E-pieniądz, realny problem?

Do niedawna banki często obciążały klientów kosztami wynikającymi z oszustw, błędów czy niedbalstwa. Teraz to się skończy.

Marta P. poszła do banku. Zamiast pobrać gotówkę, dowiedziała się, że na rachunku ma dwa tysiące złotych debetu. Pieniądze zostały wydane za pomocą karty w sklepie z luksusową odzieżą. Marta P. jednak w ogóle nie miała karty, bo jej nie odebrała.

Na początku 2000 roku Roman B. zauważył, że z jego konta zniknęło 5400 złotych. Ktoś sześć razy pobrał z bankomatów po 900 złotych.

Pewnej damie skradziono torebkę z kartami płatniczymi. Do czasu powiadomienia banku jej konto uszczupliło się o kilkaset złotych.

W opisanych przypadkach banki zawsze wskazywały, że pieniądze zostały pobrane przy użyciu karty i kodu PIN. W związku z powyższym, powołując się najczęściej na jeden z przepisów umowy o wydanie karty, odmawiał uznania jakiejkolwiek reklamacji. Czy zawsze musi być tak, iż pełną odpowiedzialność ponosi posiadacz karty? Okazuje się, że nie.

Młot na bankiera

Na łamach CHIP-a kilkakrotnie poruszane były kwestie związane z elektronicznymi instrumentami płatniczymi czy też bankowością elektroniczną (np. „Skok na wirtualne pieniądze”, CHIP 10/2001, 22, oraz „Strzeż się bankiera”, CHIP 1/2002, 194). Niestety, wydźwięk tych publikacji nie nastrajał pozytywnie. Pewne sugestie co do rozwiązania problemu przedstawił w swoim artykule Jerzy Naumann (CHIP 1/2002, 194). Od przyszłego roku pomocą będzie dla nas ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych.

Problemy związane z płatnościami elektronicznymi zostały uregulowane w Unii Europejskiej już prawie dwadzieścia lat temu. Z uwagi na to, że polskie prawo jest stopniowo dopasowywane do norm EU, warto przyjrzeć się panującym na Zachodzie zasadom. Najistotniejsze są tu zalecenia Komisji nr: 87/598/EEC (w sprawie europejskiego kodeksu postępowania w dziedzinie płatności elektronicznych), 88/590/EEC (na temat systemów płatności, a w szczególności stosunków pomiędzy posiadaczem kart a wydawcą) oraz 97/489/EC (dotyczy transakcji przy użyciu elektronicznych instrumentów płatniczych). Zalecenia te uznać można za pewnego rodzaju wytyczne, które realizowane są w prawie krajowym. Jeżeli posiadaczowi karty w Wielkiej Brytanii zostanie ona skradziona, wówczas nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za transakcje dokonane przez złodzieja. Oczywiście tylko wówczas, jeżeli nie można mu udowodnić rażącego niedbalstwa lub celowego działania – ale to bank musi udowodnić winę, a nie klient niewinność! U naszych zachodnich sąsiadów posiadacz liczyć się musi z tym, że bank potrąci mu do 50 euro. We Francji, Portugalii oraz Hiszpanii limit ten wynosi do 150 euro.

Dziki e-handel

Wspomniana wcześniej polska ustawa określa między innymi zasady wydawania i używania elektronicznych instrumentów płatniczych, a także prawa i obowiązki stron umów o e-pie-niądzach. Niezwykle ważne jest, iż od wejścia w życie ustawy w umowie pomiędzy wydawcą a posiadaczem trzeba będzie określić tryb, zasady i terminy składania reklamacji. Ponadto wydawca zobowiązany jest do określenia sposobu postępowania w przypadku utraty np. karty. Jednym z obowiązków nałożonych na bank jest np. konieczność przyjmowania przez całą dobę zgłoszeń o utracie lub zniszczeniu kart. Instytucje finansowe muszą również prowadzić rejestr takich zgłoszeń ze wskazaniem numeru kart, osoby zgłaszającej, okoliczności i – co ważne! – daty, godziny oraz minuty przyjęcia zgłoszenia. Skończą się zatem problemy z udowodnieniem, od jakiego momentu pełną odpowiedzialność za ewentualną utratę środków ponosi bank.

Posiadacza karty obciążają operacje dokonane z użyciem utraconej karty płatniczej do czasu zgłoszenia wydawcy jej utraty, jednak tylko do kwoty stanowiącej równowartość 150 euro. Ograniczenie to nie ma zastosowania, jeżeli do operacji doszło wskutek winy posiadacza lub użytkownika karty, który np. pozostawił kartę bez opieki przy kasie w sklepie. Ponadto użycie kodu identyfikacyjnego (PIN) nie wystarcza już do obciążenia posiadacza zakwestionowaną przez niego operacją, chyba że został złożony bezpieczny podpis elektroniczny. Nie będziemy także ponosili odpowiedzialności za operacje, jeżeli ich dokonanie nastąpiło wskutek samowolnego wykonania zobowiązania przez wydawcę karty lub jej akceptanta, czyli np. sklep z płytami audio czy częściami do komputerów.

Nie ma jednak nic za darmo. Ze względu na przeniesienie ryzyka na bank musimy się liczyć z tym, iż coraz częściej spotykać się będziemy z odmową przyjęcia zapłaty w sytuacjach stwierdzenia niezgodności podpisu na karcie płatniczej i dokumencie. Ponadto powinniśmy się przygotować, że sprzedawca żądać będzie od nas okazania dowodu tożsamości w celu stwierdzenia, czy jesteśmy osobą uprawnioną do korzystania z karty.

Bądź czujny!

Obowiązki spoczywają także na posiadaczu karty. Zobowiązani zostaliśmy do: 1) przechowywania karty płatniczej i ochrony kodu identyfikacyjnego z zachowaniem należytej staranności, 2) nieprzechowywania karty płatniczej razem z kodem, 3) niezwłocznego zgłaszania wydawcy utraty lub zniszczenia karty płatniczej, 4) nieudostępniania karty płatniczej i kodu identyfikacyjnego osobom nieuprawnionym. Większość Czytelników stwierdzi, że to oczywiste, ale… wiele osób nadal zapisuje kod PIN na samej karcie lub beztrosko wykłada siedem, osiem kart przed kelnerem.

W tekście wykorzystano fragmenty artykułów publikowanych na łamach dziennika „Rzeczpospolita” z 4 lipca 2002 r. oraz 19 września 2002 r.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.