Transmisja kontrolowana

Jak mają zachowywać się operatorzy telekomunikacyjni, by umożliwić policji i wojsku podsłuchiwanie obywateli w Internecie? Szczególnie, że nie jest to kwestia ich dobrej woli.

Marcin Nowakredaktor CHIP-a, szef działu Internet, globtroter, zwolennik konkretu

Odkąd pamiętam, zawsze kogoś goniliśmy. My – Polacy. Kiedyś chcieliśmy być drugą Japonią, ostatnio próbujemy dostać się na powrót do Europy. Tak się jakoś układało, że prawie zawsze byliśmy za innymi. Bywały jednak krótkie chwile, że to my staliśmy na czele. Nie od razu na samym początku, ale – powiedzmy – na drugiej pozycji, co też jest powodem do dumy. Kiedy? Sztandarowym przykładem jest Konstytucja trzeciomajowa – druga na świecie, pierwsza w Europie! Wiem, że to kiepski przykład, bo – po pierwsze – tamta ustawa zasadnicza nie pomogła nam uniknąć stu dwudziestu trzech lat niewoli. Drugi powód, dla którego Konstytucja 3 Maja chyba nie powinna być przywoływana w miesięczniku komputerowym, to fakt, że uchwalono ją dawno i z najnowszymi technologiami ma ona niewiele wspólnego.

Dobrze więc: teraz będzie coś bliższego i bardziej „komputerowego”. Pamiętacie milczącego premiera z partii wywodzącej się z ludu? Otóż premier ten był drugim przywódcą na świecie, po amerykańskim prezydencie, który miał publicznie dostępną skrytkę e-mail. Prawda, że miło? Co z tego, skoro teraz strony rządowych serwerów WWW często zawierają nieaktualne dane, a w ogólnie pojętej komputeryzacji nie przodujemy?

Zapewne w celu poprawienia humorów, jeszcze przed Gwiazdką, rząd postanowił znowu zabłysnąć. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowało projekt rozporządzenia „w sprawie szczegółowych wymagań i sposobu wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Uff… Nazwa długa, a w skrócie chodzi o to, jak mają zachowywać się operatorzy telekomunikacyjni, by umożliwić policji i wojsku podsłuchiwanie obywateli w Internecie.

Mamy więc dyscyplinę komputerową, całkowicie nowoczesną i „na czasie”. Niestety – znowu nie będziemy pierwsi. Co więcej, nie załapiemy się na żadną z medalowych pozycji. Ale miejsce punktowane też jest niezłym osiągnięciem, tym bardziej że przed nami doborowe towarzystwo – Rosja, USA i Wielka Brytania. O wprowadzaniu podobnego przepisu w Stanach Zjednoczonych pisałem w CHIP-ie 10/2000 na s. 44. Carnivore – tak nazywa się amerykański system podsłuchowy – wprowadzono pokątnie i cała sprawa wywołała spore zamieszanie. U nas MSWiA postanowiło zrobić to jawnie: projekt rozporządzenia przesłano do konsultacji Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji.

Nie będę krytykował idei szpiegowania przestępców w Internecie. Lepiej ode mnie zrobią to organizacje zajmujące się prawami człowieka. Poza tym nie jestem też przekonany o naganności takiego postępowania. Skoro policja może podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, to dlaczego ma nie móc zajrzeć do e-maila? Oczywiście zawsze musi to być „podparte” odpowiednim zezwoleniem sądu i mam nadzieję, że takowe będą wymagane. Zresztą przestępcy będą potrafili zagrać organom ścigania na nosie, bo wystarczy, że zaszyfrują list elektroniczny, i żaden policjant go nie przeczyta. Swoistą ironią losu jest tylko to, że prawo dotyczące inwigilacji wprowadza rząd wywodzący się z Solidarności – związku zawodowego, który jeszcze kilkanaście lat temu walczył o wolność. Ale to akurat kwestia polityczna, a takowych w CHIP-e nie warto roztrząsać.

