Przezroczysty ekran monitora

Narodziny i rozwój Internetu umożliwiły szybki przepływ informacji do najdalszych zakątków świata. Czy oprócz samej techniki zmianie uległa również ludzka psychika?

Gdy przed kilku laty z wielką siłą eksplodował Internet, niemal równie szybko jak maszyny i programy do obsługi poczty elektronicznej, stron WWW i IRC-owych pogawędek pojawiły się obawy przed nowym medium. Prasa komputerowa i codzienna serwowała mrożące krew w żyłach opisy uzależnienia od Internetu, psychologowie dyżurni zastanawiali się nad podobieństwami narkomanii, alkoholizmu i cyberholizmu, ogłaszały się (w Internecie oczywiście, cóż za perwersja…) poradnie odwykowe.

I co? I nic. Wyodrębniono wprawdzie jednostkę chorobową uzależnienia od obecności na łączach, poklasyfikowano szkodliwość poszczególnych sposobó wykorzystania Internetu (podobno najgorsza zaraza to gry sieciowe, najmniejsza – poczta elektroniczna), wzruszono się historią kilku szeroko opisywanych ofiar cyberuzależnień – ale dziś, po niemal sześciu latach od tamtego Wielkiego Wybuchu Sieci, sprawa jakoś przycichła. Za to spod pierwotnych obaw już wychodzą zjawiska naprawdę nowe, dopiero teraz zauważane.

Anonimowość ułatwia kontakty

Nie od czasów Internetu wiadomo, że ludzie w formie pisanej wypowiadają się zazwyczaj bardziej szczerze i otwarcie niż twarzą w twarz. Dodatkowo istnienie nicka, pod którym się często w sieciowej gęstwie ukrywamy, jeszcze bardziej ułatwia wypowiedzenie się. Na to zwrócili zresztą uwagę psychoterapeuci: dla wielu osób nieśmiałych i zahamowanych właśnie kontakt przez Internet był pierwszą okazją do otwarcia się. Kontakt internetowy, czy to poprzez listy elektro-niczne, czy poprzez IRC, ma bowiem coś pośredniego między byciem twarzą w twarz z drugim człowiekiem a typową, tradycyjną korespondencją. Szybkość porozumiewania się jest większa niż podczas wymiany listów tradycyjną pocztą (na IRC-u jest nieznacznie tylko wolniejsza od zwykłej mowy), a możliwość strojenia się w różne szatki, wchodzenia w wiele ról i przebrań jest taka sama jak w przypadku korespondencji papierowej.

Jednocześnie też internetowy kontakt nie grozi całkowitą utratą tożsamości, czym chętnie straszyli pierwsi czarnowidze. Przeciwnie: nieraz jest tak, że dopiero akceptacja czyjejś osoby przez kogoś z drugiej strony drutu pozwala się bardziej odsłonić, zrzucać maski i pokazywać siebie. Cechą charakterystyczną jest tu możliwość odwrotu w każdej chwili lub przybrania nowej „skóry”, z innego adresu pod nowym nickiem. Dla kogoś zalęknionego i niepewnego są to atuty nie do pogardzenia.

Prościej czy trudniej?

Ta właśnie cecha – że Internet w gruncie rzeczy ośmiela i zachęca do otwarcia się – okazuje się dziś tą wyczekiwaną intuicyjnie pułapką, której przed laty szukano nie tam, gdzie naprawdę była. Wygląda na to, że elektroniczna forma komunikacji zupełnie nie przeszkadza uzewnętrznieniu swoich reakcji dzięki Internetowi. Ba, wręcz uwyraźnia je i czyni łatwiejszymi do ogarnięcia i zrozumienia.

Czytając posty z grup dyskusyjnych budzących najwięcej emocji, choćby pl.soc.polityka czy pl.soc.religia, można się łatwo dopatrzyć w ogólnym nastroju wypowiedzi, jak bardzo uczestnicy listy chcą nie tyle anonimowości, ile właśnie zaistnienia na fali emocji będących motywem przewodnim listy. Widać tam wyraźnie, jak wyrafinowana technika sieciowa chowa się w tło wobec namiętności o wiele od niej starszych. Dla tych namiętności Internet to tylko kolejny, nowy sposób ich wyrażania i rozpowszechniania. Zdradliwy tym bardziej, że zapewnienia o dyskretności Internetu jako medium komunikacyjnego działają odblokowująco na ludzi nieświadomych służebno-wzmacnia- jącej roli techniki. I tak oto mamy ich na ekranie zarówno w całej wielkości, jak i upadłości jednocześnie.

Wielki Obnażyciel czuwa

Ekran internetowego monitora okazał się przezroczysty o wiele bardziej, niż przed laty przypuszczano. Anonimowość, jaką zapewniać ma kontakt elektroniczny, nie jest ani taka pełna, jak chciałyby tego osoby bojące się jakiejkolwiek bliskości, ani tak bezkarna, jak wyobrażają sobie cyberszkodnicy, ani nawet tak ochronna, jak marzyli o tym zapewne figlarze radzi podszywać się pod kogoś, kim nigdy nie byli. Internet bowiem należy do tej kategorii wynalazków, które w krótkim czasie zostają przyjęte, szybko oswojone – i jeszcze szybciej banalnieją. Tak działo się przed stu dwudziestu laty z telefonem czy przed pół wiekiem z telewizją.

Owe technologie banalne, powszechnie i bezrefleksyjnie używane, szybko stają się przezroczyste i nie wiedzieć kiedy wystawiają swoich użytkowników na widok publiczny. Telewizja na przykład, umożliwiając milionom uczestniczenie w życiu jednostek, bezlitośnie obnażyła nasze upodobanie do powszechnego podglądactwa, czego ostatecznym, do granic możliwości zwulgaryzowanym produktem są programy w typie „Wielkiego Brata”. I najpewniej nie jest to koniec procesu, który każdego z nas może w dowolnej właściwie chwili powielić i upublicznić ponad wszelką miarę. Po telewizji bowiem pałeczkę Wiekiego Obnażyciela coraz wyraźniej przejmuje Internet.

Co jeszcze ujrzymy w niedalekiej przyszłości za przezroczystym ekranem monitora?

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Opinie nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.

Info

Grupy dyskusyjne
Uwagi i komentarze do artykułu:
#

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.