Obyś cudze dzieci uczył…

-- Adam Cichowicz jest nauczycielem informatyki w ZSR CKU w Okszowie k. Chełma i w CKU w Chełmie. Do końca lipca bieżącego roku miała trwać dyskusja nad przygotowanym przez MEN projektem reformy szkół ponadgimnazjalnych. Projekt ten (zawarty w wydanej przez Ministerstwo słynnej "niebieskiej książeczce") przewiduje zlikwidowanie elementów informatyki w nowym, zreformowanym liceum. Przedmiot ten ma […]

Adam Cichowicz jest nauczycielem informatyki w ZSR CKU w Okszowie k. Chełma i w CKU w Chełmie.

Do końca lipca bieżącego roku miała trwać dyskusja nad przygotowanym przez MEN projektem reformy szkół ponadgimnazjalnych. Projekt ten (zawarty w wydanej przez Ministerstwo słynnej „niebieskiej książeczce”) przewiduje zlikwidowanie elementów informatyki w nowym, zreformowanym liceum. Przedmiot ten ma pozostać jedynie w liceach (ew. klasach) o profilu informatycznym (3 lata nauki zakończone możliwością zdawania matury z informatyki). Według założeń MEN edukacja informatyczna ma odbywać się w szkole podstawowej i w gimnazjum. W zreformowanym liceum uczeń nabyte wcześniej umiejętności ma wykorzystywać na innych zajęciach: np. na pracę z edytorem tekstu przewidziano 5 godzin na lekcjach języka polskiego. Jak niedawno zapowiedział pan minister Handke, komputery powinny być przeniesione z obecnych pracowni komputerowych do innych sal.

Przedstawiony tu pomysł jest tak absurdalny, że wręcz niepojęty dla nas – nauczycieli przedmiotów informatycznych. Wygląda to trochę tak, jak rezygnacja z matematyki i przeniesienie treści matematycznych na lekcje fizyki czy chemii.

Pod koniec czerwca odbyło się spotkanie przedstawicieli MEN z wojewódzkimi koordynatorami przedmiotu Elementy informatyki. Ci rzeczowo skrytykowali pomysły dotyczące edukacji informatycznej, zawarte w „niebieskiej książeczce”. Od dłuższego czasu w tej samej sprawie kołacze do drzwi MEN prof. Sysło z Uniwersytetu Wrocławskiego – niekwestionowany autorytet w dziedzinie edukacji informatycznej. Wszystkie jego argumenty trafiają na mur obojętności.

Na czym polegają główne błędy założeń reformy? Przy obecnym stanie wyposażenia szkół podstawowych w sprzęt i oprogramowanie (niewiele ponad 20% szkół ma jakiekolwiek komputery) nie ma mowy, aby uczniowie klas IV-VI nabyli kompetencje, jakie na tym etapie edukacji zakłada podstawa programowa. W szkole podstawowej na informatykę przewiduje się dwie godziny w całym cyklu kształcenia, przy czym są to godziny łączone z przedmiotem technika. Podstawówki dysponują zwykle sprzętem wycofanym przed laty ze szkół średnich. Są to m.in. Timeksy, Spectra Video, PC XT i inne zabytki techniki informatycznej (o żałos-nym oprogramowaniu do tego sprzętu nie wspomnę). W gimnazjum zaplanowano blok przedmiotów: technika/muzyka/plastyka/ informatyka, łącznie 200 godzin w całym cyklu kształcenia. Daje to średnio 50 godzin nauczania informatyki, czyli ok. 1,5 godziny przez jeden rok nauki.

Istnieje, co prawda, teoretyczna możliwość, że dyrekcja szkoły podejmie decyzję o przeznaczeniu na informatykę większej ilości godzin kosztem pozostałych przedmiotów bloku. W najlepszym więc przypadku uczeń gimnazjum może mieć dwie godziny informatyki w klasie np. pierwszej i jedną – w drugiej. Mimo mocno nagłośnionej akcji tworzenia pracowni internetowych w gimnazjach do komputera „dopcha się” co drugi uczeń (lub zamiast 3 godzin zajęć z komputerem uczniowie spędzą przed nim najwyżej 1,5 godziny).

