Koniec wyścigu

Coraz bardziej wymagające aplikacje powodują, iż co kilka miesięcy wymieniamy podzespoły naszego komputera. Czy rzeczywiście jest to potrzebne?

Przez lata żyliśmy w przeświadczeniu, że wymiana komputera co 2-3 lata to konieczność. Najwyższy czas zerwać z tym przesądem.

Piotr Dębek
Notoryczny ironista, strukturalista i kolekcjoner teorii spiskowych.

Nie będzie to łatwe, bo marketingowcy Intela, AMD, Nvidii czy Microsoftu nie szczędzą wysiłków, by nas przekonać, że tylko nowy procesor, karta graficzna bądź system operacyjny pozwolą poczuć się wolnym, szczęśliwym, zarobić dużo pieniędzy, mieć więcej czasu itp. Jak zwykle zresztą, co najmniej od dekady. Problem gigantów IT polega na tym, że ich argumenty brzmią coraz mniej przekonująco. Chętnie przeczytam „2000 powodów, by kupić Pentium V”. Będę zaskoczony, jeśli chociaż trzy z nich okażą się prawdziwe.

Sceptyków, wstrzymujących się z wymianą dwuletniego procesora czy trzyletniej karty graficznej, przybywa w szybkim tempie. IDC, znana firma zajmująca się wróżbami biznesowymi, musiała zweryfikować swoje prognozy dotyczące wartości amerykańskiego rynku pecetów w 2001 roku. I tak, zamiast 2,2% wzrostu będziemy mieli spadek sprzedaży o 6,3%. Po raz pierwszy w historii! W odniesieniu do domowych użytkowników zainteresowanie zmniejszyło się aż o 17,3%! Na taki stan rzeczy tylko częściowo wpłynęła amerykańska recesja. Analitycy wskazują, że coraz wolniej wymieniamy sprzęt, bo… mamy ku temu coraz mniej powodów. Warto tu jeszcze pamiętać o mało znanym drugim prawie Moore’a: koszt produkcji procesorów rośnie szybciej niż popyt na nie.

Rewolucji nie będzie

Kolejne epoki: DOS, Windows 3.1x i 9x istotnie zwiększały możliwości peceta, rozszerzając jego funkcjonalność czy przyjazność. Najnowsze edycje „Okienek pod strzechy” oferują poprawki jedynie kosmetyczne. Plug and play, DirectX, multimedia czy integracja z systemem aplikacji internetowych – niezależnie od tego, jak je oceniamy – były krokami milowymi. Co dziś jest taką rewolucją, skłaniającą, by pędzić po Me czy Whistlera? Bo przecież raczej nie są to kolorowe, przeźroczyste paski.

Większość multimedialnych programów edukacyjnych zatrzymała się gdzieś w okolicach wczesnego Pentium. Innowacje, jak rozpoznawanie mowy w nowym MS Office, zainteresują jedynie niektórych. Trudno sobie wyobrazić, by pracownicy jakiejś firmy czy urzędu, siedząc po kilku w pokoju, dyktowali oficjalne listy, wymieniając się przy tym prywatnymi uwagami. Nie ma obaw, byśmy zaczęli dostawać urzędowe pisma, zaczynające się od: „Decyzją Urzędu Miejskiego, Józek, zrób mi kawę…”, choćby z tego względu, że polskie moduły rozpoznawania mowy mają pojawić się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Oprogramowanie biurowe osiągnęło funkcjonalność bliską idealnej. Teraz pozostaje jedynie dodawanie kolejnych „wodotrysków” i usuwanie błędów. Czy można się tym ekscytować?

GeForce4 w biurze?

Wydajność układów graficznych w 2D już dawno osiągnęła kres możliwości interfejsu graficznego Windows. Trójwymiarowy interfejs pozostaje nadal w sferze mglistych projektów. To po co nam te karty 3D?

Nikt, kto nie jest zapalonym graczem, nie ma już motywacji, by zmienić kartę graficzną na lepszą. Podobnie ma się rzecz z procesorami – czy korzystając z dwugigahercowego Pentium IV, napiszemy list cztery razy szybciej niż na Celeronie 500? Nareszcie przestaje obowiązywać zasada, że komputer staje się przestarzały w momencie wynoszenia go ze sklepu.

Pecetowcy, chwalcie XBoksa

Główne zastosowanie peceta, które wciąż uzasadnia dalszą jego rozbudowę, to – pomijając zadania korporacyjne lub profesjonalną grafikę – gry. I tu jednak sytuacja może ulec zmianie, a to za sprawą… Microsoftu. Przygotowywana na jesień konsola XBox to kryptopecet, wyposażony w Pentium III 733, GeForce’a3 i zestaw bibliotek DirectX. Bliskie pokrewieństwo MS Konsoli i blaszaka skłoni producentów oprogramowania do przygotowywania aplikacji od razu na dwie platformy. Posiadaczom konsoli nie można zalecać: „Kupcie sobie szybszy procesor”, więc przy okazji i dla gier pecetowych ustalą się wymagania sprzętowe. Nie oznacza to wcale, że zostanie zatrzymany postęp. Teraz będzie ładniej, ciekawiej i bardziej interaktywnie dzięki optymalizacji kodu, a nie zwiększaniu mocy obliczeniowej.

Życie jest gdzie indziej

Przez lata komputery osobiste fascynowały, bo stawały się coraz bardziej funkcjonalne. To była ekscytująca droga: od kalkulatora, przez maszynę do pisania i multimedia, po kino domowe, z takimi kamieniami milowymi, jak interfejs graficzny, Internet, e-handel. Od dłuższego czasu nie pojawiło się jednak nic, co skłaniałoby do marzeń o maszynie nowej generacji. Stratedzy w wielkich korporacjach nie odrobili lekcji. Zabrakło odważnych wizjonerów.

Świat nie staje jednak w miejscu. Najważniejsze, najbardziej pożądane dziś technologie niewiele mają wspólnego z wnętrzem peceta. Szybki, szerokopasmowy i tani dostęp do Internetu oraz mobilne, wielofunkcyjne komunikatory i gadżety w rodzaju odtwarzaczy MP3 – to gorące tematy. Pecet, owszem, do tego się przyda. Taki, jaki jest dzisiaj. Nic nie trzeba rozbudowywać.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.