Spider-man w Sieci

Hollywoodzkie filmy najpierw pojawiają się na internetowych giełdach wymiany, a dopiero później w kinach. Zdesperowani producenci filmowi sięgają po kontrowersyjne środki obronne.

Mimo podjętych przez wytwórnię George’a Lucasa specjalnych środków bezpieczeństwa, drugi epizod „Gwiezdnych wojen” zaczął krążyć wśród internautów już na tydzień przed oficjalnym początkiem dystrybucji. Tak wielki przebój wyciekł przed premierą do Sieci po raz pierwszy, ale z pewnością nie ostatni. Z przedstawionego pod koniec maja raportu Viant Corporation – firmy zajmującej się badaniami rynku – wynika, że coraz więcej kinowych hitów kolportowanych jest za pośrednictwem binarnych grup dyskusyjnych, kanałów IRC, Gnutelli i FastTracka. Szacuje się, że z podziemnych kanałów dystrybucyjnych korzysta przeszło 9 milionów internautów. Spora część z nich to nowicjusze, którzy w Sieci pojawiają się po raz pierwszy, ściągnięci pogłoskami o możliwości pobrania głośnego filmu. W dniach poprzedzających premierę najnowszej części „Gwiezdnych wojen” liczna grupa próbowała tego dokonać, korzystając z analogowych modemów, co pokazuje jej determinację w poszukiwaniu „darmowych” superprodukcji. Co ciekawe, oficjalne premiery napędzały podziemny ruch, a nie hamowały go. Skala tego zjawiska powiększa się co roku o 20% i nic na to nie wskazuje, by ten trend miał ulec zatrzymaniu.

Fałszywy „pirat”

Producenci filmowi walczą z chytrymi fanami za pomocą wynajętych firm, takich jak Vidius czy MediaDefender, które przed premierami zalewają internetowe giełdy wymiany fałszywkami, mającymi zniechęcić do pirackich kopii. Od pewnego czasu na przedpremierowych pokazach rewiduje się widzów w poszukiwaniu kamer wideo.

Dla bossów Hollywoodu koszmarem są już widzowie, którzy wchodzą na przedpremierowe seanse z kamerami wideo i wymieniają się później online zdobyczami. Przerażeniem napawa ich jednak wizja spopularyzowania się domowych urządzeń nagrywających obraz z cyfrową jakością. Próbowali więc zmusić SonicBlue – producenta zintegrowanego z Internetem cyfrowego magnetowidu ReplayTV 4000 – by monitorował, co oglądają i przesyłają klienci firmy. Sąd jednak zwolnił SonicBlue z obowiązku szpiegowania użytkowników ReplayTV. Wcześniej producenci sprzętu elektronicznego nie zgodzili się na wbudowywanie w urządzenia domowego użytku zabezpieczeń opartych na cyfrowym znaku wodnym (CHIP 4/2002, str. 102). Filmowcy mają dużo większe problemy z przeforsowaniem korzystnych dla nich regulacji prawnych niż wytwórnie płytowe, a przecież i te ostatnie raczej nie mogą mówić o sukcesie. Napster zbankrutował, ale KaZaA, iMesh i FastTrack mają się dobrze.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.