Już teraz, przy dość dziwnym zapisie ustawowym, dotyczącym podziału na grupy (podziału takiego nie ma w klasach 24-osobowych i mniej licznych), często się zdarza, że przy 8-10 komputerach w pracowni tłoczą się 20-24 osoby. Wiadomo: oszczędności to obecnie rzecz najważniejsza w oświacie. A że uczeń nie będzie miał szans na samodzielną pracę z komputerem? Kogo to z organu finansującego szkołę obchodzi?!

Absolwent gimnazjum trafiający do liceum może praktycznie przez 3 lata nie mieć kontaktu z komputerem. Jeśli sprzęt z pracowni komputerowej zostanie przeniesiony do innych sal, jak to sobie wymarzył Pan minister Handke, to te 7-14 komputerów (taki jest standard wyposażenia typowej pracowni w szkole średniej), często połączonych w sieć, rozpłynie się po całej szkole, po jednej sztuce w innych pracowniach. A gdzie ma trafić drukarka? Gdzie skaner? Co z modemem i dostępem do Internetu? Co z oprogramowaniem i licencjami? Jak polonista, historyk, geograf czy biolog poradzą sobie z edukacją informatyczną? Co będzie się działo, gdy na skutek radosnej twórczości jakiegoś ucznia komputer „padnie”?

Przez ostatnich 10 lat kilka tysięcy nauczycieli zdobyło umiejętność nauczania informatyki na studiach stacjonarnych i podyplomowych, finansowanych w rozmaity sposób przez MEN. Czy pieniądze te mają być wyrzucone w błoto, gdyż większość tak wyszkolonej kadry będzie musiała odejść ze szkół? Pozostawienie komputerów w liceum bez gospodarza, jakim obecnie jest nauczyciel informatyki, niewątpliwie spowoduje szybką dewastację sprzętu (wystarczy tylko brak konserwacji). Czy stać nas na taką rozrzutność?

Chyba warto poważnie się zastanowić nad niefrasobliwością MEN. Niestety, trwająca dyskusja na ten temat nieodparcie przywołuje na myśl konsultacje w sprawie cen w czerwcu 1976. Ówczesna debata została zainicjowana w chwili podjęcia decyzji o niekorzystnej dla społeczeństwa zmianie cen. Wiadomo, jak się to skończyło.

Czy reforma systemu oświaty ma polegać jedynie na wywracaniu do góry nogami tego, co już jest? Wiele poczynań MEN wskazuje na to, że reformatorom przyświeca jeden cel: za wszelką cenę zaoszczędzić na systemie oświatowym. To dlatego m.in. likwidacji ulegnie szkolnictwo zawodowe, a zdobycie konkretnych kwalifikacji zawodowych ma zostać przerzucone do płatnych Policealnych Studiów Zawodowych. Wiadomo, że tego rodzaju kształcenie jest kosztowne: specjalistyczne pracownie, warsztaty, wykwalifikowana kadra nauczycielska. Po wprowadzeniu liceów ciężar ten odpadnie: wystarczy tablica, kreda i stażysta lub nauczyciel kontraktowy (najlepiej bez przygotowania pedagogicznego), mieszczący się na samym dole drabinki płacowej.

W zreformowanym liceum powinien znaleźć się wydzielony, obowiązkowy przedmiot informatyka ( elementy informatyki, podstawy informatyki, technologie informatyczne; nazwa chyba nie jest istotna) w ilości min. 3 godzin w całym cyklu kształcenia. Zupełnie bezsensownie pominięto doświadczenia obecnych liceów technicznych (miały być one czymś w rodzaju forpoczty reformy szkół średnich), w których realizowano przedmiot komputeryzacja (obok przedmiotu elementy informatyki ), umożliwiający uczniom opanowanie umiejętności posługiwania się komputerem w różnych sytuacjach. Dzięki temu absolwent zreformowanej szkoły śred-niej będzie na bieżąco z technologią informacyjną, która zmienia się niezwykle dynamicznie.

Szkoła licealna powinna też przygotować uczniów do zdawania egzaminów na Europejskie Komputerowe Prawo Jazdy (ECDL). Opanowanie wymaganych na egzaminach umiejętności nie będzie możliwe, jeśli MEN przeforsuje swoją obecną koncepcję nauczania technologii informacyjnych w szkołach ponadgimnazjalnych. Chętnym do zdawania pozostaną jedynie płatne kursy.

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Opinie nie zawzsze są zgodne ze zdaniem redakcji.

Info
Grupy dyskusyjne
Uwagi i komentarze do artykułu:
#
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.