Najciekawszych rzeczy można się dowiedzieć, studiując projekt rozporządzenia MSWiA nieco głębiej. Paragraf 6 wyżej wymienionego mówi o tym, że operator telekomunikacyjny „ponosi koszty związane z zakupem systemów (…), ich instalacją uruchomieniem, eksploatacją i utrzymaniem”. Oznacza to, ni mniej ni więcej, tylko to, że dostawcy Internetu będą musieli finansować częściowo policję i wywiad. Co prawda, nie wiemy nic na temat sprzętu, który ma być używany do podsłuchiwania, ale nie sądzę, żeby był on tani. A jako że „system” oznacza nie tylko sprzęt, to prawdopodobne jest, iż MSWiA obciąży operatorów telekomunikacyjnych również kosztami przygotowania oprogramowania szpiegowskiego. Ciekawe, jak rozdzielą tę sumę pomiędzy operatorów – po równo, a może proporcjonalnie do liczby użytkowników? Co z firmami, które powstaną w przyszłości (byłoby sprawiedliwie, żeby też partycypowały w kosztach)? Czy będzie trzeba płacić za uaktualnienia?

Operatorzy będą musieli pokryć koszty przygotowania oprogramowania do szpiegowania w Sieci? To jeszcze nie byłoby takie złe. Dokument zawiera wszak wymagania (spore) wobec systemu, a nazwa rozporządzenia mówi o wymaganiach wobec operatorów. Czy to ma oznaczać, że ci będą musieli sami ów system opracować? Nawet jeśli nie, to oprócz wymienionych już przeze mnie kosztów dostawcy Internetu będą mieli obowiązek sfinansowania łączy od ich firmy do najbliższej komendy policji czy biura UOP oraz – uwaga – „utrzymania struktury organizacyjno-technicznej” (na przykład zatrudnienia pracownika do resetowania zawieszającego się policyjnego komputera). Tak czy inaczej – koszty takiego systemu mogą być całkiem spore, a rozporządzenie może oznaczać gwóźdź do trumny wielu dostawców Internetu, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Zresztą dotyczy to chyba nie tylko ISP. Dokument wspomina także o „dostawcach dostępu”, czyli na przykład… kafejkach internetowych.

Od podobnych bzdur aż roi się w projekcie rozporządzenia MSWiA. Zgodnie z punktem 13, jeżeli operator telekomunikacyjny szyfruje dane, musi je przekazać policji w postaci niezaszyfrowanej. Oznacza to, że bezpieczeństwo transakcji internetowych pozostanie realne tylko na papierze. Co prawda, nadal nie podejrzą ich przestępcy, ale policja – owszem. Z kolei paragraf 5 mówi o archiwizowaniu przechwytywanych danych. Nic jednak nie wiadomo o czasie przechowywania informacji. Nie jest zatem wykluczone, że firmy będą musiały zacząć wynajmować magazyny tylko na składowanie taśm z zapisanym ruchem internetowym.

Dokument sprawia wrażenie pisanego na kolanie przez kogoś, kto nie ma pojęcia o rynku internetowym. Ciekawe, jak policja i sądy poradzą sobie z nowym rodzajem dowodów. Podsłuchiwana osoba jest w stanie wytworzyć sporą ilość danych. Do ich przetwarzania potrzeba wielu ludzi, i to nie byle jakich – dużej klasy fachowców. Skąd ich wezmą nasze organa ścigania, skoro brakuje im pieniędzy na wszystko? Podobnie z sądami – czy będą w stanie właściwie ocenić dowody „elektroniczne”, skoro wystarczają im maszyny do pisania, akta zaś nadal wiąże się sznurkiem do snopowiązałki i ręcznie zszywa dratwą?

Mam tylko nadzieję, że Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji wyda negatywną opinię i że opinia ta podziała na MSWiA jak kubeł zimnej wody. Byłoby lepiej, gdyby władze wzięły się do nadrabiania zaległości w ważniejszych dla nas wszystkich dyscyplinach – na przykład w komputeryzacji szkół.

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Opinie nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.
Info
Grupy dyskusyjne
Uwagi i komentarze do artykułu:
#
Internet
Tekst projektu rozporządzenia
http://ipsec.pl/doc/mswia.html
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.