CHIP 6/2000, s. 68), przesyłanie filmów zarejestrowanych na karcie SmartMedia do peceta jest możliwe.

Wielkość bufora nagrywarki LG CED-8080B wynosi 2 MB, a nie 4 MB, jak niepoprawnie napisaliśmy w teście tego urządzenia (CHIP 4/2000, s. 68).

W tabeli opublikowanej w teście układów graficznych 3D (CHIP 6/2000, s. 90) błędnie podaliśmy maksymalną głębię koloru w trybach 3D dla kart Voodoo3, która wynosi 16, a nie 32 bity, oraz dla karty Xentor32 (powinno być: 32 bity).

W artykule „Schowaj się za ścianą” (CHIP 6/2000, s. 186) dokonaliśmy zbytnich uogólnień, rozciągając zakres funkcji spełnianych przez domowe programy filtrujące połączenia sieciowe na wszystkie firewalle – zarówno zakres wymagań stawianych tym ostatnim, jak i ich możliwości są dużo większe.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.