Inwestycje na sucho

Każdy słyszał o majątkach, które powstały na giełdzie. Zanim jednak zaangażujemy w to własne pieniądze, warto spróbować poinwestować "na sucho".

Odkąd Internet stał się powszechny, coraz więcej usług dostępnych jest za jego pośrednictwem. W ten sposób można także inwestować na giełdzie. I chociaż niemal każdy internauta może spróbować w tym swoich sił, to zapewne na sprzedaży akcji zyskają nieliczni.

Istnieje jednak możliwość zagrania bez ryzyka. Pojawiły się bowiem tak zwane gry inwestycyjne, w których bez żadnych opłat może wziąć udział każdy. Jedna z nich, Szkolna Internetowa Gra Giełdowa, nad którą patronat prasowy ma redakcja CHIP-a, działa w ramach akcji Internet w Szkołach – Projekt Prezydenta RP (patrz: ramka Info).

We wszystkich przypadkach kupowanie i sprzedawanie akcji za wirtualne fundusze odbywa się według normalnych kursów. To, że nie można nic stracić, nie oznacza jednak, że nie można nic zyskać. Choć większość gier giełdowych nie przewiduje żadnych nagród, to jednak nieliczne, jak np. „Twój portfel” Bankiera, gratyfikują najlepszego inwestora i można tam zarobić 300 złotych. Satysfakcję daje również znalezienie swojego nazwiska na szczycie listy najbardziej skutecznych graczy.

Analityku… pomóż!

Tylko specjaliści umieją jako tako przewidywać kursy akcji. Co jednak ma zrobić początkujący inwestor? Może oczywiście skorzystać z materiałów wyjaśniających podstawy analizy giełdowej. Są one do pobrania za darmo np. z witryny www.ekonomia.odeon.pl/3techniki/techniki.php3 czy Bankiera. Ale mało kto ma czas i chęci na naukę. Jest na szczęście inne rozwiązanie. Można skorzystać z porad analityków giełdowych. I nie musi to kosztować majątku, bo w Sieci znajdują się także publikowane za darmo analizy oraz rekomendacje – udostępniają je niemal wszystkie internetowe biura maklerskie.

Kupuj, kupuj!

Jak zacząć wirtualne inwestowanie? Rejestrujemy się w serwisie, a otrzymamy konto inwestycyjne oraz pewną sumę pieniędzy, np. 100 tys. złotych. Naszym zadaniem jest kupowanie i sprzedawanie akcji tak, aby osiągnąć jak najwyższą stopę zwrotu. W praktyce jest to bardzo podobne do obsługi prawdziwego rachunku u wirtualnego maklera. Operacje zlecamy za pośrednictwem strony WWW, a w rozliczeniach uwzględniono nawet prowizję biura maklerskiego.

Jeśli poczynione inwestycje okażą się nieszczególnie trafne i cała suma się ulotni, można zacząć od nowa. I tak aż do skutku, czyli do momentu, w którym fundusze zamiast topnieć, zaczną rosnąć. Wtedy warto pomyśleć o prawdziwej giełdzie. Można oczywiście grać w oparciu o notowania WGP, ale jeśli komuś znudzi się nasz rynek, ma szansę spróbować swoich sił w grze opartej na notowaniach z zagranicznych parkietów. Oferuje to chociażby polskojęzyczny BlueBull ( www.bluebull.com), jest jednak dużo innych gier giełdowych (patrz: ramka).

Giełdo, nadchodzę

Kiedy uznamy, że jesteśmy gotowi zainwestować prawdziwe pieniądze, trzeba pomyśleć o skorzystaniu z usług prawdziwego maklera. Nie różni się to wiele – tak samo zlecamy zakupy i sprzedaż. Przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu prawdziwej gry warto się jednak zastanowić. O ile w przypadku konkursów inwestycyjnych nic nie ryzykujemy, o tyle tym razem nie tylko musimy inwestować swoje oszczędności, ale także płacimy prowizję biurom maklerskim. Warto zatem dwa razy pomyśleć, czy nie wolimy jednak gier giełdowych.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.