Marzenie ściętej głowy

Czy przy obecnym stanie naszych łączy internetowych mamy w Polsce szansę na pracę z programami dostępnymi na zdalnych serwerach?

Od kilku już lat my wszyscy, przyzwyczajeni do tradycyjnych metod dystrybucji oprogramowania, straszeni jesteśmy kolejnymi pomysłami na ich zmianę. Od czasów zarzuconego projektu NetPC, w regularnych niemalże odstępach czasu, co rusz któryś z dużych producentów software’u ogłasza, że ma w planach rewolucję w sposobie sprzedawania swoich wytworów. O co w tym wszystkim chodzi?

Dla polskich internautów praca z programem w Sieci to melodia przyszłości.

Jak zwykle – o pieniądze. Działy marketingu dużych firm wychodzą już ze skóry, co rok czy półtora wymyślając powody, dla których użytkownicy wspaniałych przecież programów mieliby wydać kolejne niebagatelne kwoty na jeszcze wspanialsze aplikacje. Rozwój niektórych typów oprogramowania (na przykład pakietów biurowych) znajduje się obecnie na takim etapie, że coraz trudniej wskazać racjonalne powody, dla których mielibyśmy kupować nowsze ich wersje. Ilu indywidualnych użytkowników korzysta z nowych funkcji zestawu Microsoft Office 2000? Trzeba zatem wykonać jakiś radykalny krok, który zmusiłby ich znowu do sięgnięcia do kieszeni. Pakiety są drogie – a więc obniżmy ich cenę. I to radykalnie – zamiast 2000 złotych niech będzie dajmy na to 30. Za cały pakiet? O nie – za możliwość korzystania z niego za pośrednictwem Internetu. Jednym z pomysłów jest więc wprowadzenie abonamentu za pracę w – powiedzmy – najnowszej wersji Worda.

Drugi aspekt całej sprawy to działanie antypirackie. Po prostu nie ma czego kraść, bo to co do tej pory można kupić na prawie każdej giełdzie komputerowej w Polsce, będzie sobie bezpiecznie rezydowało na odległym serwerze w Stanach Zjednoczonych.

I oto pojawił się pierwszy zwiastun nowego sposobu korzystania z oprogramowania. Firma Corel udostępniła usługę o nazwie CreativeAnywhere!. Poprzez Internet możemy obrabiać obrazki za pomocą programu opracowanego na bazie aplikacji Corel PHOTO-PAINT. Potrzebna jest tylko przeglądarka internetowa, zdjęcie, które chcemy poddać korekcie, oraz… odpowiednio wydajne łącze internetowe. I oczywiście tu jest pies pogrzebany. Przepustowość naszych łączy jest tak niewielka, że mimo kilkunastokrotnych prób podejmowanych o najróżniejszych porach dnia i nocy nie udało mi się poddać najprostszej transformacji nie tylko malutkiej fotografii, którą bezskutecznie usiłowałem przesłać do Kanady, ale nawet przykładowej grafiki dostępnej na tamtejszym serwerze. Zatem – dopóki nasze kable nie będą odpowiednio „grube”, przedstawione pomysły potraktować należy jak literaturę science-fiction.

Info
Grupy dyskusyjne
Uwagi i komentarze do artykułu:
#
Pytania techniczne:
#
Internet
CreativeAnywhere!
http://www.creativeanywhere.com/
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.