Głos Sieci

Atak na WTC pokazał, że Internet jest właściwym medium dla tych, którym nie wystarcza standardowa papka, serwowana przez rodzime stacje telewizyjne, radio i gazety.

Ogólnoświatowa Pajęczyna okazała się nie tylko szybsza w relacjonowaniu ataku terrorystycznego na USA, ale także bardziej wszechstronna, precyzyjna i… wiarygodniejsza. Jeśli tuż po zamachu szukałeś rzetelnych informacji, należało raczej klikać myszką niż pilotem po polskich kanałach telewizyjnych.

W pierwszych godzinach po tragedii media grały w głuchy telefon. Nie potwierdzona pogłoska z CNN po kilku godzinach urastała do rangi wydarzenia, dyskutowanego przez „ekspertów” w kolejnych gazetach, stacjach radiowych i telewizyjnych. Na końcu łańcuszka pośredników znajdowały się, niestety, polskie media. I tak za pewnik u nas uznano, że terroryści swoją wiedzę o pilotażu samolotów zawdzięczali zabawie popularną grą MS Flight Simulator. Zabrakło mi jedynie – lub akurat tę rewelację przegapiłem – stwierdzenia, że fanatyków do zbrodni pchnęły zaburzenia psychiczne wywołane godzinami spędzonymi nad Quake’iem.

Wszechstronne i Wiarygodne Wiadomości

Tymczasem wystarczyło poszperać po specjalistycznych serwisach online, by znaleźć rzetelne wyjaśnienia zjawisk, o których „gdybano” i „przypuszczano” w telewizji. Interesujące było obserwowanie, jak kolejne serwisy z godziny na godzinę modyfikowały swe strony główne, umieszczając na eksponowanym miejscu informacje mogące pomóc w zrozumieniu kulisów ataku na Nowy Jork i Pentagon.

Wortale ekonomiczne szacowały blisko- i dalekosiężne skutki, jakie zamach wywrze na gospodarkę USA i świata. Architekci opisywali konstrukcję bliźniaczych drapaczy chmur, a piloci i znawcy symulacji rozprawiali się z oskarżeniami wobec MS Flight Simulatora, zgodnie uznając je za absurdalne, zwłaszcza w kontekście zaawansowanych manewrów, jakich dokonywała maszyna, która uderzyła w Pentagon. Agencje i organizacje wywiadowcze, takie jak RAND czy Jane’s Defence, przygotowały specjalne działy. Już w kilka godzin po tragedii można tam było przeczytać analizę aktywnych grup terrorystycznych pod kątem ich możliwości przeprowadzenia tak skomplikowanej akcji. Niedługo później pojawiła się biografia bin Ladena oraz charakterystyka metod jego działania. Co ciekawe, te materiały stawiały pod znakiem zapytania wiarygodność informacji podawanych przez polskich dziennikarzy. Nawet znane zachodnie media prezentowały w wersjach online materiał pełniejszy i bogatszy niż w swych tradycyjnych edycjach. Tymczasem w rodzimych stacjach telewizyjnych za ekspertów przez dłuższy czas uchodzili politycy, którzy mieli do powiedzenia dużo, choć mało konkretnie. Jak zwykle zresztą.

Jak jednak można było znaleźć w Internecie interesujące materiały? Jak trafić na wiarygodne artykuły, publikowane także przez sieciowe wersje zachodnich gazet? Niezbyt przydawały się tu wyszukiwarki, natomiast wielu wskazówek dostarczali użytkownicy grup dyskusyjnych. Praktycznie cały Usenet przez kilka dni żył największym zamachem terrorystycznym w historii.

Statua macierzyństwa

Także w sferze symboli nowe medium narzuca ton. To w Sieci pojawił się rysunek, najlepiej chyba oddający uczucia Amerykanów po zamachu. Szkic „Mommy Liberty” autorstwa 17-letniej Elizy Gauger przedstawia młodą kobietę stylizowaną na Statuę Wolności, która na jednej ręce trzyma niemowlę owinięte we flagę USA, a w drugiej – rewolwer. Towarzyszący ilustracji podpis głosi: „Najniebezpieczniejsze miejsce na świecie jest pomiędzy matką a jej dzieckiem”. Z pamiętnika online Elizy rysunek zawędrował do gazet, na plakaty, nadruki na koszulkach, kubki itp. Wcześniej jednak ludzie wysyłali go na grupy dyskusyjne czy przekazywali go swoim znajomym za pomocą e-maila. Po raz pierwszy popularny symbol nie został wykreowany przez fachowców od reklamy, ale narodził się wśród zwykłych ludzi i przez nich został rozpropagowany.

Tylko dla inteligentnych

Owszem, na grupach dyskusyjnych czy w komentarzach zamieszczanych pod publikowanymi online artykułami można było trafić na głupie żarty. Po Sieci krążyły niestosowne, pseudodowcipne rysunki i fotomontaże. Był to jednak margines, który łatwo odfiltrować, korzystając z pod- stawowego narzędzia internauty: szarych komórek (nie mylić z komórką noszoną przy pasku!). Usenet okazał się natomiast bezcenny jako źródło informacji, wskazówek czy też recenzji informacji podawanych m.in. przez źródła internetowe. Plotki i niesprawdzone pogłoski również się pojawiały – nie częściej niż w renomowanych mediach. Za to w większości przypadków nie udawały dogmatów potwierdzonych przez zaproszone do radiowych czy telewizyjnych studiów autorytety.

Internet okazał się właściwym medium dla tych, którym nie wystarczała standardowa papka, serwowana przez rodzime gazety, radio czy telewizję. Przekonaliśmy się, że korzystając z Sieci, będziemy wiedzieli nie tylko szybciej, ale też więcej i lepiej.

Piotr Dębek, dziennikarz nie ufający mediom.

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Felieton nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.