E-wyborcza parodia

Ponad 24 miliony złotych kosztował podatników system komputerowy mający pomóc w obliczaniu wyników wyborów samorządowych. Co za to otrzymaliśmy? Gigantyczną farsę.

Historia wprowadzania nowoczesnych technologii do polskiej administracji przypomina komedię. Niestety, dla kieszeni podatników to raczej tragedia, której kolejne akty to wieloletnie rozpaczliwe próby skomputeryzowania ZUS-u czy opóźnienia w realizacji systemu informatycznego dla NIK i IACS (niezbędny dla korzystania z dopłat Unii Europejskiej dla rolników). Najnowszy, choć obawiam się, że nie ostatni, rozdział dopisano przy okazji wprowadzenia informatycznej obsługi tegorocznych wyborów samorządowych.

Jak to się skończyło?

Finisz komputerowego przetwarzania wyników głosowania wszyscy oglądaliśmy na ekranach telewizorów. Przedstawiciele Krajowego Biura Wyborczego relacjonowali mrożące krew w żyłach próby zmuszenia oprogramowania zainstalowanego w każdej Komisji Wyborczej do współpracy z software’em, który działał na komputerach Centralnej Komisji Wyborczej. Z opowieści urzędników wynikało, że dokonywali oni najróżniejszych sztuczek w stylu: „wyłączyć, włączyć i zobaczyć, czy może zaczęło działać”. Próbowano zmniejszyć obciążenie i usprawnić proces, pobierając dane tylko z jednego okręgu naraz – bez skutku. Pracownicy komisji terenowych na dwa dni przed terminem głosowania musieli zainstalować nową wersję aplikacji do obsługi głosowania, a poprawki aplikowali jeszcze w trzy dni po zakończeniu wyborów. Jak donosi „Rzeczpospolita”, członkowie wielu komisji liczyli głosy ręcznie, gdyż nie byli w stanie przenieść danych nawet na dyskietkach. Nie doszło jednak do całkowitej rezygnacji z komputerowego wspomagania. Zamiast jednak potoku danych do Centralnej Komisji Wyborczej i Obwodowych Komisji Wyborczych płynął wąski strumyczek informacji.

Miliony z wolnej ręki

Firmy przygotowujące komputerową obsługę liczenia głosów wskazało Krajowe Biuro Wyborcze. Wykonawcy dostali zamówienie „z wolnej ręki”. „Było zbyt mało czasu między ogłoszeniem terminu wyborów a samym głosowaniem, by ogłaszać przetarg” – argumentował na konferencji prasowej Stanisław Zabłocki z PKW.

Aplikacje zainstalowane w lokalnych i okręgowych punktach wyborczych przygotowała łódzka firma Pixel Technology, natomiast centralny serwer zbierający dane z ośrodków terenowych oprogramował znany Prokom Software. Audyt całego systemu przeprowadziła firma Infovide. Koszt przedsięwzięcia zamknął się kwotą 24,5 miliona złotych.

W poszczególnych komisjach zainstalowano oprogramowanie, za pomocą którego lokalne wyniki przekazywano za pośrednictwem Internetu do Obwodowych Komisji Wyborczych. Stamtąd dane powinny trafić do warszawskiej centrali. Wszystko miało się dziać z prędkością światła. Dzięki temu wyniki z całego kraju mogłyby być znane w ciągu godzin po zamknięciu lokali wyborczych. Jednak jeszcze po tygodniu trwało liczenie głosów oraz walczono z usterkami technicznymi.

Ciąg dalszy nastąpi

Oficjalnie winowajca całego zamieszania nie jest znany. Przedstawiciele zarówno firmy Pixel, jak i audytora Infovide odmówili jakichkolwiek wyjaśnień na ten temat, zasłaniając się brakiem uprawnień do udzielania informacji. Takich skrupułów nie miał Prokom. 29 października rozesłał on do mediów oświadczenie, w którym gdyńska firma zrzuciła z siebie odpowiedzialność za problemy. Czy słusznie? „Nie wiemy jeszcze, kto zawinił” – mówi Bohdan Szcześniak, dyrektor zespołu prawnego i organizacji wyborów Krajowego Biura Wyborczego. – „Mamy swoje podejrzenia, ale do wyjaśnienia całej sprawy zostanie powołana specjalna komisja”. Przeprowadzenie kontroli wydatków poniesionych przez Państwową Komisję Wyborczą zapowiedziała rzeczniczka Najwyższej Izby Kontroli. Czy będą wyciągnięte konsekwencje finansowe wobec firm, które odpowiadają za dostarczenie niefunkcjonalnych programów? „Za wcześnie, by o tym decydować” – ucina Bohdan Szcześniak.

Już wkrótce ma zostać uruchomiony Rejestr Usług Medycznych, trwa tworzenie systemów komputerowych PZU i Poczty Polskiej. Zgodnie z rządowym dokumentem „ePolska” do 2006 roku na informatyzację administracji i służb publicznych mamy wydać 8,7 miliarda złotych. Jaka część tej kwoty, zamiast usprawnić państwo, posłuży do sfinansowania burleski, która swym rozmachem zadziwi Hollywood?

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.