Internet – zaklęcie magiczne

Kraje poważnie traktujące rewolucję informacyjną, jak Egipt czy Niemcy wydają miliardy dolarów na kształcenie fachowców od IT i edukację internetową. U nas zamiast pieniędzy na konkretne projekty

Czy w Polsce istnieje telepraca? Tego nie wie nawet Grażyna Zielińska, prezes Krajowego Urzędu Pracy. Na zorganizowanej 17 lipca przez senacką Komisję Gospodarki Narodowej konferencji „Nauka i praca na odległość” pytań bez odpowiedzi było więcej.

Na dobrą sprawę nie wiadomo, czy telepraca w naszym kraju jest w ogóle możliwa. Częścią spotkania miała być demonstracja internetowego szkolenia. W tym celu uruchomiono telekonferencję z Puckiem – najdalej na północ wysuniętą gminą Polski. Przez większą część konferencji łączność szwankowała. Jeśli tak miał wyglądać wzorcowy pokaz, to lepiej nawet nie myśleć o codziennej realizacji.

Informatyk – nadzieją narodu

Poprawę ma przynieść projekt ePolska – nie ze względu na dobrą wolę urzędników, lecz dlatego, iż stanowi część programu eEuropa, którego cele rząd polski zobowiązał się realizować, podpisując międzynarodowe umowy. Internet ma być szybszy, tańszy i dostępniejszy. Ze strony organizatorów padły słowa, iż popularyzacja Sieci to „awans cywilizacyjny porównywalny z likwidacją analfabetyz-mu”. Świetlaną wizję snuła prezes Krajowego Urzędu Pracy Grażyna Zielińska. Według niej realizacja programu „Narodowa strategia rozwoju na lata 2001-2006” doprowadzi do tego, że Internet będzie częścią edukacji każdego dziecka, a wszystkie szkoły uzyskają dostęp do Sieci. Na razie Krajowy Urząd Pracy uruchamia program pilotażowy mający umożliwić 500 niepełnosprawnym zdalne przeszkolenie w celu zdobycia nowych kwalifikacji zawodowych. Zdaniem prezes Zielińskiej do 2005 roku nasz kraj będzie potrzebował dodatkowo 20 tysięcy informatyków. Na szczęście fachowcy od IT – jako najbardziej dziś poszukiwani pracownicy – mają w Polsce tak dobre warunki (lub wykazują się tak dużym patriotyzmem), że do Niemiec na „zieloną kartę” wyjechało zaledwie 100 z nich.

Minister edukacji Edmund Wittbrodt przypominał hasło konferencji OECD w Paryżu: „Wiedza dla wszystkich”.

Nie będziemy Krainą Krzemową

Pani prezes Urzędu Pracy usiłowała wyważyć otwarte drzwi, sugerując, iż potrzebne są ujednolicone certyfikaty poświadczające nabycie podstawowych umiejętności w zakresie posługiwania się komputerem. Na uwagę z sali, że przecież taką funkcję ma pełnić Komputerowe Prawo Jazdy (ECDL), rzekomo wspierane przez administrację państwową („Po prostu klikaj”, CHIP 11/2000), z powątpiewaniem zareagował minister edukacji Edmund Wittbrodt: „Mówiliście o komputerowym prawie jazdy – no, ja chciałbym zobaczyć tego kierowcę”. Nie wie prawica, co czyni… prawica?

Kubeł zimnej wody na głowy zebranych wylał Klausdieter Natebus, dyrektor ds. edukacji w dziale usług IBM na Centralną i Wschodnią Europę. Poinformował on, że Niemcy na teleszkolenie bezrobotnych w 2000 roku przeznaczyły okrągły miliard marek. Poważnie traktujący wyzwania związane z infoprzemianami Egipt będzie rywalizował w produkcji oprogramowania z Indiami – największą azjatycką fabryką software’u. W ciągu 7-8 lat nad Nilem wyszkolonych zostanie milion fachowców od IT. Potomkowie faraonów wydadzą na ten cel 43 miliardy dolarów. Podobne inicjatywy podjęły m.in. Włochy i Szwecja. Na tym tle realizowane w Polsce działania zamiast pościgu za światową czołówką przypominają hamowanie pulsacyjne.

Zaścianek z ambicjami

Komputeryzacja jest traktowana u nas jak plany 5-letnie w czasach PRL-u: należy przekroczyć normę i nie tracić czasu na myślenie, czemu to wszystko ma służyć. Główną troską urzędników odpowiedzialnych za edukację jest stałe zwiększanie liczby pecetów w szkołach. Wykorzystanie tego sprzętu nie daje się umieścić w statystykach, więc nie zaprząta urzędniczych głów. Tymczasem profesor Władysław Turski, powołując się na opinie operatorów portali edukacyjnych, stwierdził, że aktywnych jest jedynie 10% szkolnych pracowni. Prezes Zielińska przywoływała badania, z których wynikało, że w 2010 roku wszystkie zawody będą wymagały umiejętności obsługi komputera. Co więcej, aż 70% tych zawodów dziś jeszcze nie istnieje. Mamy więc mało czasu, by nie zostać gigantycznym skansenem. Senacka konferencja może świadczyć o tym, że elita władzy zaczyna sobie uświadamiać powagę sytuacji. n

Wyrównujmy szanse

CHIP: Padły dziś efektowne porównania liczby uczniów przypadających na jeden szkolny komputer: w USA – 5, w Europie Zachodniej – 10, a w Polsce – 40. Czy to brak sprzętu jest głównym problemem w wykorzystaniu technologii cyfrowych w nauczaniu?

Rozmowa z Arturem Dyrą, dyrektorem ds. rozwoju firmy Young Digital Poland.

Dyro:

Statystyki nie mówią, jakie to są komputery. Tymczasem tak pięknych pracowni, jak mamy w 6 tysiącach szkół, nie ma nikt w Europie. Wizytowałem szkoły holenderskie – tam pecetów jest rzeczywiście dużo, ale większość to maszyny klasy 286 i 386, tymczasem u nas dominują kolejne generacje Pentium. Brakuje natomiast wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej, która potrafiłaby ten potencjał wykorzystać. Szkoda, bo technologia informatyczna w szkołach mogłaby służyć wyrównywaniu szans dzieci ze wsi i mniejszych ośrodków.

Info
Na CHIP-CD w dziale Aktualności | Nauka i praca na odległość znajduje się artykuł”Po prostu klikaj” z CHIP-a 11/2000.
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.