Precz z nowościami!?

Szef Microsoftu na konferencji w Scottsdale stwierdził, że Linuks stanowi główne zagrożenie dla Windows. Czy rzeczywiście?

 
Istnieje specyficzna grupa ludzi, zwanych audiofilami. Ich hobby polega na kupowaniu coraz lepszych i droższych wzmacniaczy, odtwarzaczy CD, kabli i kolumn. Wszystko po to, by mogli jak najdoskonalej odtwarzać muzykę. Wśród komputerowej braci można wyróżnić podobną kastę. Nie została nigdy nazwana, ale bez wątpienia istnieje. Jej przedstawiciele każdy nadmiar gotówki zamieniają na pojemniejsze dyski twarde, szybsze procesory i… karty graficzne pozwalające uzyskać w ulubionej grze jak najwięcej klatek na sekundę (FPS).

     Od niedawna portfele "komputerofilów" są poddawane coraz większemu drenażowi. Najnowszy GeForce3 kosztuje ni mniej, ni więcej, tylko 2200 zł! Za taką kwotę w supermarkecie można kupić cały komputer. Czy olimpijskie "wyżej, szybciej, dalej" w wydaniu pecetowym nie oznacza po prostu paranoi?

     Zaryzykuję twierdzenie, że pojemniejsze dyski wcale nie mieszczą więcej danych, a wydajniejsze procesory nie są szybsze. Podobnie jest z kartami graficznymi – nowsze nie mają większych możliwości od starszych. Za punkt odniesienia biorę nasze potrzeby, które rosną równie szybko, jak gęstość upakowania danych czy prędkość taktowania magistrali. Bez względu na to, jak szybki będzie procesor naszego komputera, zawsze znajdzie się program, który będzie pracował za wolno. Jeśli kupimy nowy, dwa razy większy dysk, jego zapełnienie nie zajmie więcej niż miesiąc. Niezależnie od tego, ile milionów trójkątów będzie w stanie przetworzyć w ciągu sekundy nasza karta graficzna, niedługo pojawi się gra mająca większe wymagania. Anegdota mówi, że nikomu nie udało się jeszcze wyprodukować za dużego dysku.

     Czy jest jakieś wyjście? Można kupować coraz nowszy sprzęt, ale… taniej jest zrezygnować z najnowszych gier. Komputer, którego właścicielem w tej chwili jesteś, z pewnością znakomicie nadaje się do pracy z edytorem tekstu, surfowania po Internecie, pisania programów i innych "pożytecznych" czynności. A co, jeśli zechcesz się rozluźnić i będzie Ci w tym przeszkadzała jednocyfrowa liczba stojąca za skrótem FPS? Nie ulegaj paranoi. Proponuję zagrać w jedną ze starych, ale jarych gier. Jest jeszcze jedno wyjście – należy zaopatrzyć się w "futbolówkę" albo rower i wyjść na świeże powietrze – wszak wakacje blisko.

     Rzeczywiście, świeżego powietrza i aktywności żaden komputer nie zastąpi, przynajmniej na razie. Właśnie z powodu braku wolnego czasu, np. na wypad na łono przyrody, nie warto go marnować, wpatrując się w ekran i czekając, aż aplikacja wykona to, co jej kazaliśmy.

     W przypadku komputerów sprawdza się stara maksyma – nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Oczywiście zgadzam się, że żaden procesor czy karta w większości przypadków nie przyśpieszą działania edytora tekstu, ale pozostałe wymienione przez Marcina aplikacje na pewno będą działały szybciej. Wykonanie makr, które na co dzień przetwarza mój arkusz kalkulacyjny, z pewnością przyśpieszy np. wydajniejszy procesor. Przyznaję, że osoby wykorzystujące Excela jako kalkulator, po zainstalowaniu nowszych komponentów nie zauważą zwiększenia prędkości jego działania. Ale czy one w ogóle potrzebują arkusza kalkulacyjnego?

     To samo tyczy się internetowych witryn. Niektóre z nich, szczególnie te nowe, już teraz wykorzystują technologię DHTML, czyli skrypty wykonywane po stronie użytkownika. I dobrze, takie było założenie. Jest to jednak kolejny powód, dla którego nawet podczas surfowania w globalnej Sieci warto inwestować w swojego peceta.

     A wracając do gier. Nic nie mam przeciwko Tetrisowi czy innym mu podobnym. Jednak nowe gry też mają swój urok. Żeby złapać bakcyla "nowości", trzeba było wpaść do laboratorium, kiedy testowaliśmy najnowszego GeForce’a 3! Bez względu na wybraną aplikację, demo czy grę jakość obrazu była "powalająca", a kilkunastu widzów wpatrywało się w ekran jak zahipnotyzowanych. Żeby zrozumieć, trzeba zobaczyć…

     Czy kupię sobie coś nowego? Oczywiście! I nieważne, że kosztuje to ponad dwa tysiące. Mogę przecież na jakiś czas zrezygnować z innych, wydawałoby się niezbędnych, wydatków. Gorsze jest jednak to, że nawet przy tej cenie na razie trudno gdziekolwiek kupić najnowsze produkty! Według polskich dystrybutorów w pierwszym okresie sprzedaży hitowego urządzenia niemal każda jego ilość rozchodzi się jak ciepłe bułeczki. To wyjaśnia wszystko – takich jak ja jest więcej! A czy zasługujemy na miano "komputerofilów"? Mam nadzieję, że TAK!

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.