Zakneblowany Internet?

Kończy się kolejna epoka w dziejach Internetu - era nieskrępowanej wymiany plików muzycznych pomiędzy użytkownikami Sieci.

Kończy się kolejna epoka

w dziejach Internetu – era nieskrępowanej wymiany plików muzycznych pomiędzy użytkownikami Sieci. Prawnicy amerykańskiego związku RIAA (federacji największych firm fonograficznych) zabrali się na dobre do wyplenienia groźnego ich zdaniem procederu udostępniania nagrań muzycznych za pośrednictwem sieci peer-to-peer.

Systemy oparte na centralnych serwerach (Napster, Audiogalaxy) były najłatwiejszym celem ataku, więc jako pierwsze padły ofiarą akcji umoralniającej. Teraz przychodzi kolej na sieci rozproszone – tworzy się projekty nowych przepisów, nagina do rzeczywistości ustawy już istniejące. „Agenci” RIAA podrzucają w sieciach P2P uszkodzone pliki MP3, by zniechęcić internautów do „kradzieży własności intelektualnej”, istnieje też projekt ustawy – uwaga! – legalizującej włamania i ataki DoS skierowane przeciwko nieprawomyślnym serwerom. Żar podsycają wydarzenia z września ubiegłego roku, skutkujące wieloma restrykcjami dotyczącymi przepływu informacji w Internecie.

Nie łudźmy się – USA, choć za Wielką Wodą, wystarczająco skutecznie wpływają na decyzje polityków Unii Europejskiej, do której przecież niedługo trafimy. Dowody na potwierdzenie tej tezy już są – czymże innym jest bowiem aresztowanie Norwega w jego własnym kraju za łamanie amerykańskiego prawa (vide oskarżenie Johannsena za rozszyfrowanie DeCSS)? Niechlubna ustawa DMCA (Digital Millennium Copyright Act) już zresztą odcisnęła piętno na działalności odpowiednich komisji UE.

Koncerny muzyczne postanowiły pokazać, że nie ma z nimi żartów. Nie zawahają się przy tym wkroczyć na teren dotychczas oszczędzany np. przez BSA, czyli do naszych domów. Już dziś amerykańscy prawnicy wycenili sumienia swoich współobywateli, zabraniając im chociażby pożyczania legalnie nabytych płyt CD, jeśli ich wartość przekroczy określoną sumę. Jeszcze chwila, a providerzy zostaną zmuszeni do zablokowania portów serwerów, tak aby ukrócić „złodziejskie” praktyki. Jedno jest dla mnie pewne – prawnicy broniący krociowych zysków RIAA nie pójdą z internautami na jakąkolwiek ugodę.

Czas wymiany pirackich plików MP3

rzeczywiście wydaje się dobiegać końca. Ofensywa rzekomych obrońców praw autorskich odnosi skutek. Czy uda im się zdusić swobodną wymianę plików i informacji w Internecie? Wierzę, że nie.

Obecnie istnieje spory nacisk wytwórni płytowych i amerykańscy ustawodawcy mu ulegają. Jestem jednak pewny, że kongresmeni stanowiący prawo opamiętają się i nie powstaną przepisy dające przyzwolenie na cenzurowanie Internetu. Jesteśmy tylko o krok od zaktywizowania się osób, którym ta sytuacja się nie podoba. Niedawno Verizon, amerykański telekom i dostawca Internetu, odmówił udostępnienia RIAA danych swojego klienta, który bardzo aktywnie uczestniczył w wymianie P2P. Szefostwo tej firmy jest świadome, że mogą mu za to grozić sankcje, ale najwyraźniej wyżej stawia swobody obywatelskie. Jeżeli podobnie postąpią inni providerzy, wrzawę podniesie prasa i organizacje obrony praw człowieka, siła nacisku RIAA zostanie zneutralizowana. Bądźmy szczerzy – wymiana MP3 to przestępstwo, ale przecież nie o prawa artystów tu chodzi. Organizacje zrzeszające wytwórnie w rzeczywistości bronią swoich zysków. Na drugiej szali jest wolność, którą amerykańskie społeczeństwo podobno ceni najbardziej.

Pamiętajmy też, że Ameryka to nie cały świat. Jakoś nie wierzę, że Australia, Japonia, a szczególnie Europa ślepo podążą za Wujkiem Samem. Od niedawna widać, że w wielu sprawach Unia Europejska i Stany mają różne zdanie. Nawet jeśli przyjmiemy czarny scenariusz i w USA cenzura zostanie usankcjonowana prawem, to jeszcze nic straconego. U nas informacja będzie mogła swobodnie przepływać z jednego miejsca w drugie.

Co wtedy z uciśnionymi internautami zza Wielkiej Wody? Zawsze pozostaje podziemie. Peekabooty, narzędzie, o którym wspominam na str. 116, zostało stworzone przez Amerykanów, by pomagać w swobodnym surfowaniu na przykład Chińczykom. Może teraz ktoś w Europie przerobi je tak, by mogli z niego korzystać zniewoleni Amerykanie? Tak czy owak – internauci się obronią. Tego jestem pewny.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.