Deus ex machina

Czy z prawnego punktu widzenia można oszukać bankomat? Na razie nie, ale sytuacja może ulec zmianie, jeśli maszynom nada się podmiotowość zarezerwowaną do tej pory dla ludzi.

Do tej pory istniała wyraźna linia podziału między człowiekiem a maszyną i/lub programem. Być może niedługo ona zniknie. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że już za parę lat autorzy aplikacji będą się domagać uznania podmiotowości prawnej ich programistycznych „dzieci”, a maszyny będą składać zawiadomienia o przestępstwie. Czy jest możliwe, że za swe przewinienia publicznej egzekucji zostanie poddany program w samodzielny sposób zbierający nielegalnie informacje w Internecie dla swojego „pracodawcy”? Sentencja mogłaby na przykład brzmieć tak: sąd uznaje agenta software’owego za winnego naruszenia bezpieczeństwa domowego systemu X poprzez wtargnięcie i nieuprawnione zebranie danych osobowych systemu i jego użytkownika i za to skazuje go na śmierć przez… skasowanie.

Oszust czy złodziej?

Jakiś czas temu Sądowi Najwyższemu zostało przedstawione do rozstrzygnięcia pytanie prawne, a mianowicie, czy klient banku, który doprowadził do debetu na własnym koncie przy użyciu karty bankomatowej, powinien odpowiadać za oszustwo czy kradzież.

Powyższy problem powstał na kanwie procesu karnego Przemysława B. i jednego z banków. Oskarżony w ciągu kilku dni pobrał z własnego konta za pomocą karty bankomatowej kilka tysięcy złotych, choć w rzeczywistości nie dysponował takimi środkami w banku. Prokurator postawił mu w związku z tym zarzut oszustwa. Sąd Rejonowy uznał jednak, że nie może być w niniejszej sytuacji mowy o oszustwie, a co najwyżej o kradzieży. Oszukańcze, wprowadzające w błąd działanie musi bowiem być nakierowane na osobę ludzką, która ma wolę i świadomość, a nie na maszynę. Sprawca natomiast działał w stosunku do urządzenia, które – jako takie – nie może być wprowadzone w błąd tak jak człowiek. W związku z tym Przemysław B. został skazany za zwykłą kradzież.

Aplikacja też człowiek

Na razie możemy więc spać spokojnie. Maszyny nie mogą być pokrzywdzonymi – nie zgłoszą się jako ofiary na prokuraturę, nie pozwą nas o naruszenie dóbr osobistych… Jeszcze nie…

Szaleństwo informatyczno-techniczne, a co za tym idzie prawne, idzie jednak dalej. Już obecnie mówi się o kwestiach podmiotowości prawnej oprogramowania!!! Tak, tak – w tym przypadku chodzi konkretnie o tzw. agenty software’owe (software agents) – czyli samodzielne programiki, które działają na zasadzie quasi-sztucznej inteligencji, a które spotykamy na co dzień, np. instalując niby-darmowe oprogramowanie. Oto bowiem często załączony do niego specjalistyczny „robak” programowy szybko zbierze o nas dane, następnie dzięki Internetowi przeniesie się na inne maszyny, a ostatecznie zebrane dane przetworzy, wyciągnie wnioski i wyśle gdzie trzeba.

Podobnie działają zresztą popularne wyszukiwarki – puszczając w Sieć swoich „agentów”. Nawet umowy – w sensie technicznym – coraz częściej zawierają programy, które na przykład sprawdzają stany magazynowe (i to w całej sieci sklepów, nawet rozmieszczonych w różnych krajach) i przy spełnieniu odpowiednich warunków samodzielnie podejmują „decyzje” oraz dokonują nowych zamówień, płatności itp.

Powstaje wtedy pytanie: kto tak naprawdę zawiera umowy i kto odpowiada za ewentualne błędy? Czy umowa zostaje zawarta już w chwili, gdy zaprogramowane agenty software’owe wymienią się sygnałami elektronicznymi, czy może dopiero wtedy, gdy informacje te dotrą do ludzi, którzy posługują się specjalistycznym oprogramowaniem?

Kara śmierci dla programu

Obecnie w Unii Europejskiej pojawiają się postulaty, by uregulować prawną sytuację tego rodzaju agentów, przy czym niektórzy poważnie zastanawiają się nad nadaniem im samodzielnej osobowości prawnej. Oznaczałoby to, że aplikacja stałaby się podmiotem, niezależnym od swego „właściciela” (choć z nim powiązanym), który miałby własne prawa i obowiązki. Program mógłby zatem „odpowiadać” za naruszenie prywatności – jeżeliby np. zbierał i przetwarzał dane osobowe, do czego nie miałby podstawy prawnej. Z kolei on sam miałby również swoją prywatność, jak i prywatność jego „właściciela”. Agent może bowiem przechowywać zarówno informacje na temat swego działania, jak i dane osobowe jego twórcy.

Próba stworzenia podmiotowości prawnej programowi u niektórych może wywołać gęsią skórkę. Czy będzie się dążyć do prawnego zrównania automatu czy inteligentnego software’u z ludźmi? Czy człowiek przestanie być wyjątkowy, a jego byt będzie marginalizowany wobec zalewu nowych technologii i powstawania wirtualnych bytów, których prawa i obowiązki będzie sankcjonowało prawo. Czy będziemy musieli szanować maszyny? Włos się jeży na głowie, gdy pomyślę o wykonaniu kary w stosunku do agenta programowego – czy będzie to jego zniszczenie, czyli „kara śmierci”? A co będzie, gdy role się zamienią?

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Felieton nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.